121
0

Prawa autorskie w grach komputerowych, czyli czy gamedave może działać bez prawa

121
0

Zanim Mario zaczął ratować księżniczki i kopać żółwie, zanim Kirby zjadał wszystko, co się rusza, a nawet zanim Nintendo miało własną konsolę – był… proces. I to taki, który zdefiniował przyszłość całej branży. Bo zanim narodziły się kultowe postacie i serie, Nintendo musiało zmierzyć się z największym bossem: prawem.

Ta historia zaczyna się od wielkiej małpy i cieśli, zahacza o różową kulkę, by skończyć się w… kostarykańskim supermarkecie. Brzmi absurdalnie? Witamy w świecie, gdzie prawnik potrafi być potężniejszy niż Super Gwiazdka, a paragraf daje więcej mocy niż najmocniejszy grzybek (oczywiście mowa o tych legalnych ;).

Porozmawiaj z ekspertem 🎯

Borykasz się z zagadnieniem, które tutaj poruszyłem? Skontaktuj się ze mną i ustalimy termin 15-minutowej konsultacji. Wspólnie znajdziemy najlepsze rozwiązanie dla Twojego biznesu!

Donkey Kong vs King Kong – czyli pierwszy level Nintendo w świecie prawników

Lata 80. XX wieku. Nintendo wypuszcza swoją przełomową grę: Donkey Kong. W niej nieco kwadratowy cieśla (który jeszcze nie miał imienia Mario, a Jumpman) próbuje uratować dziewczynę z rąk wielkiej małpy. Gra okazuje się hitem salonów arcade, ale równie szybko przyciąga uwagę prawników z Universal Pictures. Firma filmowa twierdzi, że Donkey Kong to nielegalna kopia King Konga, do której to postaci rzecz jasna studio rości sobie prawa.

Sprawa trafia do sądu w USA. Obrońcą Nintendo zostaje prawnik John Kirby, który prowadzi ofensywę nie tylko skuteczną, ale wręcz spektakularną. Kluczowe pytanie: czy Universal rzeczywiście ma prawa do King Konga? Kirby pokazuje, że… nie tylko nie ma, ale kilka lat wcześniej sam Universal, w innym procesie, argumentował, że King Kong znajduje się w domenie publicznej, by móc swobodnie korzystać z postaci i wątków. To prawne salto wstecz pogrzebało racje Universal.

Sąd orzekł na korzyść Nintendo, a wyrok przeszedł do historii jako jedna z największych porażek wizerunkowych Hollywood. Donkey Kong przetrwał. Universal wyszedł na hipokrytę. A John Kirby… został legendą. W nagrodę Nintendo podarowało mu jacht o nazwie „Donkey Kong”  i… postanowiło uhonorować jego nazwisko w nieco bardziej różowej formie.

Zanim Kirby stał się Kirby… był prawnikiem z teczką

Jeśli sądzisz, że Kirby to tylko różowa kulka z turboapetytem i czapką z awatarem gracza, to mam dla Ciebie niespodziankę: jego imię pochodzi właśnie od Johna Kirbiego. Ten uroczy glut to hołd złożony człowiekowi, który uratował Nintendo przed pierwszym wielkim blamażem. Kirby był więc pierwszym prawnikiem, który znalazł się w grze komputerowej.

Ale los bywa przewrotny. Kilkanaście lat po sądowym triumfie inny Kirby – Masahiro Sakurai, twórca serii – popadł w konflikt z HAL Laboratory, współpracującym z Nintendo. Mimo że to on stworzył postać i wymyślił całą mechanikę „połykaj i kopiuj”, został zepchnięty na bok przez korporacyjne struktury. Sakurai postanowił odejść, założył Sora Ltd. i… dalej tworzył gry z Kirbym, ale już jako zewnętrzny dostawca. Dlaczego nie tworzył tej serii pod brandem swojego studia? To proste! Nie miał do niej praw, bo te przypadły na rzecz Nintendo.

Morał? Możesz stworzyć coś kultowego. Ale jeśli nie masz do tego praw – przestajesz być graczem, a stajesz się tylko konsultantem. Kirby o mało co nie został bohaterem dwóch zupełnie różnych batalii prawnych. I to w tej samej firmie.

Skąd się wziął Mario i dlaczego przestał być cieślą

Wracamy do Donkey Konga. Główny bohater, wtedy jeszcze nazywający się Jumpman, z młotkiem w ręku i bez charakterystycznej czapki, był po prostu cieślą. Dopiero po sukcesie gry Nintendo postanowiło zrobić z niego ikonę, choć – o dziwo – w innej serii gier, bo w dalszych częściach Donkey Konga bohaterem została wielka, choć niestraszna, małpa. I tak powstał Mario – hydraulik (bo przecież rury są „bardziej growe”), z wąsami, ogrodniczkami i temperamentem. Imię? Nadano je na cześć właściciela amerykańskiego magazynu Nintendo, Mario Segale. Podobno wybuchowy charakter Włocha zainspirował twórców do wykreowania postaci energicznej, upartej i sympatycznej jednocześnie.

Z czasem Mario stał się nie tylko maskotką firmy, ale też bronią korporacyjnej zagłady. Prawnie zabezpieczony znak towarowy, rozpoznawalny globalnie jak Myszka Miki, wykorzystywany przez Nintendo w niezliczonych procesach o naruszenie własności intelektualnej.

I to prowadzi nas do finałowego poziomu tej historii.

Super Mario vs Super Mario – czyli boss fight w Kostaryce

Rok 2024. W Kostaryce od lat działa mały, rodzinny sklep spożywczy o nazwie „Super Mario”. Nie jest to franczyza, nie używa wizerunku wąsatego hydraulika, nie sprzedaje gier ani gadżetów, a owoce i warzywa. Po prostu sklep. Założony przez Mario Gonzáleza. Tak – właściciel naprawdę ma tak na imię.

Gdy właściciel postanowił odnowić rejestrację znaku towarowego, Nintendo wkroczyło do akcji z pozwem. Ich argument: „Super Mario” to znak globalnie rozpoznawalny, a użycie tej nazwy może wprowadzać klientów w błąd. A że sklep nie ogranicza się do artykułów pierwszej potrzeby, to… może wyglądać jak związek z grą. Tak przynajmniej twierdzili prawnicy Nintendo.

I tu następuje plot twist: kostarykański urząd patentowy odrzuca roszczenia Nintendo. Powód? Firma nie miała zarejestrowanej ochrony znaku „Super Mario” w kategorii sklepów spożywczych. Nie przedstawiono żadnych dowodów na realne wprowadzenie klientów w błąd, a użycie imienia „Mario” uznano za zgodne z prawem – szczególnie że to… imię właściciela supermarketu.

Nintendo przegrywa i wedle dostępnych na dzisiaj źródeł nie odwołuje się nawet od niekorzystnego rozstrzygnięcia. Sklep zachowuje nazwę. Internet świętuje, a gracze z całego świata ironizują, że to pierwszy raz, kiedy Bowser wygrał z Mario. 

Zakończenie: Prawnik – cichy bohater każdej gry Nintendo

Od sądowej batalii z Universalem, przez kulisy HAL Laboratory, aż po kostarykański sklep – Nintendo wie jedno: prawo to nie bonusowy poziom. To główna rozgrywka.

To dzięki Johnowi Kirbiemu Donkey Kong nie zniknął z automatów, a Nintendo z USA. To przez spory korporacyjne Masahiro Sakurai musiał zmieniać studio, ale pozostawiając prawa do Kirbiego w Nintendo. To przez prawną ochronę Mario mógł wchodzić w procesy na całym świecie. I to właśnie prawo sprawiło, że czasem nawet mały sklep może wygrać z globalnym gigantem.

Więc gdy następnym razem odpalisz nową odsłonę Mario Kart, zrobisz cosplay Peach, albo stworzysz fanowską grę z Luigim — pamiętaj: zanim trafi to do internetu, ktoś gdzieś sprawdzi, czy nie kliknąłeś w… paragrafową pułapkę.

Bo w świecie Nintendo najpotężniejszym power-upem jest dobry prawnik.

Piotr Kantorowski, radca prawny w Kancelaria Kantorowski x Głąb, redaktor naczelny w prawodlabiznesu.eu, host w podcaście Pixel w Paragrafie (autopromocja)

Doceniasz tworzone przeze mnie treści?

Piotr Kantorowski
RADCA PRAWNY

Przedsiębiorcom służę pomocą w kwestiach związanych z prawem własności intelektualnej szczególnie w obszarze digital marketingu i IT. Tworzę też umowy tak, aby oddawały Twoje plany biznesowe i zabezpieczały firmę w najwyższym stopniu. Jeśli trzeba pomagam też poprowadzić spory korporacyjne lub z kontrahentami.

Skontaktuj się ze mną, chętnie odpowiem na Twoje pytania dotyczące naszej oferty i przedstawię rozwiązania dostosowane do Twojego biznesu.