160
0

Output generatywnej sztucznej inteligencji jako chroniony utwór? Ewolucja poglądów

160
0

Wstęp

Sztuczna inteligencja potrafi dziś wygenerować obraz, logo, komiks albo projekt graficzny w kilka sekund. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy trzeba odpowiedzieć na pozornie proste pytanie: czy taki rezultat jest utworem chronionym prawem autorskim — i jeśli tak, to czyim?

Przez długi czas dyskusja o generatywnej AI była pełna wielkich słów: czy maszyna może być twórcą, czy AI „tworzy”, czy prawo nadąża za technologią. Dziś widać już wyraźnie, że najciekawsze pytanie brzmi inaczej. Nie chodzi tylko o to, czy powstał atrakcyjny efekt, ale o to, czy człowiek potrafi wykazać własny, twórczy wkład w finalną postać rezultatu.

Ten artykuł pokazuje, jak do tego problemu podchodzą różne państwa — od USA, przez Chiny i Meksyk, po Europę — i co z tej światowej ewolucji poglądów wynika dla polskiego prawa oraz dla biznesu. Bo w praktyce stawka jest większa niż akademicki spór: chodzi o to, czy firma, agencja albo twórca rzeczywiście mogą mówić o prawach autorskich do efektów pracy z AI, czy tylko o posiadaniu pliku, który trudno później skutecznie ochronić.

7 kluczowych wniosków dla tych, którzy nie mają czasu czytać całości

1. Sam fakt użycia AI nie przekreśla ochrony, ale też jej nie gwarantuje.
Nie decyduje narzędzie, tylko to, czy w finalnym efekcie da się uchwycić realny, twórczy wkład człowieka.

2. Polska i UE są bliżej modelu human authorship niż specjalnej ochrony dla „dzieł komputerowych”.
To oznacza, że punkt ciężkości sporu spoczywa na człowieku i jego indywidualnym wkładzie, a nie na samym fakcie wygenerowania rezultatu przez system.

3. Globalnie wygrywa nie pytanie „czy AI może tworzyć?”, lecz „kto kontrolował finalną ekspresję?”.
Coraz więcej sądów i urzędów odchodzi od sporów filozoficznych i skupia się na bardzo praktycznej analizie procesu twórczego.

4. Szczegółowy prompt zwykle nie wystarcza sam w sobie.
To, że prompt był długi, dopracowany albo iteracyjnie poprawiany, nie oznacza jeszcze, że powstał chroniony utwór. Sam nakład pracy nie zastępuje twórczej kontroli nad efektem.

5. Najbardziej restrykcyjne podejście widać dziś w USA i Meksyku.
Tam wyraźnie podkreśla się, że czysty output AI nie korzysta z ochrony tylko dlatego, że użytkownik wpisał polecenie — nawet bardzo rozbudowane.

6. Chiny pokazują bardziej otwartą drogę, ale pod jednym warunkiem: trzeba to udowodnić.
Jeśli człowiek potrafi wykazać intensywne sterowanie procesem, ochrona może być możliwa. Jeśli nie ma promptów, logów, wersji pośrednich i śladu decyzji — ochrona odpada.

7. Dla biznesu najważniejszy wniosek jest praktyczny: dokumentacja procesu staje się kluczowa.
Dziś nie wystarczy już sama umowa o przeniesienie praw. Coraz częściej trzeba też zadbać o zasady korzystania z AI, archiwizację procesu i dowody ludzkiego wkładu w finalny rezultat.

Spis treści

1. Wstęp

1. Czy genAI może być „utworem” w rozumieniu polskiego prawa?
Punkt wyjścia: czym jest utwór i dlaczego przy AI najważniejsze staje się pytanie o ludzki wkład.

3. Cztery modele podejścia do AI na świecie
Krótka mapa: USA, Japonia i Korea, Chiny oraz jurysdykcje z historyczną kategorią computer-generated works.

4. Co różni poszczególne systemy prawne od polskiego modelu?
Gdzie jesteśmy blisko zagranicznych rozwiązań, a gdzie różnice są fundamentalne.

5. Od pytania ontologicznego do pytania dowodowego
Dlaczego dziś coraz mniej chodzi o filozofię autorstwa, a coraz bardziej o workflow, kontrolę i dokumentację.

6. Najważniejsze sprawy, które ustawiły debatę
USA, Chiny, Czechy, Meksyk i Niemcy — najciekawsze orzeczenia i ich znaczenie dla praktyki.

7. Co z tych sporów wynika dla Europy i Polski?
Które zagraniczne argumenty mogą być naprawdę przekonujące na naszym gruncie.

8. Co naprawdę decyduje o ochronie?
Prompty, iteracje, selekcja, poprawki i ślady procesu — czyli dowody, bez których nawet dobry argument może nie wystarczyć.

9. Wnioski dla twórców, firm i agencji
Jak korzystać z AI tak, by nie zgubić kwestii praw autorskich po drodze.

1. Punkt wyjścia: polskie rozumienie utworu i pytanie o genAI

W prawie polskim utwór to każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci niezależnie od wartości, celu czy przeznaczenia. Zestawienie tych elementów prowadzi do prostego, ale bardzo wymagającego pytania: czy wytwór generatywnej AI można przypisać człowiekowi jako rezultat jego własnej działalności twórczej, czy też jest to jedynie efekt działania systemu, wobec którego rola użytkownika pozostaje zbyt odległa, zbyt ogólna lub zbyt słabo uchwytna dowodowo?

W polsko-unijnym modelu nie istnieje osobna kategoria dzieła wygenerowanego komputerowo. Ochrona jest zakotwiczona w człowieku i jego indywidualnym wkładzie. Dlatego dyskusja o genAI nie dotyczy tylko tego, czy wynik jest nowy albo atrakcyjny estetycznie. Dotyczy przede wszystkim tego, czy da się wykazać osobisty, twórczy wkład człowieka w finalnej ekspresji.

Na świecie widać dziś cztery główne modele odpowiedzi. Pierwszy to model human authorship, charakterystyczny dla USA i bardzo bliski praktycznemu odczytaniu prawa polskiego i unijnego. Drugi to model AI-assisted but not AI-autonomous, obecny w oficjalnych materiałach Japonii i Korei Południowej. Trzeci to model historycznych computer-generated works, znany z Wielkiej Brytanii, Irlandii, Nowej Zelandii, Hongkongu, Indii i RPA. Czwarty to model chiński: nadal oparty na człowieku, ale gotowy uznać wynik za utwór, gdy użytkownik wykaże dostatecznie intensywne sterowanie procesem generowania.

Porozmawiaj z ekspertem 🎯

Borykasz się z zagadnieniem, które tutaj poruszyłem? Skontaktuj się ze mną i ustalimy termin 15-minutowej konsultacji. Wspólnie znajdziemy najlepsze rozwiązanie dla Twojego biznesu!

2. Mapa globalnych podejść

Zanim przejdziemy do szczegółów warto zrozumieć orzeczenia których krajów będą miały większy, a które mniejszy wpływ na polskie prawo. Tabela porządkuje podstawowe modele i od razu pokazuje ich relację do polskiego rozumienia utworu.

3. Jak poszczególne systemy definiują utwór i gdzie widać różnice względem Polski

Polska i Unia Europejska. Polski art. 1 ustawy akcentuje przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze. Prawo unijne nie definiuje utworu jednolicie dla wszystkich kategorii, ale orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE utrwaliło test własnej twórczości intelektualnej (own intellectual creation). To podejście nie tworzy osobnej reguły dla outputów AI. W praktyce trzeba więc wskazać taki ludzki wkład, który znajduje odbicie w finalnym rezultacie.

USA. Ustawa mówi o oryginalnym dziele autorskim (original works of authorship), lecz praktyka urzędu i sądów czyta to przez pryzmat autorstwa człowieka (human authorship). Oznacza to, że dzieło nie traci ochrony tylko dlatego, że użyto narzędzia AI, ale traci ją wtedy, gdy system sam określa ekspresyjne elementy końcowego wyniku, a człowiek nie potrafi wskazać własnej twórczej kontroli nad rezultatem.

Japonia i Korea Południowa. Tutaj na pierwszy plan wysuwa się twórcze wyrażenie ludzkich myśli lub uczuć. Oficjalne materiały nie budują metafizyki autora-AI, lecz praktyczny test: czy narzędzie było tylko narzędziem, czy też zasadniczo samo wytworzyło ekspresję? W konsekwencji oba systemy są bardzo bliskie polskiemu rozumieniu utworu, choć formułują to inaczej językowo.

Jurysdykcje z computer-generated works. To obszar, w którym różnica względem Polski jest największa. Historycznie przepisy te powstawały z myślą o programach komputerowych i systemach automatycznych starszej generacji, ale dziś są naturalnym punktem odniesienia w sporach o genAI. Sama obecność takiego przepisu nie przesądza jeszcze wyniku sprawy, lecz daje argument ustawowy, którego polskie prawo nie zna.

Chiny. Chińskie sądy nie uznały AI za autora, lecz przyjęły, że utworem może być rezultat procesu, w którym człowiek poprzez prompty, negative prompty, parametry, iteracje, wybór jednej wersji spośród wielu i późniejsze poprawki nadaje wynikowi indywidualny charakter. To podejście jest bardziej otwarte niż polskie, ale jednocześnie bardzo wymagające dowodowo

4. Ewolucja poglądów: od pytania ontologicznego do pytania dowodowego

Pierwsza fala sporów była zdominowana przez pytanie, czy w ogóle można mówić o dziele AI. Z czasem odpowiedzi stały się bardziej praktyczne. Organy i sądy coraz rzadziej spierają się o to, czy maszyna może być autorem w sensie filozoficznym. Coraz częściej pytają o to, kto i jak kontrolował końcową ekspresję oraz jakie dowody potwierdzają tę kontrolę.

Dlatego globalna ewolucja nie polega na prostym przejściu od zakwestionowania  możliwości stworzenia utworu z wykorzystaniem generatywnej sztucznej inteligencji do potwierdzenia takiej możliwości. Polega raczej na stworzeniu, być może zmianie kryterium. W centrum znalazły się prompty, negative prompty, ustawienia parametrów, liczba iteracji, sposób selekcji jednej wersji spośród wielu, późniejsze edycje, pliki robocze oraz zdolność użytkownika do odtworzenia rzeczywistego przebiegu procesu, jak również połączenie działalności człowieka i sztucznej inteligencji. To właśnie dlatego najważniejszy spór nie brzmi dziś: czy AI może tworzyć?, lecz: czy człowiek może dowieść, ze finalna postać jest jego własnym twórczym rezultatem?

5. Najważniejsze sprawy i materiały porządkujące debatę

Poniżej znajdują się najciekawsze publicznie udokumentowane przypadki, które pokazują jak rozwijało się stanowisko i jak prezentuje się ono becnie. Zostały dobrane tak, aby łącznie pokazać cały wachlarz argumentów: odmowę ochrony dla czystego generatywnego outputu, częściową ochronę dla projektu łączonego, otwartość na AI-assisted works, znaczenie historycznych przepisów o computer-generated works oraz rosnącą centralność dowodu procesu generowania.

Obraz “A Recent Entrance to Paradise” wygenerowany autonomicznie przez system DABUS. Sąd D.C. Circuit (2025) odmówił ochrony.

Sprawa Thaler v. Perlmutter stanowi do dziś najbardziej wyraźny test zasady human authorship w kontekście generatywnej AI. Stephen Thaler chciał zarejestrować obraz pod nazwą A Recent Entrance to Paradise, wskazując jako autora system AI o nazwie DABUS, a siebie – jako właściciela wynikających z tego praw. US Copyright Office odmówił rejestracji, a sądy kolejnych instancji to stanowisko podtrzymały.

Orzeczenie D.C. Circuit z marca 2025 r. przesądziło, że prawo autorskie chroni twórczość człowieka, nieautonomiczny rezultat działania systemu AI. Jeżeli utwór został wygenerowany samodzielnie przez model i człowiek nie wniósł własnych twórczych decyzji do finalnej formy dzieła, ochrona co do zasady nie przysługuje. Jednocześnie sąd wyraźnie zaznaczył, że to nie zamyka drogi ochronie takich prac, w których człowiek realnie współtworzy efekt końcowy

Komiks “Zarya of the Dawn” (Kristina Kashtanova / Midjourney). Copyright Office objął ochroną tekst i układ, nie grafiki AI.

ochroną tekst i układ, nie grafiki AI.

Kris Kashtanova stworzyła komiks Zarya of the Dawn, łącząc własnoręcznie napisany tekst z grafikami generowanymi w Midjourney. US Copyright Office zarejestrował pracę, ale wyraźnie rozdzielił zakres ochrony: tekst i dobór oraz układ materiału w komiksie korzystają z ochrony jako przejaw twórczości człowieka. Grafiki wygenerowane przez Midjourney zostały z tego zakresu wyłączone.

Wniosek dla biznesu jest prosty: utwór wykorzystujący AI może być częściowo chroniony, ale ochrona nie obejmuje automatycznie wszystkiego, co wygenerował model. Tam, gdzie człowiek wnosi twórcze decyzje dotyczące selekcji, kompozycji i narracji, ochrona pozostaje realna.

Obraz “Théâtre D’Opéra Spatial” (Jason Allen / Midjourney). Copyright Office odmówił rejestracji całego dzieła AI.

Jason Allen wygenerował obraz Théâtre D’Opéra Spatial przy użyciu Midjourney, wpisując setki promptów i dokonując wielokrotnych iteracji przed wyborem finalnej wersji. US Copyright Office odmówił rejestracji dzieła jako całości.

Copyright Office uznał, że w tej sprawie tradycyjne elementy autorstwa zostały w istotnym zakresie określone przez Midjourney, a nie przez człowieka. Liczba iteracji pomaga w selekcji, ale nie zastępuje twórczej kontroli nad rezultatem. Samo wpisanie nawet bardzo szczegółowego i długiego promptu – a następnie wybór najlepszego wariantu – zwykle nie wystarcza jeszcze, by automatycznie mówić o autorstwie całego obrazu. Nie pomógł nawet fakt, że artysta wykorzystał Photoshop do obróbki wytworzonego przez AI obrazu.

Schemat procesu SURYAST: zdjęcie własne + styl The Starry Night (Van Gogh) = obraz AI. US Copyright Office odmówił ochrony outputu.

Autor wgrał do aplikacji RAGHAV własne zdjęcie, dodał jako wzorzec stylu The Starry Night van Gogha i ustawił poziom transferu stylu. Finalny obraz został wygenerowany przez system AI. US Copyright Office uznał, że w końcowym obrazie zabrakło wystarczającego ludzkiego autorstwa i kontroli twórczej. Efekt nie został uznany za chroniony utwór i odmówiono rejestracji.

Sprawa SURYAST pokazuje fundamentalną zasadę: własny input to za mało, jeśli ostateczną ekspresję tworzy model. Podobne podejście – choć z niuansami wynikającymi ze specyfiki indyjskiego prawa autorskiego – prezentuje też Urząd Prawa Autorskiego Indii.

Seria obrazów AI z chińskiej sprawy Li v. Liu (2023). Sąd uznał ochronę ze względu na intensywność sterowania procesem przez użytkownika.

W 2023 r. Sąd Internetowy w Pekinie wydał wyrok w sprawie Li v. Liu, który szybko stał się punktem odniesienia dla całej globalnej debaty. Sąd uznał, że obraz wygenerowany przy użyciu Stable Diffusion korzysta z ochrony prawa autorskiego – ale wyłącznie dlatego, że użytkownik wykazał dostatecznie intensywne sterowanie procesem: od doboru modelu, przez szczegółowe prompty i negative prompty, po wielokrotną selekcję spośród wersji pośrednich.

Sąd podkreślił, że sam fakt użycia AI nie przesądza o braku twórczości. Kluczowe jest, w jakim stopniu człowiek wpłynął na finalną ekspresję. Jednocześnie sprawa z 2025 r. (tzw. cat pendant case) pokazała drugą stronę medalu: gdy dowody procesu twórczego są niewystarczające albo zostały sporządzone dopiero na potrzeby procesu, ochrona odpada.

Sprawa z 2025 r. przed Sądem Internetowym w Pekinie jest lustrzanym odbiciem Li v. Liu. Powód twierdził, że jest autorem obrazu wygenerowanego przez AI, ale nie był w stanie przedłożyć oryginalnych promptów, historii iteracji ani żadnego śladu procesu twórczego. Rekonstrukcja sporządzona post factum, na potrzeby postępowania, nie przekonała sądu.

Sąd odmówił ochrony, wskazując, że sama deklaracja o intensywnym sterowaniu procesem nie zastępuje dowodów tego procesu. To orzeczenie ma dla praktyki kancelaryjnej ważniejsze znaczenie niż głośna sprawa Li v. Liu: archiwizacja procesu twórczego to nie tylko dobra praktyka, to warunek sine qua non skutecznej ochrony.

Czeska sprawa to jeden z niewielu udokumentowanych europejskich przypadków, w których sąd oceniał, czy prompt użytkownika może stanowić samodzielny wkład twórczy. Sąd I instancji stwierdził, że sam prompt co do zasady może nosić cechy twórczości, jeżeli jego treść jest na tyle oryginalna i indywidualna, że odróżnia go od banalnych poleceń generycznych. Nie przesądziło to jednak o ochronie całości outputu AI, która zasadniczo została w tym przypadku zakwestionowana.

Z perspektywy europejskiej i polskiej sprawa ta jest ważna właśnie jako symptom: na kontynencie stopniowo pojawiają się przypadki, w których sądy muszą zmierzyć się z pytaniem o twórczy charakter promptu. Wynik każdorazowo zależy od konkretnej treści i kontekstu, nie od samego faktu użycia AI.

W 2025 r. Sąd Najwyższy Meksyku (SCJN) wydał wyrok w sprawie o sygnaturze AD 6/2025 dotyczącej tzw. Avatar Virtual. Sąd wyraźnie potwierdził, że ochrona prawa autorskiego jest zarezerwowana dla ludzkich twórców i nie obejmuje czystego outputu systemu AI – nawet jeśli prompt był szczegółowy.

Orzeczenie AD 6/2025 wzmacnia globalny trend w kierunku model human authorship. Meksyk dołącza tym samym do USA jako kolejna duża jurysdykcja, która nie pozostawia wątpliwości: samo wygenerowanie materialnie interesującego rezultatu przez AI nie rodzi praw autorskich po stronie użytkownika, chyba że człowiek może wykazać własny twórczy wkład w finalną ekspresję.

Trzy loga wygenerowane przez AI (ChatGPT): usc1sk dloni z dzwonkiem, koperta przed budynkiem z kolumnami, laptop z ksiazka i symbolem paragrafu. Sad odmowil ochrony wszystkim trojgu.

W lutym 2026 r. Amtsgericht Munchen wydal wyrok w sprawie o sygnaturze 142 C 9786/25, który szybko stal się najczęściej cytowanym europejskim orzeczeniem o prawach autorskich do wytworów AI. Powód stworzył trzy loga przy użyciu generatywnej KI: usc1sk dłoni miedzy dwoma osobami różnych ras z dzwonkiem, kopertę na tle budynku z kolumnami oraz laptop z książka i symbolem paragrafu. Pozwany, znajomy powoda, skopiował te loga i umieścił na swojej stronie internetowej bez zgody. Powód zażądał zakazu naruszania i usunięcia.

Sad oddalił powództwo we wszystkich trzech przypadkach. Kluczowe wnioski z uzasadnienia: po pierwsze — sam prompt, nawet iteracyjny i szczegółowy, co do zasady nie wystarczy do powstania ochrony autorskiej. Po drugie — ochrona jest możliwa, gdy input użytkownika tak silnie kształtuje output, ze osobowość twórcy jest w nim uchwytna i możliwa do zidentyfikowania. Po trzecie — decydujące jest, czy kreatywne elementy promptu dominują nad outputem, czy tez kreacja w istocie należy do decyzji generatywnej sztucznej inteligencji

Trzy konkretne loga — trzy powody odmowy. Logo z laptopem: opis jednozdaniowy, żadnych kreatywnych decyzji estetycznych widocznych w prompcie. Logo z koperta: mimo 1700-znakowego promptu opisy były zbyt ogólne (np. design an original, abstract logo), a kluczowe wybory kompozycyjne zostały powierzone sztucznej inteligencji (others if you deem them a good fit). Logo z usc1skiem: iteracyjne prompty ograniczały się do poprawek technicznych (zmień kolor skory dłoni, popraw proporcje, spraw, żeby dłonie wyglądały bardziej filigranowo) — są to czynności rzemieślnicze, nie twórczy wyraz osobowości.

Sad sformułował niezwykle ważna klauzule ogólna: prawo autorskie nie nagradza i nie chroni inwestycji, poświęconego czasu ani pilności — chroni jedynie wynik twórczej działalności. W konsekwencji ani długość promptu, ani koszt używanej wersji AI, ani liczba iteracji nie są same w sobie istotne dla oceny ochrony.

Z perspektywy polskiego prawa autorskiego orzeczenie AG Munchen jest naturalnym sojusznikiem — oba systemy zakorzenione są w unijnym teście own intellectual creation ukształtowanym przez orzecznictwo TSUE. Wyrok stanowi również ostrzeżenie dla rynku agencji digital: klient płacący za logo wygenerowane przez AI może nabyć tylko prawo do konkretnego pliku graficznego, bez gwarancji ochrony autorskiej, jeśli twórca nie zdoła dowiedz realnego, identyfikowalnego wkładu twórczego w finalny kształt logotypu.

6. Globalna mapa stanowisk poza najsłynniejszymi sprawami

Sama analiza kilku głośnych przypadków byłaby zbyt wąska. Dlatego globalny obraz trzeba uzupełnić o jurysdykcje, które nie mają jeszcze spektakularnych spraw sądowych, ale publikują konsultacje, wytyczne rejestrowe albo dokumenty interpretacyjne. To one pokazują, jak może wyglądać przyszła praktyka.

Kanada. Oficjalna konsultacja dotycząca prawa autorskiego w dobie generatywnej AI koncentrowała się na text and data mining, autorstwie, własności i odpowiedzialności. Kanada nie wypracowała jeszcze tak spektakularnego case law jak USA, ale kierunek pytań pokazuje, że państwo rozpoznaje problem na poziomie autorstwa, a nie tylko naruszenia.

Japonia. Dokument General Understanding on AI and Copyright z 2024 r. porządkuje stanowisko państwa bez budowania osobnej kategorii utworu AI. Istotne jest tu rozróżnienie między wykorzystaniem chronionych materiałów w treningu a ochroną outputu. Dla outputu kluczowe pozostaje to, czy można zidentyfikować twórczy wkład człowieka.

Korea Południowa. Przewodnik rejestrowy z 2025 r. jest jednym z najciekawszych dokumentów praktycznych na świecie, bo tłumaczy, jak urząd będzie podchodził do zgłoszeń utworów wspomaganych przez generatywną AI. Wyraźnie rozdziela on AI-assisted works od autonomous outputs.

Wielka Brytania i Hongkong. Tu najciekawsze jest napięcie między dzisiejszą technologią genAI a historycznymi przepisami o computer-generated works. Trwające konsultacje pokazują, że państwa te nie chcą pochopnie deklarować pełnej ochrony dla outputów AI, ale jednocześnie dysponują ustawowym językiem, który może okazać się bardziej podatny na reinterpretację niż system polski.

Australia, Singapur, Irlandia, Nowa Zelandia i RPA. Nie wszystkie te państwa mają głośne sprawy dotyczące genAI outputów, ale z perspektywy komparatystycznej są bardzo ważne właśnie dlatego, że część z nich ma lub historycznie miała przepisy pokrewne modelowi computer-generated works. Ich znaczenie polega bardziej na potencjale normatywnym niż na gotowym orzecznictwie.

7. Co naprawdę decyduje dziś o wyniku sprawy

Najsilniejszy wspólny mianownik globalny nie dotyczy już samej definicji utworu, lecz dowodu. Nawet w jurysdykcjach bardziej otwartych na AI-assisted works twórca powinien być w stanie opisać własny pomysł, treść promptów, ewolucję promptów, negative prompty, parametry, wybór jednego wariantu spośród wielu, zakres późniejszych poprawek oraz materiał porównawczy pokazujący, dlaczego właśnie ta wersja odzwierciedla jego indywidualne decyzje.

Chińska sprawa z 2025 r. najlepiej pokazuje drugą stronę medalu. Rekonstrukcja post factum, sporządzona dopiero na potrzeby procesu, nie zastępuje oryginalnych logów i nie dowodzi, jakie decyzje naprawdę zostały podjęte w chwili tworzenia. Z perspektywy praktyki kancelaryjnej oznacza to jedno: w sprawach genAI rośnie znaczenie dyscypliny dokumentowania procesu twórczego.

Dla polskiego przedsiębiorcy i twórcy praktyczna rada jest więc bardzo konkretna. Należy archiwizować prompty, wersje pośrednie, zrzuty ekranu, historię iteracji, notatki o założeniach estetycznych, ślady selekcji oraz zakres późniejszej obróbki. Bez tego nawet najlepszy argument dogmatyczny może rozpaść się na poziomie dowodowym. Przydadzą się nie tylko jeśli będziemy chcieli bronić autorskich elementów, a być może nawet uznania wytworu AI za utwór. Przyda się to także wtedy, jeśli pojawi się zarzut plagiatu.

8. Wnioski końcowe

Globalna ewolucja poglądów na genAI nie prowadzi do prostego wniosku, że świat akceptuje albo odrzuca ochronę dla outputów AI. Świat różnicuje przypadki. Najbardziej restrykcyjne systemy, jak USA i po najnowszym wyroku również Meksyk, wymagają wyraźnego ludzkiego autorstwa i odmawiają ochrony czystemu outputowi systemu. Systemy takie jak Japonia i Korea są do tego zbliżone, choć skupiają się na praktycznym odróżnieniu AI-assisted works od autonomous outputs. Chiny pokazują bardziej otwartą ścieżkę, ale okupioną bardzo wysokimi wymaganiami dowodowymi.

Na tle polskiego rozumienia utworu najważniejszy wniosek jest dwojaki. Po pierwsze, polskie prawo nie zawiera osobnej kategorii computer-generated works, więc nie daje ustawowej furtki znanej części jurysdykcji common law. Po drugie, nie oznacza to automatycznego wykluczenia ochrony dla wszystkich projektów wykorzystujących genAI. Ochrona jest możliwa tam, gdzie człowiek rzeczywiście nadaje finalnej ekspresji indywidualny charakter i potrafi to udowodnić.

Najuczciwsza synteza brzmi więc następująco: przyszłość sporów o genAI będzie rozstrzygała się nie tyle na poziomie sloganów o sztuce tworzonej przez AI, ile na poziomie bardzo konkretnych pytań o workflow, dokumentację i ślad ludzkich decyzji w finalnym rezultacie.

Kwestia ta ma niebagatelne znaczenie dla biznesu ponieważ tak jak kiedyś wystarczyło zweryfikować czy umowa z twórca, czy agencją zawierała poprawnie skonstruowane postanowienia dotyczące przeniesienia majątkowych praw autorskich i czy została zawarta na piśmie tak teraz jest to niewystarczające. Obecnie warto wprost ustalić, czy korzystanie z generatywnej sztucznej inteligencji jest dopuszczalne, a jeśli tak to czy i jak będziemy dbali o to żeby wytwory AI należały tylko do jednej firmy, tej która zleciła stworzenie kreacji na swoją rzecz, zapłaciła za to i otrzymała tak stworzone obrazy.

Doceniasz tworzone przeze mnie treści?

Piotr Kantorowski
RADCA PRAWNY

Przedsiębiorcom służę pomocą w kwestiach związanych z prawem własności intelektualnej szczególnie w obszarze digital marketingu i IT. Tworzę też umowy tak, aby oddawały Twoje plany biznesowe i zabezpieczały firmę w najwyższym stopniu. Jeśli trzeba pomagam też poprowadzić spory korporacyjne lub z kontrahentami.

Skontaktuj się ze mną, chętnie odpowiem na Twoje pytania dotyczące naszej oferty i przedstawię rozwiązania dostosowane do Twojego biznesu.