Fit za biurkiem / Łukasz Gągała

Ostatni z cyklu odcinków poznaj swojego prawnika jest dedykowany wszystkim tym, którzy są lub co najmniej chcą być fit za biurkiem! Tym razem mam przyjemność rozmawiać z Łukaszem Gągałą z Piasecki Gągała Biuro Rachunkowe w jego podcaście Fit za biurkiem. Tematem rozmowy jest przede wszystkim to jak doszło do tego, że w ciągu niespełna pół roku schudłem 20 km, zacząłem prowadzić (niemal całkowicie) zdrowy tryb życia, a przede wszystkim co daje mi to prywatnie i co z tego wynika w kontekście prowadzonego przeze mnie biznesu! W moim przekonaniu rozmowa obowiązkowa dla wszystkich tych, którzy chcą zachować równowagę psychiczną i zdrowie fizyczne po to, aby osiągać jeszcze większe rezultaty tak prywatnie jak i zawodowo !

Cześć, z tej strony Piotr Kantorowski, a to kolejny odcinek podcastu „Prawo dla biznesu”. To kolejny odcinek, ale też ostatni z cyklu „Poznaj swojego prawnika”, czyli ostatni z cyklu odcinków, które są  realnie wywiadami, które miałem okazje udzielić do innych podcastów, natomiast tym razem jestem pewny, że to zupełnie inny content niż ten, którego słuchałeś poprzednio, bo tym razem rozmawiam z Łukaszem Gągałą, w jego podcaście „Fit za biurkiem”. I dla wszystkich tych, którzy słuchali pierwszego odcinka podcastu „Prawo dla biznesu”, który dotyczył wywiadu ze mną, był wywiadem ze mną, czyli podcastu „Poza prawem”, muszę powiedzieć, ze w czasie kiedy go nagrywałem, na pewno nie byłbym zakwalifikowany do podcastu Łukasza, bo absolutnie nie byłem fit, aczkolwiek faktycznie byłem często za biurkiem. 2019 rok przyniósł u mnie w zakresie zdrowia, sportu i odżywiania dużo zmian, ale jakich konkretnie i dlaczego jest do ważne także dla ciebie, jeśli prowadzisz biznes, który wiąże się dość z nieregularnymi porami pracy, no tak to określę, i często z dużą ilością stresu, dowiesz się słuchając tego odcinka, do którego przesłuchania bardzo, ale to bardzo cię zachęcam i zapraszam. Natomiast korzystając z okazji przedstawię ci też Łukasza, bo Łukasza tak przynajmniej pośrednio miałeś już okazje spotkać w podcaście, nie wiem czy pamiętasz, ale jakiś czas temu był odcinek podcastu „Prawo dla biznesu”, który miał tytuł „Prawo i ZUSy dla freelancerów i start-upów” bodaj taki miał tytuł i w tym odcinku występował Piotr Piasecki, który prowadzi Biuro Rachunkowe Piasecki Gągała w Warszawie. No i właśnie ten Gągała z tego drugiego członu w tej nazwie to Łukasz, z którym dziś rozmawiam, a jak już jesteśmy w tym temacie to chciałem cię tez zachęcić do słuchania podcastu Piotra Piaseckiego, który opowiada o kwestiach księgowych i podatkowych, a nazywa się „Prosto o podatkach” to też nowy podcast, ale skupiając się tu może bardziej na Łukaszu i jego podcaście też bardzo, ale to bardzo zachęcam cię do słuchania podcastu „Fit za biurkiem”, ponieważ zobaczysz co często akurat zupełnie inaczej przedstawia się w głowach przedsiębiorców, że nawet prowadząc firmę jesteś w stanie wygospodarować czas na to, żeby żyć zdrowo i być aktywnym fizycznie ,a ma to mega duże znaczenie dla twojej finalnej wydajności, produktywności, kreatywności w ramach twojego prowadzenia biznesu, także zachęcam cię do słuchania tego odcinka, a także innych odcinków podcastu „Fit za biurkiem”.

Radca prawny, biegacz, podcaster

Gościem dzisiejszego podcastu jest Piotr Kantorowski, radca prawny Kancelarii Kantorowski, Głąb i wspólnicy, jest autorem podcastu „Prawo dla biznesu”, a przede wszystkim bardzo zajętym człowiekiem, który utrzymuje formę dzięki bieganiu. Zapraszam do słuchania. Na początek chciałem tak naprawdę, żeby nasi słuchacze dowiedzieli się czegoś o tobie. Jakbyś mógł zrobić taka introdukcje i powiedzieć czym się zajmujesz na co dzień.

Cześć Łukasz, witam wszystkich słuchaczy. Ja nazywam się Piotr Kantorowski. Na co dzień jestem radca prawnym, przedsiębiorcą, podcasterem, a ostatnio tez mogę powiedzieć, ze biegaczem, bo w zasadzie wszystkie te czynności, jeśli nie tak co do faktów są przeze mnie wykonywane codziennie, to przynajmniej o nich codziennie myślę. Dodatkowo, a może i przede wszystkim jestem też mężem i ojcem dwójki dzieci no i to mniej więcej zamyka 24 godziny, a jeszcze nikt nie wymyślił jak to zrobić, żeby sobie tego czasu troszkę dodać, więc w zasadzie powiedziałbym, że na ten moment tylko lub aż tyle rzeczy. Tak zawodowo stricte to zajmuje się obsługą przedsiębiorców. Nasza Kancelaria Prawna Kantorowski Głąb i wspólnicy obsługuje firmy głownie z obszaru MŚP. Jeżeli chodzi o jakieś takie stricte wyspecjalizowanie co do danej branży to mogę powiedzieć, że z jednej strony obsługujemy e-commerce i IT to są takie dwie rozwijające się u nas działki, a z drugiej strony, a w zasadzie może już i z trzeciej, bo tam już były dwie rzeczy wymienione obsługujemy branżę budowlaną. To wszystko się jakoś tam gdzieś myślę logicznie spina w jedną całość. Żadna z tych branż nie funkcjonowałaby bez pozostałych. E-commercy gdzieś mają swoje siedziby, które muszą być wybudowane przez firmy budowlane a w każdej z branż IT no to już w tym momencie trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie firmy bez IT, więc wbrew pozorom to gdzieś wszystko ma jedną spójną logiczną całość.

Super. Wspomniałeś właśnie, że robisz tyle rzeczy na raz w tym właśnie jest i biznes, jest podcast, jest rodzina, jest sport, powiedz mi jak gospodarujesz czasem na co dzień, znaczy jak wygląda taki twój typowy dzień, jak to łączysz? 

Ja może powiem, dodam jeszcze jedna rzecz tak, jeżeli chodzi o sport to on w moim życiu był kilkakrotnie i jest obecnie, natomiast nie chce też pozować tu na osobę, która ze sportem cale życie idzie ramię w ramię i to nie jestem ja, niestety miałem takie okresy w życiu, kiedy tego sportu mi brakowało i wtedy mój dzień wyglądał zupełnie inaczej. No i miało to też powiedziałbym dość negatywny wpływ na funkcjonowanie moje takie fizyczne, to dość oczywiste no, bo jak się jest nieaktywnym sportowo w żaden sposób, to to funkcjonowanie fizyczne jest takie powiedziałbym zawsze gorsze niż, wtedy kiedy się jest aktywnym fizycznie, ale i psychicznie też człowiek jakoś tak gorzej funkcjonuje. Natomiast odnośnie tego jak obecnie wygląda mój dzień, to ja już bym powiedział, ze mam takie poranne dość mocno określone i sprecyzowane rutyny, nawyki, nie wiem, pewnie każdy sobie to po swojemu określi…

Tak jest.

Aktualnie prawie każdego dnia wstaje o 5 rano.

Medytacja na początek dnia

Ładnie.

Zaczynam od medytacji, to tak powiedzmy miedzy 10 a 20 minut. Raczej korzystam z tych medytacji prowadzonych czyli z aplikacji do medytacji, no buddyjskim mnichem nie jestem, więc myślę, ze taka formuła to i tak jest bardzo ok. Potem bieganie i to jest taka czynność znajomi, którzy są też aktywni jeżeli chodzi o sport, się ze mnie śmieją, że ja jeszcze muszę dojrzeć do tego, żeby zrozumieć, że odpoczynek to też trening, bo w zasadzie odkąd wróciłem do tego sportu ,a to już będzie w sumie pół roku, no to nie miałem ani jednego dnia, żebym odpuścił trening, Miałem dzień, kiedy to nie było bieganie, szczególnie na początku jakoś tak moje nogi, powiedziałbym wręcz chłonęły kontuzje i do pewnego momentu jak się człowiek bardzo zaprze i uprze no to dalej się da biec nawet z kontuzja i abstrahuję od tego na ile to jest zdrowe, da się biec to bardziej stwierdzenie faktu no ale powyżej pewnego momentu kontuzji, jeszcze pogłębionej przez swoją, swój upór, żeby nie dodać tego słowa przed upór – głupi upór, no trzeba czasami było odpuścić to bieganie wtedy szukałem substytutów tej aktywności. Natomiast nie ukrywam, że na ten moment to bieganie to jest to coś, w co się naprawdę mega wkręciłem.

Mhm, czyli ten taki główny prąd.

Jeszcze żeby dokończyć te moje rutyny czy rytuały poranne to jak wracam z biegania to jest jeszcze zimny prysznic i to jakby ten komplecik jest takim fajnym otworzeniem dnia, otwarciem dnia tak od razu w sumie o to nie spytałeś, być może jeszcze nie spytałeś, aczkolwiek przed naszą rozmową chwilkę o tym myślałem ile razy w życiu wychodziła mi ta aktywność sportowa tak w sposób powiedziałbym zorganizowany i ciągły przez więcej niż dwa dni, bo zawsze może być coś odbywać się ciągle przez dwa dni, to zawsze te treningi miałem rano, nigdy mi to mi wychodziło w wariancie, żeby na trening pójść po południu, znaczy no nie wiem czy z perspektywy osób, które mają inne treningi niż bieganie to bieganie powinno być określane jako pójść na trening, bo może i pobiec, natomiast zawsze to tak wychodziło, że jeśli chodziłem rano to mi się, nawet powiem ,ze mi się udawało tylko po prostu chodziłem, a właśnie jak chodziłem popołudniami no tu już bym to ujął w ten sposób, że bardzo często mi się nie udawało. No bo tu już człowiek wpadł w wir dnia, tu jakieś obowiązki, no tu już trzeba było dokonywać jakiegoś wyboru, że ok tu mi coś wyskoczyło, więc no albo trening, albo albo to, co mi wyskoczyło. Ponoć mózg od dobrych tysięcy lat reaguje w ten sposób, że zawsze jakby z automatu wyżej, wyższy priorytet mają, żeby, które są tak zwanymi już bardziej w biznesie wrzutkami, że trudno jest nam wyjść z tego poziomu, że skoro ktoś powiedział, że coś ma być na już, to trzeba jeszcze dokonać gradacji, czy to poza tym, że jest pilne to jest jeszcze ważne, więc no to mi najczęściej utrudniało systematyczność w treningu, a to chyba myślę, że wszyscy, którzy trenują zgodzą się, że to jest ważne. Ostatnio słuchałem podcastu Cypriana Majchera z Miłoszem Brzezińskim no i tam, o zresztą to nie pierwszy raz od Miłosza…

Elite mentality

Elite mentality.

Tak jest, dokładnie. Nie pierwszy raz od Miłosza Brzezińskiego słyszałem w kontekście sportu to stwierdzenie, że no jak się pójdzie raz na miesiąc na 18 godzin czy tam na 12 godzin na siłownię to niekoniecznie to przyniesie takie rezultaty jakby się chodziło nawet na te 40 minut czy godzinę kilka razy w tygodniu.

Zgadza się.

To nie w ten sposób.

Znaczy to jest chyba tak jak z każdą aktywnością tak naprawdę czy to jest praca zawodowa, czy to jest biznes, czy to jest nauka języka czy to jest dowolna inna rzecz, jeżeli robimy coś regularnie przez właśnie długi okres czasu nawet jeżeli to nie są jakieś kosmiczne jednorazowe nazwijmy to kolokwialnie strzały, to pozwala to na osiągnięcie dużo lepszego efektu niż takie jednorazowe przysiądnięcie nad tematem, więc tutaj przyznaje ci w 100% rację. Jeśli też  chodzi o ten aspekt poranny właśnie, że zaczynasz dzień od takiej, od takiej swojej rutyny czy tez rytuału, to tak przyszło mi na myśl, że czy to nie jest tak, że w momencie kiedy rano już nazwijmy to odhaczysz ten to, co właśnie masz ważnego do zrobienia i co jest tutaj istotne ważnego do zrobienia dla siebie to czy potem nie łatwiej jest ci też powiedzmy czy w biznesie czy w życiu prywatnym, rodzinnym, gdzieś tam się zorganizować, czyli masz już te tematy swoje zahaczone , to już jest takie twoje pierwsze zwycięstwo czy później to pierwsze zwycięstwo też nie przekłada się na dalsze elementy dnia?

A ja tu zacznę tak przewrotnie no nie przypomnę sobie kto to powiedział, natomiast to jakiś amerykański generał bodaj, że jeśli chcesz mieć porządek w swoim życiu to zacznij każdy dzień od pościelenia lóżka i powiem szczerze, ze tak jak z prowadzeniem medytacji, bieganiem, zimnych prysznicy nie miałem problemu to chyba najwięcej problemu mi rano zajęło dojście do momentu, w którym codziennie opuszczając dom mam pościelone lóżko. Natomiast wszystkie te rzeczy faktycznie dają mi takie poczucie jakby zapanowania nad dniem i to no myślę, że to znajduje dość duże potwierdzenie w jakiś badaniach osób, które się już stricte zajmują czy psychologią czy kwestiami dotyczącymi, ja nie przepadam za słowem motywacja, bardziej moim zdaniem determinacja jest istotna, właśnie słychać mojego psa, który musiał usłyszeć z kolei co innego, bo zaczął szczekać, no ale to myślę, że się nic nie dzieje, spacer z psem też już był dzisiaj rano chociaż tego, tu bardziej myślę, że jestem narzędziem niż jest to element mojego nawyku w każdym razie tak, jak najbardziej, to układa dzień, pozwala na nawet określę to w ten sposób no człowiek czuję tą wewnętrzną moc to zrobiłem, to zrobiłem, szczególnie jeżeli funkcjonuje trochę na poziomie zadań, ja absolutnie nie jestem zwolennikiem tezy, że to ma być wszystko odhaczone, odhaczone, odhaczone i że wszystko w sensie nasze funkcjonowanie polega na wykonywaniu czy kończeniu kolejnych zadań, bo zawsze każdą rzecz jak się odpowiednio na małe części rozbiję no to będzie poczucie, że to zrobione, to zrobione, to zrobione, tylko to może siebie do takiego narzędzia do wykonywania zadań nie sprowadzać, natomiast poczucie, że się zrobiło pewne rzeczy, które jednak wymagały jednak ode mnie determinacji, zaangażowania, samozaparcia, obecnie wstanie o 5 rano nie jest dla mnie aż takim wyzwaniem jak kiedyś łącznie z tym, że jestem w stanie to zrobić na weekendzie. Natomiast no w dalszym ciągu to jest tak, że jakbym sobie tak do 7 pospał, to pewnie byłbym bardziej wypoczęty, no bo tu też zawsze wchodzi w grę ten element, no można wstać i o 3 rano tylko jak się poszło spać o 18, tutaj jest jednak duża ilość godzin, no ja się mocno staram nie przekraczać godziny 23, jeżeli chodzi o pójście spać, to jest i tak u mnie duży progres, bo kiedyś przed 12 nie było opcji, żebym zasnął, ale wtedy wstawałem o 6, więc przesunąłem, żeby jednak te 6 godzin było zachowane. Robiłem podejście do chodzenia spać o 22, ale to myślę, że jeszcze nie ten moment w moim życiu, na razie  się nie udało.

Planowanie jako sposób na usystematyzowanie pracy

Dobra, poruszyliśmy sporo tematów, wiem już jak wygląda twój poranek, to teraz może powiedz jak wygląda właściwie dalsza część dnia, właśnie ta nazwijmy to robocza, bo czy to, czy to jest każdego dnia czy dawkujesz sobie tylko na tę część zawodową, na dni robocze, czyli od poniedziałku do piątku czy również tutaj weekendy wchodzą w grę? Jak to wygląda?

To znaczy część zawodową, jeżeli chodzi o sport i medytacje i zimne prysznice to to jest 7 dni w tygodniu. Jeżeli chodzi o aktywności już stricte zawodowe, co do faktów wychodzi najczęściej w ten sposób, że jest to bliższe 7 dni w tygodniu, chociaż niekoniecznie z równą intensywnością, bo tu jeszcze dołożyłbym do tego podcast, który nagrywam „Prawo dla biznesu”, no jego też trzeba, w któryś dzień tygodnia nagrać i tutaj najczęściej pozostają weekendy do wyboru. Też nie ukrywam, że jeżeli mam jakieś ogromne zadanie do wykonania i miałbym je zrobić przez weekend no to ok, tu już jest kwestia decyzji, ale ja na przykład lubię sobie tydzień rozpocząć od takiego wyczyszczonego przedpola, więc jeżeli mam kilka takich rzeczy, które na weekendzie łącznie oceniłbym, że mi zajmą godzinę, półtora godziny łącznie bez jakiegoś szybkiego tempa, to często podejmuje decyzję, że chce mieć je zrobione, bo w zasadzie nie jest to duży koszt ani dla mnie ani dla rodziny, że ja będę miał dobre samopoczucie w poniedziałek, że otwiera się przede mną nowy tydzień, nowe wyzwania i nie zostawiłem sobie niczego z tego poprzedniego tygodnia, wyczyściłem to przedpole, mogę rozdysponowywać nowym tygodniem od nowa, wiadomo, że to wszystko w miarę możliwości, bo jak jest jakiś duży projekt do wykonania no to, no albo czasami trzeba podjąć decyzję, że no ten weekend to jest czas na ten projekt, bo to jest odpowiedni czas, żeby go zrobić, takie decyzje też myślę, że każdy w biznesie podejmował, no albo trzeba podjąć decyzję, może bardziej czasem można podjąć decyzję, że to jest jednak przyszły tydzień, a ten weekend poświęcam na rodzinę i swoje własne zajęcia. Myślę, że wszystko jakby zależy od tego jaką mamy konkretnie sytuację w danej chwili, o jakim projekcie mówimy, to po prostu trzeba sobie zawsze dobrać do sytuacji. Dalsza część dnia, obecnie raczej najczęściej tak wychodzi, że w firmie, w pracy, w kancelarii, zależy jakby, z której perspektywy by ją określać, spędzam czas od 8 do no tak między 16 a 16:30 to tak przeciętnie wychodzi troszkę ponad 8 godzin najczęściej. Nie mam jakiś takich, znaczy inaczej, nie da się przewidzieć z jakimś dużym wyprzedzeniem co będę robił, te dni są i powtarzalne czasami, czasami zupełnie niepowtarzalne, zaskakujące…

Roller coaster.

Staram się natomiast planować sobie następny dzień, po pierwsze żeby danego dnia wyrzucić z głowy to, co mam do zrobienia, żeby nie myśleć o tym cały czas, bo to tak człowiek niby pamięta, niby pamięta do momentu aż zapomni.

Tak, to prawda.

Więc jakieś listy zadań, jakieś tam myślę, że no nawet notatki no cokolwiek, żeby tylko to wyrzucić z siebie czy papierowe czy elektroniczne to już co kto woli, ale to jest mega przydatne w kontekście umożliwienia sobie wyjścia z pracy tylko nogami, czyli także głową. Bo bez tego przynajmniej ja, a to nie jest tak, że od 10 lat i tworzę sobie harmonogram na dzień następny i wypisuję gdzieś te zadania do zrobienia, to zdecydowanie krótszy czas jak to wdrożyłem, no widzę naprawdę dużą różnicę, no pozwala to się człowiekowi jakoś tak przymierzyć i do tego jak sobie rozłożyć siły. Muszę się jeszcze nauczyć na pewno jednej rzeczy, żeby sobie te plany tak bardziej urealniać, bo czasami no skończy się dzień no patrzę aha, to niezrobione, to niezrobione, no bo akurat tak wyszło, że się nie dało, no za dużo rzeczy jak sobie człowiek wpisze czasem fajnie, nie jak się kończy dzień, wszystko zrobione. No ale czasem niestety rzeczywistość pokazuje, że no zrobione jest to i to, w zasadzie nie o to chodziło, bo chodziło bardziej o dwie inne rzeczy, żeby one były zrobione… No w pracy prawnika, no dobra tam gdzie mam terminy, tam gdzie jestem umówiony z klientem, że coś jest dowiezione na dany dzień…

To nie ma przebacz.

Nie ma przebacz, nie ma przeproś, żeby bolało, żebym miał nocy nie przespać wcale, to to będzie zrobione. Natomiast ja powiem tak, nauczony, żeby to wybrzmiało jak najbardziej delikatnie, w pierwszym miejscu, w którym pracowałem, w pierwszej kancelarii, w której pracowałem panowało takie narzucone odgórnie przeświadczenie, że człowiek jest najbardziej kreatywny, jeśli ograniczy się do minimum czas możliwy na wykonanie danego zadania, co powiem w ten sposób…

Jeśli masz mało czasu na wykonanie zadania musisz pracować szybciej

Ciekawe podejście.

Ja myślę, że ja je ładnie nazwałem, bo troszeczkę jakby inne miało swoje podłoże, w sensie, takim, że niektóry nie mogli się zmobilizować do pracy, do ostatniego momentu, a w ostatnim momencie jeszcze stwierdzali, że a to damy aplikantowi, a akurat wtedy ja byłem tym aplikantem między innymi, więc no czasami to był ten przyjemny moment, kiedy dostawało się akta do ręki o godzinie 15, mówiło słyszało się, że „No tu tak dosłownie dwa zdania, wszystko jest jasne, to sobie przejrzyj tylko no ja idę na obiad”, nie, to jest jeszcze pocieszające takie budujące, jeden idzie na obiad, drugi ma sobie tylko przejrzeć, potem się okazywało, że tego tylko przejrzeć jest trochę więcej, ale wtedy się też nauczyłem takiej zasady, że jeśli masz za mało czasu, żeby wykonać swoją pracę, to pracuj szybciej.

To prawda.

No i ona się sprawdza, faktycznie no, bo wtedy jeżeli szybciej zrobisz to co masz do zrobienia, co czasami się wiąże z tym, że po prostu się nie na maksa koncentrujesz nad swoją pracą…

Zgadza się.

To tego czasu można dużo odzyskać, a jak się ma tego czasu za dużo na jakieś czynności, no to…

Wszystko się rozciąga gdzieś tam.

Tu Facebook, a tu pocztę se sprawdzę, a tu taka piękna jest pogoda za oknem, a co na weekendzie będę robił, no i człowiekowi gdzieś tam ten mózg potrafi zająć się naprawdę tak niezliczoną ilością ciekawych rzeczy, ciekawszych niż te, które ma przed sobą aktualnie do wykonania w pracy, że to wcale większa ilość tego czasu nam nie pomaga, co nie zmienia tego, że jeżeli pięciostronicowe pismo ma napisane być w 40 minut…

Nie ma szans.

Nie, właśnie jest.

Naprawdę?

Raz w życiu, no dobra może to było 45 minut, kończąc stronę drukowałem, koleżanka sczytywała, czy tam nie ma jakiś daleko idących i karygodnych błędów, bo przyznam szczerze, że po skończeniu powiedziałem, że ja nawet nie wiem, co ja napisałem, ale ponoć trzymało się kupy.

Ok, to najważniejsze.

Ale od razu mówię, że nie chciałbym tego powielać, to była jednorazowa czynność, wymuszona pewnymi określonymi okolicznościami i faktycznie Bogu dzięki w liceum bardzo dużo zmarnowałem na jeszcze wtedy Gadu-Gadu, dzięki któremu myślę, że moje pisanie na klawiaturze jest naprawdę sprawne.

Zgadza się to się, to się bardzo przydaje, że gdzieś tam człowiek patrzy właśnie z perspektywy czasu i sobie myśli „ Kurczę tyle czasu po prostu siedziałem na tych komunikatorach, klepałem różne rzeczy, po co mi to było”, ale dzisiaj myślę, że z perspektywy właśnie tak jak wcześniej rozmawialiśmy, że to IT jest tam obecne i w biznesie i w życiu prywatnym i w związku z tym siedzimy przy tym komputerze ogromne ilości czasu to jednak to bezwzrokowe i szybkie sprawne pisanie, bezbłędne bardzo, bardzo ułatwia funkcjonowanie, bo to jest w dzisiejszych czasach myślę nieodłączny element. Słuchaj, to tak naprawdę rozbiliśmy twój dzień na te poranne rutyny, na biznes, no i zostaje ci pewnie ta mała część zanim jeszcze pójdziesz spać, na inne tak zwane rzeczy, czyli czy masz w ogóle wolny czas i czy robisz coś w wolnym czasie dla, dla samego siebie?

Pytanie czym jest wolny czas, ja tak może bardziej no powiedzmy, że przed, po 16 przed 17 jestem w domu to mówię o jakiejś regule, od której nie trzeba by nawet było szukać wyjątku, bo się same znajdują. To tu najczęściej wygląda tak reszta mojego dnia, że wyprowadzam na spacer tego psa, którego, który się tutaj chciał też wypowiedzieć w podcaście i myślę, że go będzie słychać, potem spędzam czas z dziećmi i z żoną, chociaż dzieci są w tym wieku, że no angażują uwagę na i moją i żony do tego stopnia, że trudno powiedzieć, że ten czas poświęcamy na spędzenie go też z sobą bardziej, ewentualnie razem spędzamy czas z dziećmi, wiek córka starsza ma  5 lat, no to ona już szuka sobie sama zajęć i potrafi się kreatywnie rozwijać bez wykorzystania rodziców, natomiast młodszy Tymon no 3 lata będzie kończył dopiero no on raz powiedziałbym, że jest bardzo ruchliwy, mało przewidywalny i wymaga poświęcenia mu 100% uwagi, więc to tak mówię, bardziej jest spędzaniem przez nas czasu z dziećmi niż tak między sobą, pewnie taki pierwszy moment na spędzanie czasu z osobą to przy kolacji mamy, najczęściej dzieci akurat chwilę mają wyciszenia to to można porozmawiać, dowiedzieć się co u nas słychać po całym dniu. Potem dzieci idą spać, ja od pewnego czasu sobie jeszcze jedną medytację tak dziennie robię, ale to już taką 5-7 minut tak też, żeby sobie jeszcze to wszystko…

Podsumowanie dnia chwilą medytacji

Wyrzucić z siebie.

Tam w ciągu dnia niekoniecznie akurat odpowiadało temu, co sobie zaplanowałem, żeby to z siebie wyrzucić. Od dłuższego już czasu jakimś takim założeniem moim jest poświęci przynajmniej 15 minut w ciągu dnia na czytanie, ale takie czytanie dla siebie, kompletnie dla siebie, czyli żadne rzeczy branżowe coś, co ja nie jestem może fanem byletrystyki może to gdzieś będzie no to też nie chcę mówić, że to będzie bliżej poradników, bo ostatnimi czasy to akurat były książki Ryana Holliday’a „Ego to twój wróg” i „Przeszkody czy wyzwania” no to to książką o stoicyzmie to też tak no tam jest ta warstwa storytellingowa na tle rozwinięta, no może faktycznie książką o stoicyzmie, może nie tyle stoicką samą w sobie, chociaż dla mnie jako osoby, która gdzieś powiedzmy jest na etapie zainteresowania stoicyzmem no to jest bardzo, bardzo dobry wstęp do tego. Potem też tak poczytać coś już zawodowo tak  pół godzinki, tu poza weekendami, na weekendach tego, ja nie mówię, że nie robię tego nigdy, ale jakby częściej odpuszczam niż czytam coś zawodowo, też trzeba głowę od tego odciąć, ale na tygodniu gdzieś tam tą swoją wiedzę chciałbym aktualizować, żeby się za 10 lat nie okazało, że jestem wybitnym mecenasem, tylko że stan prawny mam sprzed 10 lat.

2004.

2004, no piękny rok, pamiętam, wtedy byłem na 1 roku studiów.

Ładnie, doskonała pamięć.

No, także piękny rok, akurat wtedy miałem prawo rzymskie, także lepiej żeby się na tamtym czasie nie zatrzymało, ono już może chyba nie obowiązywać dobre set lat. Także to to może, może lepiej jednak aktualizować wiedzę i chwilkę na angielski poświęcam też. No i co, no, pora spać. Zimny prysznic i do spania. No bo tu gdzieś tam dochodzimy do punktu wyjścia, no mam te 24 godziny, więc jak się chce jeszcze te 6 chociaż przespać to już nie ma innej opcji.

Tak jest, trzeba albo szybciej pracować albo się lepiej organizować. No dobra to mamy poruszony właściwie cały temat, to może teraz przejdźmy do tej części właśni wysiłkowej, sportowej, czyli do twojego biegania i generalnie do tego co robisz właśnie, żeby w tej formie, w tej formie być tudzież pozostać. Jak sam wspomniałeś nie zawsze tak było, że byłeś czy aktywny fizycznie czy dbałeś o tę sferę życia, czy możesz właśnie to rozwinąć, powiedzieć właśnie jak to wyglądało wcześniej ,zanim jakby wdrożyłeś się w to i zacząłeś być bardziej powiedzmy świadomy tego, co musisz robić i no i podjąłeś tą decyzję, żeby właśnie wejść w ten sport.

To u mnie to tak było trochę na kilka rat, ja jeżeli chodzi o podstawówkę dodam, że nie będzie etapu gimnazjum, bo ja nie chodziłem do gimnazjum. Natomiast w podstawówce to ja, ujmę to w ten sposób, że byłem tym, nie mówili nigdy tak ładnie, bardziej pulchnym chłopcem, który na WF lubił pochodzić, pokopać w piłkę, ze sportów to najbardziej mu się podobał ten, że macie piłkę idźcie pokopać i mniej więcej tak wyglądał mój WF przez całą podstawówkę. W liceum to był jeszcze bardziej hardkorowy, bo pan WFista wychodził z założenia, czego ja skrupulatnie korzystałem, że WF ma być przyjemnością, więc jeśli nie sprawia ci przyjemności kopanie piłki to rób sobie co chcesz, tylko nie przeszkadzaj tym, którzy tę piłkę kopią. I te i pamiętam były darty w kantorku i ta aktywność to nawet z panem od WFu czasem się zdarzyło tam wygrać albo przynajmniej być blisko. To taka była gdzieś moja aktywność i mniej więcej do początku studiów no po prostu masakra jeżeli chodzi o jakiekolwiek sportowe zacięcie, ten 2005 to już było takie apogeum u mnie, 105 kg jak zobaczyłem na wadze gdzie jak mnie ktoś nie widział to może mieć, znaczy nie widział na żywo, a w Internecie to może mieć błędne wyobrażenie 105 kg na 170 cm wzrostu.

Początki aktywności fizycznej

No właśnie nie jestem w stanie sobie tego nawet wyobrazić.

I sobie nie wyobrażaj. Może w ten sposób tutaj to, zakończmy ten wątek. Rok później stało się coś, trochę zacząłem ćwiczyć, niestety chyba też było tak, że głupoty mi do głowy przyszły na studiach, bo palić zacząłem na studiach i to też miało wpływ, że schudłem 30 kg w ciągu 6-7 może miesięcy. Na pewno to się zamykało w roku akademickim, pamiętam, że jak na sesję letnią ubierałem spodnie od garnituru to jak je wziąłem do ręki już mi coś nie grało i tak w pewnym momencie patrzę na nie i tak sobie pomyślałem, że Jezu, przecież ja do tej nogawki to teraz włożę obie nogi.

Przeskok kosmiczny.

No 30 kg, wtedy tam już się pojawiła jakaś aktywność fizyczna, lekka zmiana nawyków żywieniowych, ale to powiedziałbym, że chyba na tyle lekka, że biedny student nie miał na batonika, a jak jeszcze w liceum w domu rodzinnym mieszkałem to no niestety mamusia na batonika pieniądze dała albo sama babeńka kupiła, żeby synek miał czyli krótko mówiąc poodpadały takie rzeczy, które, co tu dużo mówić, od których się tyje no.

Tak, tak, dodatkowe kalorie.

A akurat mieszkałem z takim kolega, który jeszcze w liceum mieszkał, uciekło mi słowo, to nie jest akademik, tylko dla licealistów spoza miasta to się nazywało, dobra mniejsza z tym no, w każdym razie poza domem mieszkał i on się nauczył gotować z takich składników powiedziałbym studenckich, dużo warzyw, dużo jakiś tam innych rzeczy, żeby było smacznie, a niekoniecznie tak jak się no w latach 90 w większości domów polskich no jak się gotowało, no najlepiej schabowy na oleju, no gdzieś jakby wyjście z tego pozwoliło mi tą wagę naprawdę dłużej, no nie no te 30 kg to jest, to tego jeszcze nie przebiłem i chyba już nie przebiję. Taki pierwszy realny, realne takie zacięcie sportowe to było gdzieś tak trochę na przełomie między studiami a aplikacją, wtedy tak 4-5, może nie, początkowo z 4 razy w tygodniu jakaś siłownia. Tam też pamiętam zacząłem od biegania, ale tak, a znajomi mnie na siłownię zaczęli wyciągać, to z tego biegania się zrobiła siłownia, tyle że to tak nie było mega regularnie. Mega regularnie się zrobiło dopiero po aplikacji, kiedy zacząłem chodzić właśnie na rano. I wtedy tyle, że nie tak jak teraz biegam 7 razy w tygodniu, tylko wtedy miałem takim rytm, że 5 razy w tygodniu, teraz sobie już nie przypomnę, ale 6 albo 6:30 otwierali siłownię, to ja tam byłem tak z 2 minutki wcześniej.

Pierwszy bywalec.

Nie, więcej osób chodziło na tą godzinę, także nie, nie było nigdy tak, żebym był sam, natomiast faktycznie można sobie było dowolnie wybierać przyrządy do ćwiczeń, z tym nigdy nie było problemu. I ta taka pełna regularność to mi się zaczęła 2000… To ma zawsze odwołanie do jakiś zdarzeń w moim życiu, więc mogę sobie to przypomnieć z większą szczegółowością, to gdzieś był tak początek czerwca 2012 roku, ja wtedy miałem trzymiesięczny urlop przed egzaminem radcowskim, a to taki był trzymiesięczny, bo wiadomo taki to był urlop na pół gwizdka, że jak trzeba było coś robić no, to się robiło. Egzamin zaczynałem we wtorek, to pamiętam jeszcze, ale to już było tak trochę chciałem sobie odpocząć od nauki to sobie pomyślałem, a to tam pismo procesowe takie jakoś sprawnie sobie napiszę w piątkowy wieczór i to taka moja rozrywka będzie, to tak gdzieś pamiętam z tamtych czasów, natomiast chodziłem właśnie tak, żebyś złapać tą równowagę między tym wszystkim gdzieś te stresy, bo jednak ten egzamin to pierwszy taki, chyba pierwszy mój w życiu taki egzamin czterodniowy, no jednak to była swoista pointa 5 lat studiów i jeszcze wtedy 3,5 letniej aplikacji.

Duży stres na pewno.

I naprawdę, naprawdę ten stres był o, no może nie o 90 % mniejszy, ale o bardzo, bardzo dużo mniejszy przez to, że chodziłem na siłownię te 5 razy w tygodniu. Nie na jakoś mega długo, pamiętam na godzinkę chodziłem, potem powrót tak zawsze po powrocie była kawa, przy czym czasami ten powrót to akurat w drodze między siłownią a domem to akurat kancelarię mijałem to czasami kawa była z ekspresu, bo tam czasami zaglądałem zobaczyć, co się dzieje. No i potem książeczka i do nauki, to tak to mniej więcej wyglądało i długo utrzymywałem ten stan rzeczy i tu też dokładnie jestem w stanie podać datę, kiedy byłem ostatni raz na siłowni to było 2 czerwca 2014 roku, 3 czerwca o 3:06 się moja córka urodziła.

Tak właśnie podejrzewałem.

I potem, ale to mam pełną świadomość, że to ja zawaliłem, to u mnie w głowie gdzieś się ukłuło, bo z perspektywy dzisiaj czy patrząc po znajomych tak jakby obecnie, bo wtedy nie wiem albo znajomi też mieli te problemy, albo ja tylko nie widziałem, że to jest rozwiązywalne w każdym razie torbę na siłownię spakowaną na 3 czerwca 2014 roku rozpakowałem gdzieś koło października i poszedłem się w listopadzie chyba wypisać z siłowni, pamiętam przywitał mnie chłopak z recepcji, spytał co się ze mną działo, bo już się tutaj zastanawiali wszyscy, czy coś mi się nie stało, bo przecież cały czas chodziłem, a potem przestałem, odpowiedziałem, że mi się córka urodziłam to było takie „ Aha, aha, to się zdarza”. W sensie może nie tyle, że się córka urodziła, bo to, co prawda też się zdarza, ale żeby potem ludzie przestają chodzić na siłownię, kontekst był mniej więcej taki. No i potem długo nie mogłem, podejmowałem próby, ale to tak, nie wiem ile tydzień półtora najwięcej to ciągnąłem, to zazwyczaj jakby w bieganie chciałem wejść, miałem problem z mobilizacją do tego wcześniejszego wstawania, żeby sobie wygospodarować czas na to i ruszyłem od 1 stycznia tego roku 2019 roku, jakby ktoś na przykład słuchał w zupełnie innym roku tego podcastu.

Tak jest.

No i biegnę sobie tak codziennie rano, najpierw biegałem chyba 3 km, Jezu taki zdyszany wracałem, że masakra.

Trudne początki

Początki są zawsze, zawsze trudne.

Potem biegałem 3 km trochę szybciej, potem przestawałem być trochę zdyszany, ale to tak tylko trochę przestawałem być zdyszany. Tak gdzieś od biegu do biegu, to jeszcze był okres no zimowy, w tym, zasadzie w tamtym roku znajomi mnie na morsowanie wyciągnęli i mi się to spodobało i tak zawsze się morsowaniem rozgrzewaliśmy właśnie biegając i tak pamiętam to już bliżej było chyba lutego biegliśmy w czwórkę i ktoś tam mówi, a słuchajcie, bo tam 7 kwietnia jest półmaraton w Rzeszowie, może byśmy się zapisali, no ja pierwszy wystrzeliłem, że „Nie no to chyba kpisz” chyba mogłem brzydziej powiedzieć niż kpisz, że ja 20, nie chyba nawet nie powiedziałem, że 21 km przebiegnę, tylko, że ja tyle przebiegnę, po czym dopytałem czy dobrze mi się wydaje, że to jest 21 km, no usłyszałem, że jest też sztafeta no i że to jest po 5 no i sprawdziliśmy, że przed tymi morsami to 6 biegamy, więc to już nie mogłem powiedzieć, że ja nie przebiegnę, bo w zasadzie jak skończyliśmy to ustalać to przebiegłem te 6 km to nawet o 1 więcej. I tak pamiętam między lutym ,a kwietniem, pomijam to, że tam 2 kontuzje chyba zaliczyłem w tym czasie, a jedną zaraz przed maratonem, no wtedy chodziłem na rehabilitację, chodziłem na długie spacery rano, ale bieganie odpuściłem, no bo pójść na maraton i nie móc biec to też jest słaby pomysł.

Pierwszy maraton w życiu

Tak jest, ewentualnie się wykończyć i po tym maratonie, bo tak jak wcześniej wspominałeś da się z tą kontuzją gdzieś tam kontynuować tą aktywność, co niekoniecznie gdzieś tam długoterminowo może być po prostu…

No jak wtedy chodziłem na te rehabilitacje i tak się cały czas do pani rehabilitantki śmiałem, że to w ogóle nie ma innej opcji, że ona musi mi tę nogę wyprowadzić, bo ja biegnę i nie biorę w o ogóle innego rozwiązania pod uwagę. Natomiast też z perspektywy tego już kwietnia to tak miałem poczucie, że te 5 km to ja nie mam wątpliwości, że ta to przebiegnę, bo ja codziennie rano biegam 7 jako minimum, jeszcze w między czasie z marszu to taka pierwsza moja większa przebieżka, no ona akurat, ale to zupełnie przypadkiem w dzień mężczyzny wypadła, to taki prezent sobie zrobiłem, że przebiegłem 15 km, to tak pierwszy raz przełamałem jakieś bariery u siebie w głowę, że to jednak da radę. No i co i był ten dzień tego półmaratonu, biegłem jako pierwszy w tej sztafecie i wyszła taka ciekawa rzecz, że głowa mi wszystko zawaliła. Znaczy pomijam brak, nie ja przebiegłem, przebiegłem, tylko w kiepskim czasie, w sensie, że normalnie biegając rano miałem zdecydowanie tam bodaj o 1,5 minuty lepszy czas niż na półmaratonie.

Duża różnica.

Pomijam zawalenie takie techniczne na początku, bo jak się przy tylu osobach zaczyna wyprzedzać na samym początku przy starcie to tak naprawdę się traci czas i energię i to jest bez sensu no to ma…

Tak to lawirowanie pomiędzy ludźmi…

Jestem bogatszy już na każdym kolejnym biegu, mam świadomość, żeby tego po prostu nie robić, ale doszło coś czego w ogóle się nie spodziewałem, jak biegnie się w takim większym tłumie to ten odgłos osób, które do ciebie dobiegają mi to tak strasznie głowę niszczyło, że Jezu ktoś mnie wyprzeda, nie mam kondycji, że mi się wydawało, że ja dobrze i ta gadająca głowa o to można nakręcić lawinę. No i nawet pamiętam gdzieś tam pod koniec tego mojego dystansiku 5 kilometrowego ktoś nie tam poklepał po ramieniu, że no dawaj, dawaj, dasz radę, nie no dałem radę, w sensie dobiegłem te 5 km, po czym przystanąłem i zacząłem patrzeć ile jeszcze jest osób za mną. I dopiero wtedy do mnie dotarło, że ok, no wyprzedziłby mnie ktoś, ale to były osoby, które Jezu mają lepszą kondycję niż ja i to wcale nie znaczy, że ja biegnę najgorzej ze wszystkich, to za mną no tam po prostu biegło 1500 osób, z których zakładam, że jeszcze spora część potem w ogóle miała zupełnie inne pozycje, bo po prostu nie chciały się pchać w tłumie, więc to żadna wymierność tego, że ktoś mnie wyprzedza, a poza tym też sobie tak z jednej strony biegam, powiedziałbym na czas, ale to jest czas mój w zestawieniu innymi moimi czasami, o tak to się staram biegać.

Pokonywanie samego siebie

Czyli taki bardziej duch twój własny, nie? Starasz się samego siebie pokonywać.

Tak, z takim cieniem, o może tak bym to określił. Natomiast z drugiej strony no nie, no ja nie będę zawodowym biegaczem i robienie sobie jakiejś takiej presji dla robienia presji, no to jest kompletnie bez sensu, tylko no do tego musiałem raz pójść i zawalić po prostu bieg, tak. Ja go nie zawaliłem mięśniami, ja go nie zawaliłem nogami ja go zawaliłem głową. Finał finałów i tak jako drużyna mieliśmy czas całkiem niezły, myślę, że ja też nie miałem jakiegoś najgorszego czasu na te 5 km, ale już jak biegłem następny bieg to bardzo dużo błędów wyeliminowałem i został mi, bo w sumie tych takich biegów to też nie mam Bóg wie ilu na swoim koncie na dzień dzisiejszy mam 3 przy czym akurat w ten weekend nie biegnę, bo nie mogłem znaczy no logistyka mi nie pozwoliła natomiast na do końca czerwca mam jeszcze na 2 się zapisałem i z początkiem lipca jestem na jeszcze 1 zapisany, bo gdzieś tam już bez wnikania w szczegóły w lipcu będę się musiał na chwileczkę w sensie na jakieś pewnie 2-3 tygodnie wycofać z aktywności biegowej tam z przyczyn zdrowotnych i taką mam presję, żeby jeszcze tych biegów, w sensie tego presję samą dla siebie, że potem będzie przerwa, więc teraz jeszcze się zapiszę tylko tu, tu, tu i tu i najlepiej jeszcze tu, a nie no, no dobra tu odpuszczę, bo tu już nie dam rady, ale taka bardzo przyjemna presja zresztą jak się kończy ten bieg ja powiem tak no pewne dane, ja nie wiem z czego one są robione, ale bardzo fajnie, że one są, bo tak się człowiek no po prostu no sympatycznie czuje, że raz przebiegł, a dwa no jeszcze ta taka symboliczna, bo symboliczna nagroda, fajnie sobie też na nie popatrzeć tak w kontekście, no tak jak u mnie, że Jezu jeszcze 1 stycznia tego roku ja ledwo przebiegałem 3 km i kosztowało mnie to tyle wysiłku, a teraz no dobra, maratonu nie przebiegłem, ale 31, bo już się zapisałem na październik, no dlatego mówię jeszcze. No skoro już się zapisałem to zamierzam go przebiec, natomiast 30 km i to jeszcze nawet nie w ramach biegu tylko tak sam dla siebie to sobie już pokonałem tu jest jedna, jeden minus tego biegania w sensie, że mam takie poczucie moje nogi na chwilę obecną, w sensie stopy jakby nie są w takim stanie najbardziej plażowym, w jakim można mieć stopy no, ale no coś za coś. Ponoć po tym można poznać biegacza, że nie ma paznokci. Ja jeszcze mam paznokcie, więc jeszcze trochę przede mną.

Ultramaraton na urodziny

Ok, słuchaj to właściwie mamy temat tej aktywności poruszony. Mało tego, tak pozwolę sobie na takie małe podsumowanie no, bo z powodzeniem już od lat prowadzisz własną firmę, do tego nagrywasz podcast, do tego biegasz, niedługo zresztą planujesz przebiec maraton i może odnośnie tego planowania, powiedz co jeszcze? Czy masz apetyt na więcej? Jakie właśnie plany na przyszłość?

Jeżeli chodzi o plany takie sportowe to na razie kończą się one na maratonie, czyli kończą się na szóstym, znaczy z tych takich sprecyzowanych, kończą się na 6 października, potem jakby z planów to no 6 dni później mam w planie mieć kolejne urodziny no i dalej to jeszcze takich precyzyjnych planów nie mam, jakieś tam znajomy ostatnio pokazał zdjęcie z ultramaratonu no i to tak od słowa do słowa tak, żeby sobie dodać jeszcze więcej tej energii i mobilizacji no to powiedziałem, że w przyszłym roku też biegnę no i to jest. Znaczy powiem tak, to jeszcze nie ma daty, więc to trudno nazwać jakimś takim konkretnym sprecyzowanym planem, natomiast jest to na pewno coś, co chcę zrobić, ale to w przyszłym roku, bo to też nie ma się co, że tak powiem przeforsować, bo nie mam Endomondo od początku roku, chyba mam je gdzieś tam od marca i nie wszystkie biegi, które przebiegłem mam zliczone na nim, a jak ostatnio patrzyłem to mam 740 km, także…

To ładnie. To już nad morze można powiedzieć przebiegłeś…

Tylko wrócić.

Specjalizacje kancelarii – e-commerce, IT, budowlanka

Tak jest. Teraz tylko wrócić.

Sam byłem w ogromnym szoku, bo ja nie jestem jakimś tam fanem aplikacji, więc nigdy nie szukałem jakie tam są funkcje, co tam można posprawdzać, no niby najbardziej oczywista funkcja, że można łączny dystans sprawdzić, ja nigdy jej nie szukałem tyle, że znajomy i to jeszcze ze studiów, z którym w zasadzie to już od dłuższego czasu żadnego prawie kontaktu nie miałem, zaczął mi nie wiem jak to się nazywa w Endomondo nazywa, lajkować biegi i chciałem jemu też tam zalajkować zacząłem patrzeć po tym Endomondo i w końcu patrzę na profilu no są te ogólne statystyki no i byłem lekko zszokowany, gdzie mówię to nie jest nawet od początku roku, chociaż zakładam, że to mniej więcej tak by się układało, że 80-70% łącznego dystansu przebiegłem odkąd już korzystam z tej aplikacji, a te 30% może nawet mnie było przed, bo czasy może pozostały niezmienione, ale dystansy się mocno, mocno pozmieniały. Z planów jeżeli chodzi o biznes to na pewno chcę ustrukturyzować w dużej mierze swoją firmę, zrobić procedury, zautomatyzować ją, żeby móc ją skalować i rozwijać z takim poczuciem jakby, że to, co jest, jest ułożone, opanowane to jest jakby ważne dla mnie, ale też im dalej to u siebie w firmie wprowadzamy tym też klienci mają to poczucie, że to wszystko jest lepiej ułożone. To proces, który no nie odbywa się z dnia na dzień, no cały czas nad tym pracujemy, żeby to było o ten nawet mikro kroczek z dnia na dzień gdzieś tam dalej przesunięte. Myślę, że w zakresie kierunku, rozwoju to te kierunki już gdzieś obraliśmy no to powiedziałbym jest szeroko rozumiany i commerce, IT i budowlanka, która tak naprawdę była taki początkiem kancelarii w sensie jak kancelaria powstawała to taka też szeroko rozumiana, bo to zarówno firmy budowlane, generalni wykonawcy, tam gdzieś podwykonawcy jak i hurtownie, które na ten rynek budowlany sprzedają, ale no to jest taki prapoczątek kancelarii no też tak człowiek nawet czuje, że czuje tę branżę, chociaż budowlaniec na pewno byłby ze mnie żaden, ale raz mnie kolega na wakacjach zaprosił na do siebie, znaczy do, on mnie zaprosił do Warszawy do siebie, gdzie, a w Warszawie pracował u brata w firmie i no da możliwość dorobienia sobie zanim jeszcze wyjdziemy w miasto, no to powiem w ten sposób, że zasugerował mi, że nie byłoby ze mnie dobrego budowlańca i to i to nie chodziło o to, bo to jeszcze były te czasy na ile kojarzę, że tam na budowach niekoniecznie alkomaty były, ale alko akurat było i to nie chodziło o brak tych cech tylko o dwie lewe ręce chyba, no nie mam tu jakiś dalej idących predyspozycji, ale tak poczucie takiego zrozumienia branży to myślę, że jest jednak istotny element. I kolejna rzecz, która jest w zakresie moich planów i celów odzyskanie czasu dla rodziny i dla siebie w sensie stworzenie sobie więcej przestrzeni  i to takiego funkcjonowania w oderwaniu od tego, a bo w moim biznesie, w mojej firmie, a bo dzisiaj, a bo jutro, nie będę tutaj tego górnolotnie nazywał jakimś mindfullnessem czy byciem tu i teraz to bardziej chodzi o to, żeby nie był cały czas głową w pracy, bo się czasami zdarza…

Nauka bycia tu i teraz

Tym bardziej na swoim, tak, gdzie nie masz tego wyjścia powiedzmy i gdzieś tam ta myśl, gdzie ten biznes na ciebie czeka i wymaga twojej właśnie reakcji, twojego zaangażowania jest, jest obecna.

Czasami się można wpędzić w ten taki kozi róg, w którym zaczyna nam się wydawać, że im szybciej coś zrobimy, tym jest większa szansa, nie wiem to już tak na zasadzie wszystkich rzeczy, które sobie można wkręcić, tym klient będzie bardziej zadowolony i on wtedy na pewno nie odejdzie, jak nie odejdzie no to będzie zachowana płynność finansowa i wtedy jeszcze i coś, i coś, i coś, napędzamy, napędzamy, napędzamy, a potem się okazuje, że się klientowi wysłało w ciągu no super krótkiego czasu i nasz mail się odbił z tym mailem od klienta, że temat nieaktualny. Czasami to akurat takich małych rzeczy miałem, ostatnio to powiedzmy była kwestia napisania pełnomocnictwa na pół strony i akurat jak przyszedł mail no to chwilę później miałem przestrzeń czasową, żeby się tym zająć to dokładnie taka sytuacja, że ja wysłałem pełnomocnictwo, a z drugiej strony przyszło, że temat już jest nieaktualny i dopóki to tam gdzieś jest na takiej małej rzeczy i to jeszcze, która po prostu została zrobiona szybko, bo była na to przestrzeń czasowa no to to jest wszystko ok, to jest życie, ono się zmienia, nie ma innej opcji natomiast jak zaczynamy sobie tak narzucać dorzucać i dorzucać, bo jeszcze to zamknę, to zamknę, to zamknę  i to będzie dzisiaj skończone, to gdzieś na tym cierpi jakość już mówiąc wprost i u mnie trochę to też tak było, że ten sport, ten powrót do sportu był oparty, że zaczynałem mieć poczucie, jakby człowiek tak od razu reagował na wszystkie bodźce z otoczeni t owo gole byłoby cudnie. Ja już wiedziałem, że ja idę tą drogą i ta droga jest zła i że trzeba poszukać sobie innych sfer życia, które pozwolą mi nabrać dystansu do tysiąca innych rzeczy przy to, że ja cały czas miałem w głowie te myśli, że ja, bo muszę, bo muszę, bo muszę, to wcale nie znaczyło, że ja cały czas poświęcam na prace, bo wtedy najczęściej byle co nas rozproszy jak człowiek jest zestresowany, jeszcze niedospany jak to najczęściej bywa w takich sytuacjach, źle odżywiony, no to każda najdrobniejsza rzecz, a już nie mówiąc o takich machinach jak Facebook i czy inne akurat z Instagrama nie korzystam do tej pory, ale LinkedIn czy jak nawet krzynka mailowa no wszystko co, co działa na tym poziomie bodźca na nas i jak sobie nie znajdziemy przestrzeni przed momentem naszej reakcji no to się stajemy tacy, ładnie bym to ujął, nadresponsywni. No i to donikąd nie prowadzi finalnie, a po wprowadzeniu sportu, po, dobra nie będę twierdził, że ja się mega niezdrowo odżywiałem wcześniej, bo fast foody to mi się zdarzały tak dosłownie raz do roku w sytuacji, ale to zawsze były wyjazdy do Warszawy, zawsze klient obiecywał „Panie Piotrze, wezmę pana do takiej i takiej restauracji, rewelacja” potem wszystko oczywiście wzięło w łeb, bo tu było opóźnienie, tu było coś tam, tu było coś tam, „No to, co? McDnald’s?” Noto ja zawsze te McDnald’s, no może nie zawsze, ale od dobrych chyba 10 lat to te McDonald’s potem odchorowywałem 4 dni, więc ja od fast foodów faktycznie stroniłem dość mocno. To odżywianie było takie, powiedziałbym chyba ilościowo mocno przesadzone, natomiast gdzieś tam finał finałów no nienajgorsze, natomiast w tym roku tak się jakoś dziwnie stało jak na osobę, która zawsze była przekonana i to miała takie głębokie zakorzenione w mojej psychice przekonanie, że jak w posiłku nie ma mięsa, to znaczy, że się tym nie można najeść, to w tym roku przestałem jeść mięso w ogóle, przy czym nie określałbym siebie wegetarianinem, bo to tak powiedziałbym by mały eksperyment na zasadzie z żoną stwierdziliśmy, że no nie będziemy jedli mięsa przez 5 dni, to tam było też związane z jakimś wyzwaniem, które sobie przyjęliśmy na początek roku no i po tych 5 dniach stwierdziliśmy, że kurczę, ale fajnie jest bez tego mięsa. I ja gdzieś tam pamiętam jeden dzień, gdzieś mętlik rano dzieci nie współpracują, myśmy zaspali i tak jakoś odruchowo parówki sobie zrobiłem i to wiadomo, 94% mięsa, nie, te najlepsze, konkret, nie. I tak zacząłem jeść te parówki, jeszcze w ogóle się nie zorientowałem, że przecież drugi tydzień nie jem mięsa i nawet jakbym miał zacząć jeść, to raczej kurczę nie parówki, coś lepszego.

Zmiana nawyków żywieniowych, wegetarianizm i weganizm

Właśnie.

Natomiast tak jeszcze się Aga mnie pyta „Ale co ty, jednak jesz to mięso?” o Jezu, zagapiłem się. I potem się okazało, że przez 3 ni się jakiś taki dziwny czułem, znaczy w sensie dziwnie mi było, potem jeszcze gdzieś w domu rodzinnym, to było wtedy co 15 km przebiegłem, stwierdziłem, że a to zjem mięso, może mi jest potrzebne i też się 3 dni źle czułem i od tego czasu ryby jak najbardziej, ale mięsa przestałem jeść i się mega dobrze czuję, a jakby to pointując ten sport i zmiany w odżywianiu, przy czym może jeszcze dobra, jeszcze dodam, że w odżywianiu tak bezwzględnie zmieniliśmy od stycznia od początku stycznia to, że nie jemy tych składników, tych produktów, które mają cukier. Nie, że cukry, tylko po prostu cukier. No jak się weźmie w sklepie popatrzy na etykietę to się okazuje, że ketchup, musztarda, prawie wszystko jest po prostu cukier. Taki cukier, który można sobie też wsypać do herbaty, jak ktoś lubi, bo ja na przykład nie jestem, od dawna, Jezu już chyba 20 lat nie jestem, nie byłem w stanie wypić jak mi ktoś podał przez pomyłkę słodzoną, znaczy od 20 lat jest to dla mnie już niestrawne tak, żeby wyrazić się klarownie. Kawy też, jeszcze chyba od lat 90 nie słodzę. No ale jak się okazało tego cukru to kurczę, nie wiem czy w kilogramach nie jadłem i to tygodniowo, nie miesięcznie, biorąc pod uwagę ile tego było we wszystkich składnikach, jak się zaczęliśmy patrzeć na siebie jak zaczęliśmy patrzeć co jest w tych zdrowych jogurcikach dla dzieci, które tak im kupujemy, żeby były zdrowe, silne i się okazało, że to wszystko idzie out, wszystko idzie i szukamy innych no, bo też nie będziemy dzieciom dzieciństwa niszczyć i mówić, że nie będą jedli słodyczy, bo rodzice nie jedzą, czy że nie będą jadły jogurtów, bo rodzice takich rzeczy nie jedzą to wydaje mi się, że każdy wiek ma swoje prawa i to też zawsze musi być jakaś własna decyzja, a nie taka wymuszona. Natomiast no tutaj też się okazało, że wszystkie te super zdrowie rzeczy no trzeba było poszukać innych, żeby faktycznie one były zdrowe. To było to wyeliminowanie cukru, a wracając do pointy od początku stycznia przy zmianie trybu życia w kontekście sportu i zmianie diety w takim zakresie w zasadzie, o którym mówiłem, bo ja wcale nie jem mało, nawet powiedziałbym wręcz obecnie, że staram się jeść więcej, żeby mieć energię, no schudłem prawie 20 kg, w sensie to od stycznia, jest 13 czerwca.

Ładnie, bardzo fajny wynik.

No, miało to jedną dramatyczną wręcz reperkusję, bo jak się tak cały czas chudnie to kupowani co kilogram nowych ciuchów, no to oczywiście można, można też pieniądze wyrzucać. No to tak bym to ujął, natomiast był taki moment, że już po prostu pasków mi nie starczało na to, żeby w ogóle się na mnie te rzeczy trzymały. No ale tak już ok, dobra, mając tam jakąś powiedzmy, jak były te dni w tygodniu, że spotkania no to mając alternatywę taką przyzwoitą, natomiast po prostu stwierdziłem, że ja już dobiję do tego momentu, w którym mi ta waga stanie i dopiero wtedy zacznę garderobę wymieniać, no bo w innej konfiguracji to po prostu, nie ma żywcem żadnego sensu, no bo kup, jeszcze ja chodzę najczęściej do pracy w garniturze albo przynajmniej no teraz jak jest czerwiec to w kamizelce bardziej niż w marynarce, no to kupowanie takiego zestawu to to nie jest kwestia tam, no nie wiem, kilkuset złotych, żeby wymienić sobie całą garderobę, to w troszeczkę inne kwoty idziemy. Kupowanie tego, co mamy do kupienia to nie ma sensu.

Obsługa prawna przedsiębiorców

Słuchaj, powiedzieliśmy już właściwie o wszystkim, też wiem, że masz masę obowiązków, które gdzieś tam na ciebie dzisiaj czekają, więc na koniec może jeszcze powiedz, gdzie można cię znaleźć i z czym można się do ciebie zgłosić.

Można mnie znaleźć i z czym można się do mnie zgłosić, zacznę zupełnie wywrotowo, że można się do mnie zgłosić na przykład z kwestią dotyczącą nagrywania podcastów, chociaż może bardziej, nietechniczny mentoring, nawet prawny mentoring czasem, ale o dziwo całkiem w wielu procesach powstawania podcastów miałem przyjemność uczestniczyć, ale tak już zupełnie bardziej na poważnie, no to jeżeli chodzi o branże, o których wspominałem, no to przedsiębiorcy z tego kręgu są w naszej kancelarii jak najbardziej mile widziani. Myślę, że już na tyle te gałęzie biznesu znamy, że ta interakcja jest całkiem przyjemna dla obu stron, to znaczy nie będą mieli poczucia, że ten prawnik to nic nie rozumie, ten prawnik to nic nie rozumie, jak ja mu wytłumaczę że tam w tym Internecie to można zakupy w e-commerce zrobić, jak on jest myślami 20 lat wstecz to jak on to zrobi? Nie, nie, to u nas tak nie ma, no my mamy świadomość tego dzisiejszego współczesnego świata i tu myślę, że ta interakcja jest całkiem sprawna. Można mnie, powiedziałbym bardziej nas, bo to kancelaria broń Boże nie tylko ja, znaleźć na stronie prawodlabiznesu.eu, tam można też znaleźć podcast „Prawo dla biznesu”, ten podcast można znaleźć w zasadzie w prawie wszystkich aplikacjach do podcastu, iTunes, Spotify, Spriker, na YouTube też chociaż tam się ostatnio jeden z klientów mi tłumaczył jaki jest algorytm YouTube’a jeżeli chodzi o odczyty samego obrazu no i u mnie nie ma tych ruchomych pikseli, które będą lepiej pozycjonować nagrania no, bo ten podcast to jest jednak format audio w dalszym ciągu i cóż tu jeszcze można dodać, LinkedIn, Facebook jestem responsywny, chociaż staram się nie wchodzić w taką responsywność jak w zeszłym roku, tu powiem w ten sposób, że ja Facebooka mam od stycznia 2018 roku, bo ja go założyłem na potrzeby promocji podcastu, LinkedIna mam dużo dłużej przy czym przez 3 lata przed 2018, przed rozpoczęciem działań z podcastem to myślę, że mogłem łącznie dać z 4 lajki no, bo to kurczę nie wiadomo, co sobie ktoś pomyśli jak Jezu lajka dam, teraz jestem zdecydowanie bardziej aktywny myślę, że śledząc tam już nawet prywatny mój profil to no i aktualna wiedza odnośnie podcastów i artykułów dość dużo się pojawia czy moich czy mojego wspólnika – Pawła Głąb, czy innych osób z kancelarii, to też może troszkę rzadziej, ale też się pojawiają. W każdym razie no to to są miejsca gdzie można mnie znaleźć. Aha, bo pointa miała być taka, że jak zacząłem korzystać z Facebooka, to gdzieś tam chyba podświadomie chciałem nadrobić 5 lat wstecz w zakresie bycia responsywnym, teraz tak bardziej od tego odchodzę, bo nadresponsywność uniemożliwia wykonywanie rzeczy ważnych.

Dobra, myślę że to jest piękne, piękne podsumowanie. Dziękuję ci za rozmowę, życzę wszystkiego dobrego.

Ja też bardzo ci dziękuję za rozmowę, przyznam szczerze, że jest dla mnie mega bodźcem do tego, żeby już w zalążku zabić taką myśl w głowie „A może odpuść, a może odpuść trening” nawet jeszcze, nie wiem, gdzieś 2 miesiące temu nie pomyślałbym, że mógłbym być, znaczy 2 miesiące temu w ogóle nie wiedziałem, że będziesz nagrywał podcast „Fit za biurkiem”, natomiast nie pomyślałabym, że do podcastu w takiej formule w ogóle bym mógł zostać zaproszony. Jeszcze wczoraj miałem sytuację, że jakoś tak odruchowo dawniej mówiłem, że może nie wyglądam w sensie, że nie jestem szczupły, ale lubię chodzić na przykład po górach i tak właśnie wczoraj zacząłem mówić tą frazę i się obciąłem ,a nie, teraz to chyba wyglądam na takiego, co lubi chodzić po górach, więc w pół zdania uciąłem. W każdym razie bardzo mi przyjemnie, że mogliśmy porozmawiać, jeszcze raz ci dziękuję i pozdrawiam wszystkich słuchaczy. Dzięki.

Dziękuję serdecznie.

Na razie, hej.

Trzymaj się Piotrze.

I to już koniec cyklu „Poznaj swojego prawnika” myślę, że mieliście okazję poznać mnie, no może nie od podszewki, bo nie jestem internetowym ekshibicjonistą i sferę życia prywatnego zachowuję jednak w dużej mierze dla siebie, natomiast tak czy inaczej myślę, że mieliście okazję dość dobrze mnie poznać, zrozumieć motywy mojego działania, sposoby mojego działania i jeżeli będziecie chcieli współpracować ze mną czy może, powiem szerzej, z Kancelarią Prawną Kantorowski Głąb i wspólnicy, to przynajmniej sposób mojego działania nie powinien być dla was zaskakujący i powinniście mieć wręcz mieć poczucie jakbyście mnie już od dłuższego czasu znali, co na pewno  ułatwi współpracę, bo tak jak mówiłem w pierwszym odcinku z tego cyklu nie ma miejsca, może nie na żadne, ale na zbyt wiele sentymentów w biznesie. Natomiast do firmy trzeba podejść od strony ludzi, którzy w niej pracują, bo tylko wtedy ta współpraca będzie się układać na najwyższym i najlepszym poziomie. A jeśli chodzi o moją rozmowę z Łukaszem, to mogę powiedzieć tylko tyle, że jeżeli będziemy do firmy podchodzić przez pryzmat osób, które w niej pracują i będziemy po prostu rozmawiać z drugą firmą jak z drugim człowiekiem, szukając tam ludzi, dzięki którym obie firmy, zarówno nasza jak i ta druga, będą mogły rosnąć, a dodatkowo będziemy jeszcze dbali o to, żeby zachowywać równowagę między życiem zawodowym a prywatnym, a w tym ostatnim znajdziemy miejsce na sport, to naprawdę nasze życie powinno ułożyć się maksymalnie dobrze, jak to tylko możliwe. To oczywiście nie znaczy, że nie będzie żadnych przeszkód, ale jeżeli chodzi o tę tematykę, to już bardziej zapraszam cię do podcastu „Książki mówione”, gdzie o tematyce stoicyzmu miałem okazję rozmawiać i to dwukrotnie, omawiając książki Ryana Holliday’a, ale to już nie o mnie i to myślę nie jest content, który wprost powinien się znaleźć w podcaście „Prawo dla biznesu”, więc już tak tylko i wyłącznie na koniec zapraszam cię także do podcastu „Książki mówione i do dwóch odcinków ze mną, gdzie kolejno rozmawiam na temat książki Ryana Holliday’a „Ego to twój wróg” i „Przeszkody czy wyzwania”. Do usłyszenia już za tydzień, tym razem w zapowiedzi kolejnego odcinka podcastu „Prawo dla biznesu”.