Podcast Prawo dla biznesu

Tematem kolejnego odcinka jest rozprawa sądowa, a konkretnie kilka prostych trików, które pozwolą Ci się do niej dobrze przygotować. Otrzymasz również wskazówki na temat tego, jakie rozwiązania w prowadzonej działalności warto wdrożyć, żeby jej uniknąć.


Dzień dobry. Witam Was serdecznie. Nazywam się Piotr Kantorowski, a to kolejny odcinek podcastu „Prawo dla biznesu”. Tym razem porozmawiamy o tym, jak w rzeczywistości wygląda rozprawa sądowa, a bardziej sprawa sądowa, bo tak jak będę mówił później, nie każda sprawa w sądzie musi wiązać się od razu z rozprawą. 

Z własnego doświadczenia powiem, że większość spraw sądowych przeważnie nie wiąże się z rozprawą sądową. Wyjątek może tu stanowić branża budowlana, gdzie przynajmniej na moje doświadczenie, jeżeli chodzi o spory już między podwykonawcami a generalnym wykonawcą, albo między nim a inwestorem, najczęściej do rozprawy jednak dochodzi. Natomiast w innych przypadkach sprawa sądowa bardzo często odbywa się bez tej rozprawy. Jednakże, jeśli mam już o tym mówić, no to jakby niekoniecznie będzie Was wszystkich przedsiębiorców interesować kwestia tego, jak przebiega sama rozprawa sądowa, ponieważ prawdopodobnie większość z Was zdecyduje się jednak na wybór radcy prawnego lub adwokata do prowadzenia swojej sprawy.

W trakcie dzisiejszego odcinka podcastu opowiem też o tym, jak się przygotować, żeby ta rozprawa sądowa przebiegała maksymalnie korzystnie, jeśli chodzi o Twoje interesy oraz również o samym przebiegu rozprawy. 

Także zaczynamy. 

O CZYM WARTO PAMIĘTAĆ PRZYGOTOWUJĄC SIĘ DO ROZPRAWY SĄDOWEJ?

Jeżeli chodzi o przygotowanie do rozprawy sądowej, to powiem szczerze, że jest to kwestia, którą omawialiśmy już na kanwie podcastu. Powinniśmy zacząć ją od tego, aby w interesy wchodzić tylko z kontrahentami sprawdzonymi na wszelkie możliwe i dostępne dla nas sposoby. Chciałbym uczulić, że nie zawsze sprawdzenie kontrahenta pozwala na uniknięcie powstania problemów. Powiedziałbym również w ten sposób, że wiąże się to z tym, że jedni nie płacą, bo nie mają z czego, ale są też tacy przedsiębiorcy (i tu mówię w dużym cudzysłowie), którzy nie płacą, bo nie lubią, nie płacą w terminach, albo nie płacą wcale, licząc na to, że część spraw rozejdzie się im gdzieś po kościach i nie będą musieli finalnie żadnych środków finansowych na poczet swoich zobowiązań wydawać. Zdarza się też, że niektórzy zastosują sobie tutaj jeden z najtańszych kredytów, czyli kredyt polegający na konieczności zapłacenia kosztów sądowych i kosztów zastępstwa procesowego z jednoczesnym, maksymalnym odroczeniem terminu płatności w czasie, czyli przeciąganiem sprawy sądowej do maksimum i to niekoniecznie tylko i wyłącznie na podstawie jakiś realnych argumentów.

Już w tym miejscu mogę Wam zdradzić tajemnice, że sprawę sądową w większości przypadków możemy spokojnie pociągnąć dobre kilka, jeśli nie kilkanaście miesięcy nie mając żadnego argumentu, a jedynie stosując środki formalno – prawne dotyczące zaskarżania orzeczeń, które wydaje sąd i w ten sposób, przy dołożeniu do tego odpowiedniej ilości możliwych do uzupełnienia na wezwanie sądu braków formalnych, sprawę można poprowadzić przez długi czas, nie używając ani jednego argumentu merytorycznego, Wyjątek może stanowić formalny wybieg dotyczący zgłoszenia wniosku dowodowego na okoliczność rzekomego odroczenia przez strony terminu płatności i wskazywania, że roszczenie jeszcze nie jest wymagalne, czyli jeszcze nie można go skutecznie przed sądem dochodzić. Nieważne, jaki pada argument, ważne natomiast jest to, że same te zabiegi formalno – prawne naprawdę potrafią znacząco odroczyć moment, w którym będziemy mogli wystąpić już do komornika o należne nam pieniądze.

JAK WERYFIKOWAĆ KONTRAHENTÓW?

Wróćmy jednak do podstaw – czyli weryfikacji kontrahentów. O tym już było w podcaście, także jedynie krótko powtórzę, że możemy tego dokonywać na wiele sposób i tu przed szereg dodam jeden, ponieważ jest on nowym sposobem weryfikacji kontrahentów w stosunku do tego, o czym opowiadałem w podcaście.

Mianowicie od 15.03.2018 r. funkcjonuje repozytorium dokumentów w KRS, gdzie składa się sprawozdania finansowe. Zapewne większość osób, które mają spółki podlegające wpisowi do KRS, jest tego świadoma. Jeśli o tym nie wie, zapewne zmierzy się z tym w najbliższej przyszłości, w momencie, w którym będzie trzeba złożyć pierwsze sprawozdanie finansowe. Natomiast nie wiem, czy wszyscy z Was wiedzą to, że te sprawozdania finansowe są już możliwe do weryfikacji poprzez właśnie ten system teleinformatyczny, repozytorium dokumentów. Tam możemy sobie te sprawozdania finansowe po prostu zobaczyć.

Zwróciłbym uwagę na to, że w przypadku kiedy na danej spółce jest niski dochód, nie świadczy to o braku ryzyka. Jest to po prostu jeden ze sposobów kontroli naszego kontrahenta, jego weryfikacji. Zapewne bardziej niż kontroli, natomiast nie powinien on być wyłącznym sposobem.

Kolejnym sposobem jest dość dogłębna analiza wpisów w KRS, bo z nich możemy dowiedzieć się, czy czasem nie chcemy sprzedać czegoś spółce, gdzie został wykreślony zarząd. Możemy się dowiedzieć na przykład o tym, że został ustanowiony tymczasowy nadzorca sądowy w związku z wszczętym postępowaniem w przedmiocie ogłoszenia upadłości, albo jakieś inne postępowanie restrukturyzacyjne toczy się w stosunku do naszego kontrahenta. Finalnie będziemy mogli zobaczyć też czy nie ma jakichś wierzycieli, którzy prowadzą przeciwko naszemu kontrahentowi egzekucję, bo to też podlega wpisowi do KRS. 

Oczywiście, wierzyciel ten może zdecydować się na złożenie wniosku o dokonanie takiego wpisu. Jest to coraz bardziej popularna metoda. Uczulam jednak na to, żeby skorzystać z rejestru podatników VAT, prowadzonego przez Ministra finansów i skontrolować, czy nasz kontrahent nie został wykreślony jako podatnik VAT czynny, bo będzie to świadczyło o tym, że najprawdopodobniej transakcja już nie jest transakcją wysokiego ryzyka (jeżeli nie odbywa się przy 100% przedpłaty), ale jest transakcją najwyższego ryzyka, idącą w kierunku „Nigdy nie odzyskam należnych mi pieniędzy”. Wynika to z tego, że podstawy do wykreślenia z rejestru podatników VAT czynnych dotyczą tego typu zdarzeń, które raczej dyskwalifikują naszego kontrahenta jako rzetelnego płatnika.I to nie płatnika w znaczeniu podatkowym, ale płatnika w znaczeniu potocznym, czyli osoby, która ma nam zapłacić pieniądze za sprzedany towar, czy za wykonaną pracę. Chciałbym tutaj zwrócić jednak na coś uwagę – po to są odwołania od decyzji Naczelnika Urzędu Skarbowego, żeby móc ewentualnie wykazywać, że takie wykreślenie czy też odmowa wpisu, były niesłuszne. 

Na tej zasadzie może się zdarzyć, że dany podatnik nie został wpisany do rejestru. 
Najczęstszą podstawą do tego jest ustalenie, że podmiot:

  • nie istnieje lub 
  • istnieje ale pod adresem, gdzie jest zarejestrowana spółka, znajduje się biurko i laptop, który świadczyłby o tym, że jest tu biuro.

Często jednak problemem jest ustalenie czy podmiot w ogóle istnieje. Może to być w przypadku, kiedy na przykład podmiot ma nieruchomość, na której jeszcze nic nie jest wybudowane ale jest na niej zarejestrowana spółka. Nie ma tam biurka i laptopa, co jest dość oczywiste, bo nie ma tam również budynku. W takim przypadku podatnik zdarza się mieć spore problemy z rejestracją jako podatnik VAT czynny.

Chciałbym zwrócić uwagę na to, że jest to bardziej newralgiczne postępowanie, bo chyba już obecnie niewielu pełnomocników decyduje się na przyjęcie pełnomocnictwa w tego typu sprawie. Pełnomocnicy zaprzestali decydować się na to od 1.01.2017 r., czyli od momentu, kiedy wprowadzono na takiego pełnomocnika odpowiedzialność za długi podatkowe spółki, czy innego przedsiębiorcy, który jako podatnik VAT czynny chce się zarejestrować. Tutaj ta odpowiedzialność jest co prawda ograniczona do sytuacji, gdy te długi wynikły z nierzetelnych rozliczeń. Przyznam się szczerze, będąc potencjalnie w gronie osób, które mogły być pełnomocnikiem w tym postępowaniu, że wolę nie weryfikować poprawności mojego poziomu zaufania do danego klienta w przyszłym, potencjalnym postępowaniu podatkowym, dotyczącym nałożenia na mnie odpowiedzialności solidarnej za cudze zobowiązania tylko i wyłącznie z tej przyczyny, że pomogłem temu komuś w postępowaniu w przedmiocie rejestracji jako podatnik VAT czynny.

I tu może pozwolę sobie na taką krótką dygresję, że swego czasu popełniłem nawet artykuł dotyczący tego, że ta odpowiedzialność jest niekonstytucyjna i jest też sprzeczna z traktatami unijnymi. Natomiast jakby abstrahując od tego, że moje zdanie w tym przedmiocie jest takie, a nie inne to jednak wolałbym po prostu tego nie weryfikować. Jest to jedno z miejsc, które łącznie ze wszystkimi innymi, czyli z rejestrem podatników VAT, jest to jedno z miejsc, które wraz ze wszystkimi innymi pozwala nam na ustalenie, czy nasz kontrahent należy do grona ewentualnie newralgicznych podmiotów, które być może mogą nie uiścić na naszą rzecz należnej nam zapłaty, czy też raczej ryzyko w tym zakresie jest minimalne. 

Oczywiście można też korzystać z raportów handlowych czy z towarzystw ubezpieczeniowych, które ubezpieczają transakcje handlowe. Można również posiłkować się biurami informacji gospodarczej, natomiast są to już płatne formy weryfikacji, dlatego tylko o nich wspominam. Podkreślę tutaj, że ta weryfikacja nigdy nie daje nam 100% pewności, bo tak jak już powiedziałem, jedni nie płacą, bo nie mają z czego, a drudzy nie płacą, bo już mówiąc, tak zupełnie pół żartem – nie lubią. I na tych drugich nie ma nigdy metody, chyba że po prostu z tak zwanej poczty pantoflowej dowiemy się, że oni nam tego raczej nie zapłacą, a przynajmniej nie w terminie, bo nie mają tego po prostu w zwyczaju. 

JAK ZABEZPIECZYĆ SIĘ PRZY WSPÓŁPRACY Z KONTRAHENTEM?

Zweryfikowaliśmy już kontrahenta, wiemy o tym, że będziemy z nim wchodzić w interesy. Jak to zatem zrobić najlepiej? 

Po pierwsze, jestem zwolennikiem spisywania umów. Pozwolę sobie wyjaśnić od razu, że w dzisiejszych czasach wcale nie oznacza to, że na każdą rzecz musimy tę umowę spisać w sposób papierowy, ze wszystkimi postanowieniami typu – „Umowę sporządzono w dwóch jednobrzmiących egzemplarzach, po jednej dla każdej ze stron.” czy, umowa podlega prawu polskiemu, że właściwym będzie sąd taki, a nie inny do rozpatrywania ewentualnych sporów. 

Aż tak daleko idącej tezy nie stawiam. Nie stawiam jej głównie z tego powodu, że wiele transakcji jest na tyle małych, jeśli chodzi o kwoty, których dotyczy, że mówiąc krótko, jakbyśmy chcieli je wszystkie obsłużyć prawnie, to one by się nam finansowo przestały spinać. Mówiąc wprost i bezpośrednio, jeżeli sprzedajemy dowolny towar za 300 zł i chcemy jeszcze do tego zlecić wykonanie umowy, może tak być, że ta umowa będzie droższa niż sam towar i to po prostu niweluje jakakolwiek racjonalność tej transakcji. Natomiast, jeżeli nie mamy sklepu internetowego jako takiego, który by pewne rzeczy porządkował (przypięty regulamin na stronie, podane ceny na stronie internetowej, możliwość ‘’wrzucenia’’ towaru do tak zwanego koszyka), to proponuję żebyśmy taką transakcję co najmniej udokumentowali poprzez stosowny mailing, w którym określimy ile towaru, jakiego towaru i w jakiej cenie ktoś od nas zamawia. Mailing pozwala nam na potwierdzenie złożenia zamówienia, jak i przyjęcia zamówienia. Także patrząc na to z prawnego punktu widzenia, będziemy mieli ofertę i przyjęcie oferty, być może przyjęcie oferty z pewnymi modyfikacjami, co będzie prowadziło do określonych skutków prawnych, ale to może przy innej okazji. 

To jest metodologia, którą polecałbym dla takich drobnych transakcji. Natomiast jeżeli są to transakcje, po pierwsze, dotyczące wykonania jakichś prac, gdzie chcemy mieć pewność co mamy zrobić, ale też i pewność co druga strona będzie od nas oczekiwała, to wtedy polecam umowy spisane na piśmie. Bo jeżeli mamy dłużej współpracować, to wszystko jest dobrze, póki idzie dobrze, póki wszyscy mają to, czego chcieli, tj. robimy to, co mieliśmy w głowie, decydując się na daną współpracę, a druga strona widzi rezultat i efekt naszej pracy, jaki ona z kolei miała w głowie decydując się na wejście we współpracę z nami. Natomiast, zaczyna się problem, kiedy tak się nie dzieje. Wtedy pasuje jednak brzegowo mieć ustalone co, kto robi i co kto może od kogo oczekiwać, bo często nie jest to umowa, którą zawarliśmy. Umową rezultatu, czyli taką po której musi być określony efekt, tj. będzie umowa np. na wykonanie krzesła, ale umowa dotycząca pozycjonowania strony internetowej nie będzie umową rezultatu – będzie umową starannego działania, a co najwyżej możemy się umówić w ten sposób, że określone wynagrodzenie będzie należne po osiągnięciu jakiegoś rezultatu. Jeżeli są to umowy długotrwałe, lepiej mieć je sprecyzowane. Dzięki temu można uniknąć późniejszych sporów sądowych, ale też po to, aby w przypadku takich sporów było to dla sądu jasne. 

I tu już powoli dochodzimy do etapu ewentualnego sporu sądowego, ale jeszcze jedna myśl na temat samych umów, samych ustaleń między stronami. Warto jest mieć dokumenty, które potwierdzają wykonanie określonych czynności. Wiadomo, że jeżeli jest to umowa sprzedaży lub umowa o wykonanie określonego dzieła to będzie najprawdopodobniej zwieńczać ją protokół wydania, albo dokumenty typu WZ / WM, czyli dokumenty dotyczące wydania z magazynu i przyjęcia określonych towarów. 

Natomiast jeżeli są to umowy dotyczące świadczenia usług, dobrze jest jeżeli w kontekście czynności, które wykonujemy, przyjmiemy jakiś sposób dokumentowania tego, co konkretnie zostało wykonane, tak żeby nikt nie mógł nam postawić tezy, że w danym miesiącu (jeżeli na przykład rozliczenia są w cyklach miesięcznych oczywiście) nie wykonywaliśmy w ramach tej umowy żadnych czynności lub jeżeli od ilości tych czynności zależy nasze wynagrodzenie.

Oczywiście można się umówić w modelu ryczałtowego wynagrodzenia miesięcznego. Wtedy nie jest to problemem, bo ten ryczałt będzie nam zawsze przysługiwać. Możliwe jest też rozliczenie w modelu mieszanym, czyli ileś godzin jest w ryczałcie, a potem godziny ponad ryczałt są osobno płatne wedle ustalonej stawki i wtedy też aktualizuje się kwestia wykazania ilości przepracowanych godzin, bo przed sądem będziemy musieli właśnie to udowodnić. 

Jeżeli umowa dotyczy już większych kwot, to dobrze jest mieć ją zabezpieczoną określonymi sposobami służącymi właśnie do tego zabezpieczenia, ale na ten temat mówiłem już w tym podcaście, więc tę kwestię po prostu w tym momencie zostawię.

Przypomnę również, że można zabezpieczyć umowę choćby wekslem in blanco. Może to być:

  • może być to poddanie się egzekucji wprost z aktu notarialnego, 
  • zabezpieczenie typu zastaw rejestrowy, czy hipoteka,
  • gwarancje bankowe czy ubezpieczeniowe. 

Natomiast szersze omówienie tych zagadnień jest już w innym odcinku podcastu, który o ile sobie przypominam, jest dosyć długim odcinkiem, dlatego myślę, że jeżeli ktoś chce mieć pełną wiedzę w tym zakresie, to powinien po prostu do niego sięgnąć.

JAK ROZLICZYĆ TRANSAKCJĘ Z KONTRAHENTEM?

Przechodzimy już do momentu, w którym mamy rozliczyć daną transakcję. I tu powiem w ten sposób – każdy przedsiębiorca wystawia określone dokumenty rozliczeniowe. Czy to będą faktury VAT, czy rachunki, są to dokumenty, które stanowią przynajmniej w kontekście podatkowym podstawę płatności. Natomiast trzeba tutaj zwrócić uwagę na jedną rzecz – większość orzeczeń sądu stoi na stanowisku, że te dokumenty są faktycznie bardzo istotne. Są one również bardzo istotne w kontekście skarbowym, a nie cywilno prawnym, czyli nie w kontekście niezawartej przez nas umowy. Innymi słowy, to, że wystawiliśmy na przykład fakturę VAT, która wymaga korekty, nie powoduje jednocześnie tego, że druga strona może nam nie zapłacić za wykonaną umowę. Przy czym, jest to pogląd wyrażony w kilku, pewnie kilkudziesięciu orzeczeniach. Natomiast nie uczyniłbym z niego reguły, bo myślę, że spokojnie można też znaleźć sytuację, w której brak wystawienia czy to faktury, czy to rachunku w ogóle, albo też wystawienie wadliwych dokumentów tego rodzaju, może stanowić podstawę do odmowy płatności. 

CO MOŻEMY ZROBIĆ JEŚLI KONTRAHENT NAM NIE ZAPŁACI?

Kiedy wystawiliśmy już fakturę lub rachunek, w zależności od tego, który z tych dokumentów wystawiamy, dochodzi do terminu płatności. Co dalej? Dalej okazuje się, że nie dzieje się nic, ponieważ nasz kontrahent nie zapłacił. Jakie teraz kroki możemy podjąć, żeby dochodzić naszych należności? 

  1. Przede wszystkim powinniśmy zacząć od wezwania do zapłaty i to jest pierwszy podstawowy ruch, który będzie po naszej stronie w takiej sytuacji. Powiem może w ten sposób – wezwanie do zapłaty jest pierwszą z podstawowych czynności, które powinniśmy zrobić przed wystąpieniem na drogę sądową.

    Natomiast, jeżeli nie mamy jakiś niezbitych informacji dotyczących tego, że druga strona chyli się ku upadkowi i ma już komorników, lub wiemy, że jego sytuacja finansowa jest naprawdę kiepska i albo zareagujemy od razu, albo stracimy wszystkie pieniądze, które się nam należą, myślę, że spokojnie można w takiej sytuacji zacząć od wysłania najzwyklejszego maila, czy od telefonu z przypomnieniem o płatności. Dlaczego? W 90% sytuacji, brak płatności w terminie wynika z tego, że ktoś płaci, kiedy mu się przypomni, aniżeli kiedy ma termin płatności, lub tylko chwilowo nie ma pieniędzy i po prostu jest to kwestia kilku dni i nie będzie nam się opłacało występować do sądu, bo sprawa sądowa nie trwa kilka dni. To jest bardzo dalekie od tego, co widzimy na Amerykańskich filmach. Tak naprawdę sprawa sądowa przez kilka dni przebywa drogę między biurem podawczym (może bardziej sekretariatem sądu), a sędzią czy referendarzem sądowym, który tę sprawę dostanie do rozstrzygnięcia. Natomiast, między otrzymaniem przez sędziego albo referendarza dokumentów pozwu, który najczęściej złożyliśmy do sądu, a wydaniem choćby nakazu zapłaty, nie mówiąc już o wyznaczeniu rozprawy, jeżeli w jego ocenie będzie brak podstaw do wydania nakazu zapłaty, jest jeszcze ogromna droga. I najczęściej jest to kilka miesięcy, także absolutnie nie sugerujcie się tym co można zobaczyć na Amerykańskich filmach. 

    Nie wiem jak w Ameryce, być może tam faktycznie tyle trwają sprawy sądowe, natomiast w Polsce sprawy sądowe nie trwają tyle. Czy to dobrze, czy niedobrze, to jest jakby inna kwestia. A na pewno jeszcze inna czy reformy sądownictwa idące w tym kierunku, w którym idą, sprawę tę naprawią czy nie. Obecnie po prostu przyjmijcie, że sprawy w Polsce, przed Polskimi sądami trwają długo
  2. Także, jeśli zaczęliśmy już od ponaglenia, niż wezwania do zapłaty, a dalej nie otrzymaliśmy pieniędzy, albo kontrahent nas zwodzi, że zapłaci za tydzień, a po tygodniu nie płaci, a już nie daj Boże, pisze, że zapłacił, a nie zapłacił, albo pisze, że zapłacił, a mieliśmy dostać 10 tysięcy złotych, a dostaliśmy 100 złotych, to jest to już ten moment, w którym powinniśmy ewidentnie wszcząć bardziej formalne kroki i skierować wezwanie do zapłaty przez prawnika, czy też samodzielnie?

    Powiem w ten sposób – obecnie nawet nie ma takiej konieczności, żeby to wezwanie do zapłaty kierować. Kiedyś było tak, że do złożenia pozwu w sprawie gospodarczej, koniecznym było pokazanie, że wezwaliśmy naszego kontrahenta do zapłaty. Obecnie trzeba bardziej wykazać czy napisać, że podejmowaliśmy jakieś próby polubownego zakończenia sporu. Ewentualnie kwestia tego wezwania do zapłaty będzie mogła mieć w pewnych sytuacjach znaczenie, np. kto powinien być obciążony kosztami sprawy, jeśli druga strona nie kwestionowałaby w toku sprawy naszego roszczenia, albo uiściłaby płatność dzień po złożeniu przez nas pozwu i w tym kontekście to wezwanie do zapłaty jest istotne.

    Natomiast biorąc pod uwagę to, że jednak wystąpienie na drogę postępowania sądowego kosztuje mniejsze lub większe pieniądze, na które składają się opłata od pozwu oraz opłata od pełnomocnictwa – to nie są to duże pieniądze, bo 17 złotych oraz wynagrodzenie radcy prawnego lub adwokata, któremu ewentualnie sprawę zlecamy, to jednak czasem warto wysłać najpierw wezwanie do zapłaty. Czasami przynosi to określony i oczekiwany przez nas efekt. Chciałbym podkreślić jeszcze jedną bardzo ważną rzecz – nie ma wymogu wysyłania wezwań do zapłaty przez prawnika. Natomiast, nie ukrywając, bardzo często wezwanie do zapłaty wysłane przez prawnika czyni je psychologicznie mocniejszym orężem w naszych rękach, niż wezwanie do zapłaty wysłane przez księgową, czy przez nas samych. Wszystkie jednak te formy mają dokładnie ten sam skutek prawny – znaczy to, że niewątpliwie wezwaliśmy naszego kontrahenta, naszego dłużnika do zapłaty i wszystkie one są w porządku. 

    Podejmujcie bardziej decyzje w zakresie tego, kto wyśle wezwanie do zapłaty oraz jaki podpis może przynieść lepszy efekt psychologiczny w stosunku do drugiej strony. W końcu do tego się te działania sprowadzają. Oczywiście nie wykluczam, że w wezwaniu do zapłaty można popełnić jakiś karygodny błąd, który by zdyskwalifikował ten dokument jako wezwanie do zapłaty. Przyznam szczerze, że nie bardzo jestem w stanie sobie taki błąd wyobrazić czy też wymyślić, może poza skierowaniem wezwania do zapłaty z faktur, które zostały już zapłacone. 

    Tutaj jeszcze może odniosę się z innej strony – dobrze, żeby prawnik popatrzył na kwestie zarachowań, czyli zaliczeń określonych wpłat na poszczególne faktury, czy też rachunki. Najczęściej zdarzają się błędy, jeśli robimy to samodzielnie. Powiem szczerze, że jeśli zaczynają się jakieś wpłaty przez podmioty trzecie, a to się czasami zdarza, to księgowi mają problem. Nie chcę tutaj jednak stawiać tezy, że prawnik jest lepszym księgowym, niż sam księgowy, bo tak na pewno nie jest. Natomiast czasami wchodzą w grę pewne niuanse już czysto prawne i dlatego, jeżeli mamy bardziej złożoną sytuację, to może już na etapie wezwania do zapłaty zdecydujmy się jednak  na udział prawnika. Zróbmy to po to, żeby zweryfikował czy dobrze pozaliczaliśmy wpłaty, które dostaliśmy tytułem naszej należności na poszczególne jej elementy. 
  3. No i tak, mamy wezwanie do zapłaty, a nie mamy dalej pieniędzy, to następny krok to złożenie pozwu do sądu. I tutaj też nie ma żadnego wymogu, żeby ten pozew był złożony przez prawnika. Możemy go złożyć samodzielnie. Tak zwany przymus radcowsko-adwokacki pojawia się dopiero przy skardze kasacyjnej, ale to między pozwem a skargą kasacyjną jest jeszcze daleka droga, myślę, że spokojnie kilku lat. 
  • Jeśli składany pozew jest pozwem o zapłatę i jest on do 20 tysięcy złotych, powinniśmy złożyć go na urzędowym formularzu, który można pobrać ze strony ministra sprawiedliwości. Powyżej tej kwoty, nie używamy formularza. 
  • Składając pozew, musimy też uiścić opłatę od tego pozwu. Jeżeli pozew składaliśmy na formularzu, to ta opłata jest widełkowa. Maksymalna opłata wynosi 300 zł, a minimalna 30 złotych. Natomiast jeżeli nie składamy go na formularzu, to opłata wynosi 5% od wysokości dochodzonej przez nas kwoty. 

Po złożeniu pozwu są 3 możliwe scenariusze. Może być tak, że:

  • sąd skieruje naszą sprawę na rozprawę, nie widząc możliwości do wydania nakazu do zapłaty. 
  • sąd wyda nam nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym, 
  • albo sąd wyda nam nakaz zapłaty w postępowaniu nakazowym. 

Nakaz zapłaty w postępowaniu nakazowym może być wydany, kiedy na przykład mamy podpisane przez dłużnika faktury VAT, (uczulam – przez dłużnika, a nie przez pracownika dłużnika, chyba że ten miał pełnomocnictwa do zamawiania towaru, ustalania ceny, podpisywania faktur). O tym już mówiłem, więc nie będę powtarzał. 

Jeśli mamy nakaz zapłaty w postępowaniu nakazowym, to na podstawie takie nakazu możemy już sprawę kierować do komornika. Komornik będzie prowadził dla nas postępowanie zabezpieczające, czyli zabezpieczy on majątek dłużnika na poczet naszych należności, których jeszcze my nie możemy egzekwować, a jedynie zabezpieczać.

Takie postępowanie zabezpieczające wymaga uiszczenia opłaty w wysokości 2% kwoty łącznych roszczeń, wraz z odsetkami i kosztami postępowania, którą będziemy zabezpieczać. Myślę, że jest to warte zainwestowanie, szczególnie że możemy dochodzić później zwrotu tej kwoty. Sąd może nam ją przyznać po zakończeniu postępowania zabezpieczającego od dłużnika (od pozwanego) i my możemy ją wtedy egzekwować. Wiadomo, że jeśli dłużnik jest niewypłacalny, to nie odzyskamy tych pieniędzy, ale jakby nie zabezpieczamy się po to, żeby z założenia uznać, że i tak nic nie odzyskamy, więc najczęściej warto jednak zainwestować te pieniądze. Tam jeszcze powstają koszty stricte związane z czynnościami, o które wnosimy, więc to jest zazwyczaj więcej niż 2%, aczkolwiek dalej uważam, że to postępowanie dobrze jest zainicjować, jeśli mamy nakaz w nakazowym. Jeżeli go nie mamy, no to niestety nie możemy tego zrobić. 

Jeżeli mieliśmy wydany nakaz zapłaty, to w ogóle nie odbyła się rozprawa sądowa, a posiedzenie sądu, na którym wydano ten nakaz. Jest to posiedzenie sądu polegające na tym, że sąd akurat ten nakaz wydał, ale posiedzenie to nie odbywa się na sali rozpraw, ale w pokoju sędziego już tak mówiąc w sposób zupełnie namacalny. Natomiast, rozprawy nie było. 

CO W PRZYPADKU KIEDY  DRUGA STRONA KWESTIONUJE NASZE NALEŻNOŚCI?

Jeżeli druga strona kwestionuje nasze należności, to może ona ten nakaz zapłaty zaskarżyć. Jeśli nakaz był w postępowaniu upominawczym, to jest to dla niej dość łatwe, bo nie uiszcza się żadnej opłaty. Natomiast jeżeli był to nakaz zapłaty w postępowaniu nakazowym, no to musi ona uiścić 3/4 opłaty od pozwu, co już zazwyczaj jest problematyczne, przynajmniej na takie zupełnie bezzasadne kwestionowanie należności.

Wtedy sprawa trafia na rozprawę sądową. W zależności od tego, czy sprawę opieramy z obu stron tylko na dokumentach, czy też na przesłuchaniu świadków, to ta rozprawa sądowa może wyglądać różnie. Natomiast zawsze zaczyna się od tego, że strony są pytane przez sąd o to, czy podtrzymują swoje stanowiska.

  • Jeżeli tak, to sprawa toczy się wedle tych pierwotnych dokumentów, czyli pozwu i z drugiej strony może być odpowiedź na pozew, sprzeciw, albo zarzuty od nakazu zapłaty w postępowaniu nakazowym. 
  • Jeżeli nie, to będą tu odpowiednie modyfikacje. Jeżeli były tylko dokumenty, to sąd dopuści dowody z tych dokumentów i w zasadzie udzieli stronom głosu, pozwalając im podsumować stanowiska na podstawie przeprowadzonego postępowania dowodowego. Postępowanie to będzie prowadzone w sposób dość formalny, bo sąd tych dokumentów nie czyta, tylko stwierdza, że dopuszcza z nich dowód.

    Jeżeli byli świadkowie, są oni wtedy przesłuchiwani i to też nie jest tak, jak można zobaczyć na Amerykańskich filmach, że się przysięga na biblię, odbiera się przyrzeczenie od świadków tylko wtedy, jeżeli strony będą o taką formę przesłuchania wnosić. Świadka co do zasady przesłuchuje najpierw ta strona, która go powoływała, natomiast po przesłuchaniu świadków, jeżeli w sprawie jest biegły, to jest on dopuszczony, a jeżeli nie ma biegłego to są przesłuchiwane strony, przy czym one też nie zawsze muszą być przesłuchane.

    Po przesłuchaniu stron sąd udziela im głosu, czyli analogicznie jak wtedy kiedy były dopuszczane tylko dowody z dokumentów, i wtedy zamyka rozprawę.

    Po zamknięciu rozprawy jest wydawany wyrok, jeżeli chcemy mieć ten wyrok z uzasadnieniem, to musimy złożyć wniosek o doręczenie nam takiego wyroku wraz z uzasadnieniem.

    Jeżeli tego nie zrobimy, to na wniesienie apelacji mamy 3 tygodnie od dnia wydania wyroku, a jeżeli to zrobimy to mamy 2 tygodnie od doręczenia nam wyroku wraz z uzasadnieniem. Jeżeli wnosimy apelację to analogicznie jak przy pozwie, uiszczamy opłatę – jest ona taka sama, chyba że nie zaskarżamy wyroku w całości, a jedynie w części. Rozprawa apelacyjna toczy się już trochę inaczej. Od tej zasady są wyjątki – nie przeprowadza się dowodów, nie przesłuchuje się świadków, nie powołuje się biegłych, ale mówię – są od tego wyjątki, bo może się tak stać, że będą i wtedy bardziej skupia się ona wokół tego, że strony przedstawiają swoje argumenty przedstawione w apelacji, ewentualnie pod pewnymi warunkami mogą te argumenty rozszerzać.

    Jak już je przedstawią, to druga strona przedstawia argumenty na niekorzyść tej apelacji, czyli te, które prowadzą do przyjęcia, że wyrok w zaskarżonym zakresie był słuszny i nie powinien być zmieniony.

    Potem sąd wydaje wyrok, w którym może albo oddalić apelację, albo zmienić wyrok sądu pierwszej instancji i dopiero tak wydany wyrok staje się wyrokiem prawomocnym i pozwalającym na prowadzenie egzekucji przeciwko naszemu dłużnikowi. 


Oczywiście apelacja nie musi być wniesiona i często nie jest wniesiona, ale jeżeli chcemy wyczerpać cały tok instancji, to tak właśnie się to będzie odbywać. Tu jeszcze zwrócę uwagę na jedną rzecz, jeżeli mamy do uiszczenia opłatę, czy to od pozwu, czy od apelacji, czy mamy uiścić zaliczkę na poczet biegłego to zawsze, jeżeli nie stać nas na to, możemy złożyć wniosek o zwolnienie nas z tych kosztów. Jeśli nasz wniosek zostanie odrzucony, to będziemy musieli tę opłatę wnieść lub dana czynność nie będzie skutecznie dokonana. W pewnych przypadkach jest jeszcze skarga kasacyjna do Sądu Najwyższego, ale nie będę o niej za bardzo opowiadał, natomiast zwrócę uwagę na to, że jest to nadzwyczajny środek zaskarżenia, który bynajmniej nie działa w ten sposób, że podstawą do złożenia skargi kasacyjnej jest to, że nam się po prostu wyrok nie podoba, bo uważamy, że powinien być inny. Cała procedura jest bardzo formalnie skomplikowana i z perspektywy profesjonalnego pełnomocnika dużym sukcesem jest to, że sąd najwyższy przyjmie skargę kasacyjną do rozpoznania, a co dopiero oznacza, że będzie ją rozpoznawał, a nie, że ją uwzględnia. Uwzględnienie skargi kasacyjnej jest naprawdę ogromnym sukcesem.  Czasami zdarza się, że jest on niezwiązany z kunsztem pełnomocnika, a raczej ze sprawą, którą ma, lub z zapatrywaniami danego składu Sądu Najwyższego. Nie ukrywając, skład Sądu Najwyższego ma wpływ na treść orzeczenia tego Sądu, które te sprowadzają się najczęściej do wykładni przepisów prawa. Wykładnia natomiast może być różna w zależności od tego, kto dokonuje tej wykładni. Ze względu na to, zostawmy to tak, jak wspominałem, bo prawo nie jest matematyką ale skargą kasacyjną. 

Następnie, jeżeli posiadamy prawomocny wyrok, możemy iść do komornika i wszcząć egzekucję. W tym momencie dokonujemy zaliczek na poczet tych kosztów egzekucji i możemy już odzyskiwać pieniądze, które są nam należne. Jeżeli było wcześniej prowadzone postępowanie zabezpieczające, to dość szybko dostaniemy pieniądze, które były w toku tego postępowania zgromadzone. Dlatego właśnie wszczynanie postępowania zabezpieczającego ma większy sens.

To tyle, jeżeli chodzi o merytoryczną część dzisiejszego odcinka. Ponownie wyszło tego dość sporo. Mam nadzieję, że teraz już wiecie, jak wygląda sprawa sądowa, jak ona przebiega, jakie ma elementy oraz fazy. Życzę Wam oczywiście, żebyście jednak spraw sądowych nie mieli. 

Na koniec pozwolę sobie jeszcze zaprosić tych spośród Was, którzy sprzedają z odroczonym terminem płatności, do odwiedzenia strony naszej kancelarii vatmonitor.eu gdzie oferujemy usługę pomagającą weryfikować na bieżąco kontrahentów. 

Ta usługa polega na systematycznym, codziennym sprawdzaniu kontrahentów w kontekście tego:

  • czy doszło na ich temat do jakichś zmian w rejestrze GUS, 
  • czy doszło do jakichś zmian w zakresie tego, czy są oni podatnikiem VAT czynnym, czy też nie są tym podatnikiem. 

Są to sprawdzenia poprzez wyszukiwarkę ministra finansów, o której wspominałem na początku podcastu. Taka wiedza pozwoli nam często uniknąć transakcji, które będą z założenia stracone dla nas oraz podjąć działania w określonym momencie.

Tu od razu wspomnę, że pierwsze dwa tygodnie korzystania z naszej aplikacji są darmowe, a później można skorzystać z naszych usług, które są rozszerzone jeszcze o analizę konkretnych wskazań aplikacji, czyli informacji ze wskazanych przeze mnie rejestrów i jeżeli będziecie zainteresowani taką usługą, to oczywiście zachęcam Was do kontaktu z nami

Na dzisiaj to wszystko, bardzo Wam dziękuję za poświęcenie tak dużej ilości czasu na podcast i zapraszam już za 2 tygodnie do kolejnego odcinka podcastu „Prawo dla Biznesu”.