Nazwa, marka i domena w e-commerce
Zacznę od zagadnienia, które może mniej interesuje urzędy i regulatorów, ale którego nie da się pominąć, prowadząc biznes online. Chodzi o wybór domeny, pod którą będzie działać sklep internetowy, a szerzej: o wybór marki, firmy czy nazwy produktu.
Na slajdzie widzą Państwo domenę, która faktycznie istnieje. Zamiast zaczynać od bardzo specjalistycznych kwestii prawnych, opowiem krótką historię tej domeny.
Założyła ją firma sprzedająca software. Biznes początkowo szedł bardzo dobrze, aż pewnego dnia do firmy przyszedł list od jednej z największych międzynarodowych kancelarii prawnych. Jak się okazało, nie była to oferta współpracy, ale wezwanie wysłane w imieniu klienta tej kancelarii.
Tym klientem była firma Microsoft.
Jeżeli przeczytają Państwo nazwę tej domeny — nawet nie na głos, ale w myślach — okaże się, że brzmi ona jak „microsoft.com”. Jak skończyła się ta historia? Można to łatwo sprawdzić, wchodząc na tę konkretną witrynę i sprawdzając, dokąd obecnie prowadzi. Dla ułatwienia powiem, że znajdą się Państwo na właściwej stronie Microsoftu.
Ta historia uczy nas kilku rzeczy. Zanim podejmiemy decyzję, pod jakim brandem działamy, jak nazywamy nasz produkt, usługę czy domenę, warto zajrzeć — albo zlecić komuś, żeby zajrzał — do właściwych urzędów i rejestrów znaków towarowych.
Trzeba sprawdzić nie tylko to, czy istnieje dokładnie taki sam znak towarowy, ale również to, czy podobieństwo fonetyczne nie spowoduje konfliktu. Ma to szczególne znaczenie, jeżeli pod daną domeną chcemy sprzedawać software lub oprogramowanie, czyli produkty kojarzone z firmą Microsoft.
Baner cookies i zgody użytkowników
Nie wszyscy jednak wiedzą, że w tym zakresie istnieją również konkretne rekomendacje. Zgodnie z nimi już na pierwszym ekranie użytkownik powinien mieć możliwość wyboru wyłącznie niezbędnych cookies albo cookies określanych jako funkcjonalne. Innymi słowy, przycisk „tylko niezbędne” albo „odrzuć” powinien być widoczny już na pierwszym ekranie.
Jeżeli baner jest skonfigurowany w taki sposób, że użytkownik musi najpierw wejść w ustawienia, a następnie przypadkowo trafia na przycisk „zaakceptuj wszystkie”, to samo w sobie może jeszcze nie zawsze oznaczać najpoważniejsze naruszenie. Problem pojawia się jednak szczególnie wtedy, gdy po kliknięciu „ustawienia” użytkownik trafia od razu na opcję „zaakceptuj wszystkie” i — mówiąc kolokwialnie — rozpędzony klikaniem lewym przyciskiem myszy praktycznie od razu wyraża zgodę na wszystko.

Porozmawiaj z ekspertem 🎯
Borykasz się z zagadnieniem, które tutaj poruszyłem? Skontaktuj się ze mną i ustalimy termin 15-minutowej konsultacji. Wspólnie znajdziemy najlepsze rozwiązanie dla Twojego biznesu!
Opinie klientów w sklepie internetowym
Opinie klientów są bardzo istotnym elementem sprzedaży internetowej. Każdy z nas widział oceny dotyczące działania obsługi klienta, jakości produktu czy przebiegu transakcji. Warto jednak pamiętać, że z prawnego punktu widzenia ich zamieszczanie na stronie wiąże się z dodatkowymi obowiązkami.
Jeżeli pozwalamy użytkownikom publikować opinie na naszej stronie, stajemy się hostingodawcą. To oznacza dodatkowe zobowiązania, w szczególności konieczność uregulowania w regulaminie mechanizmu zgłaszania naruszeń prawa związanych z takimi treściami.
W regulaminie warto również wskazać, że użytkownicy nie mogą zamieszczać treści bezprawnych. Dobrą praktyką jest także wprowadzenie trybu odwołania od decyzji dotyczących moderacji treści albo przynajmniej mechanizmu umożliwiającego użytkownikowi wypowiedzenie się w sprawie takiej decyzji.
O takich kwestiach często się zapomina. Może to prowadzić do sytuacji, w której obraźliwa opinia wisi na stronie sklepu i narusza dobra osobiste pracownika. Taki pracownik może wtedy dochodzić roszczeń, najczęściej zadośćuczynienia, nie tylko od autora komentarza, ale również od właściciela sklepu lub strony internetowej.
Jeżeli otrzymamy zgłoszenie, że doszło do naruszenia prawa, a mimo to nic z tym nie zrobimy, może powstać realny problem. Podobnie, jeżeli moderujemy wpisy, ale konkretnego wpisu naruszającego prawa osób trzecich nie usuniemy albo nie podejmiemy odpowiednich działań.
Weryfikacja opinii konsumenckich
Przy opiniach klienckich trzeba pamiętać o jeszcze jednej rzeczy. Nie tylko same opinie muszą być prawdziwe. Prawdziwy i rzetelny musi być również sposób ich weryfikacji.
Przede wszystkim przedsiębiorca powinien poinformować użytkowników, czy weryfikuje opinie pod kątem tego, czy pochodzą od osób, które kupiły produkt, skorzystały z usługi albo faktycznie korzystały z danego produktu, nawet jeżeli go nie kupiły.
Powinniśmy także wskazać, w jaki sposób dokonujemy takiej weryfikacji. Następnie musimy faktycznie weryfikować opinie w opisany sposób.
W tym kontekście warto wspomnieć o sprawie z tego roku. Jedna z dużych firm przekonała się, że samo odebranie od użytkownika oświadczenia, że kupił produkt albo jest jego użytkownikiem, nie wystarczy. UOKiK uznał, że taki sposób weryfikacji nie zapewnia odpowiedniego poziomu rzetelności.
Problem ten może mieć bardzo wymierne konsekwencje finansowe i negatywnie odbić się na sprawozdaniach finansowych przedsiębiorcy.
Co ważne, przedsiębiorca nie ma obowiązku weryfikowania, czy opinie pochodzą od osób, które kupiły jego produkty. Jeżeli jednak opinii w tym zakresie nie weryfikuje, powinien jasno o tym poinformować.
Kupowanie opinii, lajków i obserwujących
Nie wszyscy jednak wiedzą, że analogicznie oceniane może być kupowanie lajków, subskrybentów, serduszek, obserwujących i innych form sztucznego budowania popularności.
Chodzi o wszystko, co wpływa — niezależnie od tego, jak mocno przy obecnych algorytmach — na widoczność treści w mediach społecznościowych poprzez sztuczne zwiększanie zaangażowania.
W Polsce w tym zakresie kary jeszcze nie były szeroko nakładane, ale regulatorzy wyraźnie podkreślają, że takie działania mogą być traktowane podobnie jak fałszywe opinie.
Cashback, rabaty i gratisy za wystawienie opinii
o technika marketingowa, którą uznałbym za co najmniej delikatnie niebezpieczną. Z jednej strony nie jest ona z góry zakazana, ale z drugiej strony istnieje tu kilka istotnych zastrzeżeń.
Po pierwsze, absolutnie nie można przyznawać gratisów, cashbacków czy rabatów wyłącznie za pozytywne opinie. Jeżeli przedsiębiorca w ogóle decyduje się na taki mechanizm, gratyfikacja powinna przysługiwać za każdą opinię — również negatywną.
Po drugie, takie opinie powinny być odpowiednio oznaczone. Z treści opinii powinno jasno wynikać, że została ona zamieszczona w ramach określonej gratyfikacji.
Po trzecie, pojawia się pytanie, co zrobić, jeżeli tego typu opinie wpływają na zaburzenie algorytmów danej platformy. W tym zakresie pojawiają się stanowiska, że takie opinie powinny być odpowiednio oddzielone albo oznaczone.
AI a opinie klientów
Kolejna kwestia wynika bezpośrednio z realiów roku, w którym odbywa się ta konferencja. Generatywna sztuczna inteligencja rozwija się bardzo dynamicznie.
Na slajdzie pokazuję zdjęcie jednego z pluginów do Chrome’a. Nie funkcjonuje on w Unii Europejskiej, ale istnieją rozwiązania, które pozwalają tworzyć AI-owe podsumowania opinii.
W takiej sytuacji trzeba wyraźnie napisać, że nie jest to opinia konsumencka, ale podsumowanie wygenerowane przez AI — niezależnie od tego, czy dotyczy jednej opinii, wszystkich opinii, czy innego zbioru danych.
Warto pamiętać także o systemach do zbierania opinii, które podpowiadają użytkownikom treść opinii. Rekomendowałbym tutaj konsultację z prawnikiem, ponieważ w rekomendacjach sprzed ery generatywnej AI wskazywano, że praktyką zakazaną jest dostarczanie użytkownikom wypełnionych blankietów z treścią opinii.
Oczywiście można dyskutować, czy treść wygenerowana przez AI, którą użytkownik może zmienić, mieści się w tym zakazie. Mniej miejsca na dyskusję pojawia się jednak wtedy, gdy AI sztucznie zawyża pisemną ocenę w stosunku do oceny wyrażonej liczbą lub gwiazdkami.
Przykładowo: użytkownik wystawia ocenę 3 na 5, a system podpowiada opis bliższy ocenie 4 na 5. Albo użytkownik wystawia ocenę dwugwiazdkową, a system łagodzi jej treść w taki sposób, że brzmi ona jak bardzo delikatna, wyważona i w zasadzie pozytywna opinia. To są kwestie, na które trzeba zwracać szczególną uwagę.
Subskrypcje i płatne modele usług
Do zilustrowania części slajdów bardzo przydatny okazał się Wykop. Nie sądziłem, że kiedykolwiek spędzę na tej platformie więcej czasu, ale jednak tak się stało.
Była sprawa dotycząca generatora CV. UOKiK nałożył karę, ponieważ wystąpiły tam dwa naruszenia.
Pierwsze polegało na tym, że użytkownik dowiadywał się o odpłatności usługi dopiero po wprowadzeniu wszystkich danych do CV. Wtedy okazywało się, że musi zapłacić kilka złotych. Zapewne wiele osób dochodziło do wniosku, że skoro poświęciło już tyle czasu, to zapłaci te pieniądze.
Drugie naruszenie polegało na tym, że generator CV był usługą subskrypcyjną. Rozumiem, że istnieje dziś nawet osobna kategoria pracowników określanych jako „jumperzy”, którzy bardzo często zmieniają pracę, ale generator CV w modelu subskrypcyjnym to jednak dość szczególne rozwiązanie.
Najważniejsze jest to, że informacja o odpłatności usługi, a tym bardziej o subskrypcji, musi być podana już na początku, przed skorzystaniem z usługi. Absolutnie niewystarczające jest umieszczenie takiej informacji wyłącznie w regulaminie.
Darmowe okresy próbne i zwodnicze interfejsy
Podobny problem pojawia się przy podawaniu danych karty płatniczej i tzw. darmowych okresach próbnych — 7-, 14- czy 31-dniowych — które następnie automatycznie przechodzą w płatną subskrypcję.
Była również sprawa dotycząca suplementów diety, w której użytkownik trafiał na inny landing page i w praktyce zamawiał suplementy, choć komunikacja mogła sugerować coś innego.
Zmiana ceny w trakcie trwania usługi
Na slajdzie pokazuję mail z Netflixa. Zachęcam Państwa, żeby dobrze sprawdzili swoje skrzynki, bo dziś dostałem analogiczną wiadomość — tylko z inną zmianą ceny.
Zmiana ceny bez wyraźnego potwierdzenia przez konsumenta, że wyraża zgodę na taką zmianę, także może być praktyką zakazaną i sankcjonowaną.
Jak wspomniałem, dziś dostałem z Netflixa podobnego maila dotyczącego ceny 55 złotych. Nie wiem, czy to dobry, czy zły omen przed dzisiejszą konferencją.
Aktualność i prezentacja cen
W jednej ze spraw kara została nałożona za to, że z poziomu wyszukiwarki prezentowano ceny pobytu uwzględniające jedną osobę, natomiast w karcie wycieczki pojawiały się już dwie osoby. W każdym razie wszelkie nieaktualności cen — o ile nie są jednostkowym przypadkiem na milion — mogą zostać uznane za działanie naruszające zbiorowe interesy konsumentów.
UOKiK może wtedy interweniować.
Cena „od” i opłaty dodatkowe
Jeżeli podajemy cenę „od”, to musi istnieć realna możliwość dokonania zakupu za tę cenę. Nie może być tak, że cena biletu wynosi „od 129 zł”, ale do każdej transakcji obowiązkowo doliczana jest jeszcze opłata serwisowa w wysokości 79 zł.
Wtedy 129 zł nie jest ceną, od której można coś kupić, bo fizycznie nie da się dokonać zakupu za taką kwotę.
Rabaty, zgody marketingowe i e-faktury
Widziałem takie przypadki, między innymi w branży telekomunikacyjnej. Chodziło o sytuacje, w których rabat przysługiwał za zgodę na e-fakturę albo zgodę na e-mail marketing, ale cena po rabacie była prezentowana jako cena regularna.
Kiedy konsument wycofywał zgody, nagle okazywało się, że cena wzrasta.
Taka praktyka jest wysoko oceniana przez UOKiK — tyle że w karach administracyjnych.
Ceny omnibusowe i najniższa cena z 30 dni
Przyznam, że musiałem się w nią chwilę wpatrywać, żeby zrozumieć historię ceny i dojść do wniosku, dlaczego te „super ceny” wcale nie są takie super. Najniższa cena wynosiła bowiem 22 999 zł, a nie tyle, ile sugerowały duże czerwone liczby.
Ostatnio zapadła również kara, w której UOKiK zwrócił uwagę na praktykę polegającą na podnoszeniu ceny, a następnie prezentowaniu obniżki w taki sposób, że cena po obniżce i tak jest wyższa od najniższej ceny z ostatnich 30 dni przed obniżką.
Takie działanie także może wprowadzać konsumentów w błąd.
Liczniki czasu i ograniczona dostępność promocji
Kolejna historia dotyczy zegarów pokazujących czas do końca promocji.
Takie zegary co do zasady są dopuszczalne. Można z nich korzystać, pod warunkiem że nie działają w taki sposób, że gdy kończy się jedna promocja, natychmiast zaczyna się druga, w zasadzie analogiczna.
W takim przypadku problem polega na tym, że zegar nie informuje o rzeczywiście ograniczonej dostępności atrakcyjnej ceny. Ma jedynie wzbudzić u konsumenta poczucie pilności i ograniczonej dostępności.
Jeżeli w praktyce produkt zawsze występuje w tej samej, obniżonej lub promocyjnej cenie, można spodziewać się reakcji ze strony UOKiK.
Analogicznie należy oceniać liczniki dostępności. Są one dopuszczalne, pod warunkiem że pokazują prawdziwe dane.
Mogą wskazywać dane sprzed godziny, choć dane sprzed dwóch dni byłyby już mało miarodajne. Wydaje się jednak, że w dzisiejszych czasach nie ma większego problemu, aby podawać aktualny stan produktów.
Dostępność produktów, dostawa i anulowanie zamówień
Zacznę od rzeczy najważniejszej. Dostępność produktów i czas dostawy są bardzo ważne z perspektywy konsumentów — i nie tylko konsumentów. To kwestie, które wpływają na finalny wybór oferty.
Jeżeli podajemy w tym zakresie nieprawdziwe dane, wprowadzamy konsumentów w błąd. Tym samym narażamy się na reakcję UOKiK, co już wielokrotnie miało miejsce.
Dodawanie produktów do koszyka
Jedna z sieciówek, powiedzmy nieco bardziej prestiżowych, otrzymała karę za taką praktykę. Dokładała do koszyka filiżankę lub parasol. Częściej widzę jednak sytuacje, w których automatycznie dodawane jest na przykład ubezpieczenie.
Nie ma znaczenia, że użytkownik może taki produkt odkliknąć. Nie ma znaczenia, że może odstąpić od umowy. Nadal są to praktyki niedozwolone, za które UOKiK może nałożyć karę.
Podobna, choć nieco inna kwestia pojawiła się ostatnio w rekomendacjach. Jeżeli użytkownik ma do wyboru kilka opcji, a jedna z nich jest domyślnie zaznaczona, również może to zostać uznane za praktykę niedozwoloną.
Drip pricing, czyli ukryte opłaty dodatkowe
Na slajdzie pokazuję przykład z Glovo, ponieważ Glovo otrzymało w tym zakresie karę. Chodziło o to, że platforma doliczała dodatkową opłatę za małe zamówienie albo dostawę w deszczu.
Samo doliczanie takiej opłaty nie jest zakazane, jeżeli jest komunikowane w sposób czytelny. Problem polegał na tym, że użytkownik dowiadywał się o dodatkowej opłacie dopiero na etapie płatności, kiedy kwota nagle wzrastała.
Co więcej, po cofnięciu się do wcześniejszego kroku nie pokazywała się już pierwotna kwota, na przykład 30 zł, ale kwota powiększona o doliczoną opłatę. Tym trudniej było się w tym połapać.
UOKiK jednak się połapał i nałożył karę.
Sponsorowane oferty i pozycjonowanie wyników
Wszelkiego rodzaju oferty sponsorowane — szczególnie w wyszukiwarkach — powinny być wyraźnie oznaczone.
Jeżeli przedsiębiorca zapłacił za lepsze pozycjonowanie swojej oferty, konsument powinien jasno widzieć, że ma do czynienia z wynikiem sponsorowanym.
Brak takiej widoczności może prowadzić do kar.
Personalizacja cen i rekomendacji
Personalizacja cen i rekomendacji, co może wydawać się zaskakujące, nie jest sama w sobie zakazana.
Warunkiem jest jednak jasne i jednoznaczne informowanie użytkowników o takich praktykach, oczywiście przy jednoczesnym legalnym zbieraniu i przetwarzaniu danych.
Bez tego podwyższanie ceny za sam powrót do sklepu będzie już nielegalne.
Pomijam przy tym kwestię, że nawet jeżeli komunikat formalnie istnieje, często jest napisany w taki sposób, że użytkownik nie ma realnej szansy zrozumieć, o co w nim chodzi.
Wyroby medyczne w e-commerce
Zdarza się, że w e-commerce sprzedawane są także wyroby medyczne.
Niektóre z nich są oczywiste, na przykład produkty związane z fizjoterapią. Wtedy przedsiębiorcy częściej pamiętają o dodatkowych obowiązkach.
Warto jednak pamiętać także o mniej oczywistych wyrobach medycznych, takich jak prezerwatywy czy niektóre okulary. Oczywiście nie mam tutaj na myśli okularów zerówek ani zwykłych okularów przeciwsłonecznych.
Sprzedaż wyrobów medycznych wymusza określone obowiązki, między innymi archiwizację reklam. Konieczne może być także zamieszczenie komunikatu, że dany produkt jest wyrobem medycznym i należy używać go zgodnie z instrukcją używania lub etykietą.
Bezpieczeństwo produktów w sprzedaży internetowej
Jeszcze jakiś czas temu w tego typu prezentacjach podawałem datę, od której produkty wprowadzane na rynek powinny mieć odpowiednie oznaczenia. Dziś minęło już wystarczająco dużo czasu, aby po prostu pamiętać, że takie oznaczenia powinny być stosowane.
Należy podawać wymagane dane. Ponieważ czas nas goni, nie będę się nad tym szerzej rozwodził, zwłaszcza że temu tematowi poświęcony jest dziś osobny blok.
Przycisk „kupuję i płacę”
Zamówienie powinno kończyć się jasnym komunikatem w rodzaju: „kupuję i płacę”.
Jeżeli przycisk kończy się słowem „zamawiam”, może dojść do sytuacji, która brzmi jak szok i niedowierzanie: w ogóle nie dochodzi do zawarcia umowy.
O tym również warto pamiętać.
Odstąpienie od umowy przez interfejs
Jest jeszcze jedna ciekawa rzecz. Od czerwca trzeba będzie wprowadzić dodatkowy przycisk albo inne proste rozwiązanie, które pozwoli użytkownikowi odstąpić od umowy za pomocą interfejsu.
Jako prawie idealny — choć nie idealny — przykład można wskazać jedną z platform, która rozwiązała odstąpienie od umowy poprzez proste kliknięcie.
Jednocześnie jest to platforma, którą warto obserwować, bo występuje tam wiele kwestii mogących potencjalnie zakończyć się postępowaniem UOKiK. Dla prawnika jest więc bardzo interesująca.
Badanie satysfakcji klienta
Pamiętajmy, że badanie satysfakcji to nie jest wysyłanie kodu zniżkowego, zaproszenia do kolejnego zakupu czy innych komunikatów sprzedażowych.
Samo badanie satysfakcji można uznać za dopuszczalne nawet bez zgody użytkownika, na podstawie prawnie uzasadnionego interesu administratora danych. Zastrzegam jednak, że osoby prezentujące bardzo konserwatywne poglądy w obszarze RODO mogłyby z tym polemizować.
Warunkiem jest przeprowadzenie testu równowagi i ustalenie, że prawnie uzasadniony interes administratora przeważa nad interesem użytkownika, klienta lub innej osoby, której dane dotyczą.
Newsletter, marketing i łatwa rezygnacja
Wiemy oczywiście, że zapis do newslettera powinien zawierać informacje o administratorze danych, zgodę na marketing bezpośredni oraz zgodę na przesyłanie informacji handlowych.
Nie zawsze jednak pamiętamy, że wypisanie się powinno być równie proste jak zapis.
Wszelkiego rodzaju pytania w stylu: „Czy na pewno nie chcesz się wypisać?”, z odpowiedziami typu: „Nie, nie chcę”, nie są najlepszą ścieżką.
Podobnie problematyczne mogą być emocjonalne komunikaty, na przykład smutny piesek czy smutny kotek, który ma zniechęcić użytkownika do rezygnacji. Jeden z portali zrzutkowych miał postawione zarzuty właśnie za wykorzystanie kotka ze smutną miną jako dark pattern, czyli zwodniczego interfejsu mającego wpływać na decyzję użytkownika.
Chatboty i odpowiedzialność za automatyczne komunikaty
Chatboty, które utrudniają rezygnację z usługi, także mogą stać się ciekawym tematem dla regulatorów.
Warto pamiętać również o tym, że jeżeli chatbot zaproponuje użytkownikowi specjalną ofertę albo zawrze umowę na Chevroleta za dolara — jak miało to miejsce w jednej ze spraw — przedsiębiorca może czasem ponieść konsekwencje takiej komunikacji.
Deepfake, wizerunek i głos
Na slajdzie pokazuję przykład scamerskiego deepfake’a. Osoby widoczne na zdjęciu są powszechnie znane, mają środki finansowe i doprowadziły do zablokowania reklam na Facebooku. Z tego, co mignęło mi przed oczami, wygrały także niedawno sprawę przed WSA, choć tego jeszcze szczegółowo nie analizowałem.
Warto pamiętać, że wizerunek to nie tylko zdjęcie czy wideo, ale także głos.
Jeżeli o tym nie wiemy, konsekwencje mogą być bardzo poważne. Dlaczego tak mówię? Bo takiego przewinienia dopuściła się firma sprzedająca szamba. Użyła głosu znanego lektora i była to jedna z pierwszych spraw w Polsce dotyczących klonowania głosu przy użyciu AI. Sprawę wygrał ten lektor.
Deepfake’i można tworzyć, pod warunkiem że posiada się odpowiednie umowy i właściwie uregulowane kwestie prawne. Tak zrobiło na przykład Zalando.
Trzeba jednak takie treści odpowiednio oznaczyć.
Rekomendacje w tym zakresie nie są jeszcze ostateczne, ale najkrócej można powiedzieć, że jedną z opcji jest oznaczenie typu „human + AI”, czyli wskazanie, że treść powstała przy udziale człowieka i sztucznej inteligencji.
Takie oznaczenia powinny wyraźnie informować, że mamy do czynienia z treściami syntetycznymi. Pomijam tutaj oznaczenia, które powinny znaleźć się w metadanych pliku
Syntetyczni influencerzy
Skupię się tylko na ostatniej grupie, czyli na postaciach humanoidalnych. Sama reklama z wykorzystaniem syntetycznego influencera jest co do zasady dozwolona.
Problem pojawia się wtedy, gdy taki humanoidalny influencer, prowadzący konto w mediach społecznościowych, zaczyna mówić, że sam używa określonych produktów.
Wtedy może dojść do naruszenia. Na to zwróciłbym szczególną uwagę.
Zakazane systemy AI
Pierwsza grupa to techniki podprogowe, manipulacyjne lub wprowadzające w błąd.
Przykładem może być chatbot Character.AI, który w rozmowie z dzieckiem, któremu rodzice zabronili używać smartfona w określonych godzinach, miał stwierdzić, że nie dziwią go informacje o dzieciach, które zabijają swoich rodziców.
Druga grupa dotyczy wykorzystywania słabości użytkowników. Przykładem może być AI chatbot na Snapchacie, który w rozmowie z dzieckiem udawał człowieka i sugerował możliwość spotkania w parku.
Co ważne, takie systemy będą zakazane wtedy, gdy mogą prowadzić do istotnego zniekształcenia zachowania i grożą poważną szkodą. To są dodatkowe elementy, które mają znaczenie.
Scoring społeczny to nie jest zwykłe zbieranie informacji. Chodzi o zbieranie danych z wielu źródeł i podejmowanie decyzji na podstawie systemu AI w sposób, od którego użytkownik czasami nie może się skutecznie odwołać. Przykładem może być model znany z Chin.
Zakończenie podcastowe
To była solidna dawka wiedzy. Pewnie kilka razy język mi się poplątał, ale chciałem przekazać możliwie dużo informacji w dość krótkim czasie.
Jak się okazuje, godzina zegarowa to mało, a godzina lekcyjna, którą tutaj mieliście, to już w ogóle bardzo niewiele.
Jeżeli chcielibyście przeprowadzić taki audyt w ramach swojego e-commerce’u, piszcie do nas, piszcie do mnie, łapcie mnie na LinkedInie.
Przygotujemy dla Was kompleksowy audyt i nie tylko. Mówiąc krótko: pozostawienie pewnych niedociągnięć, dark patterns i podobnych problemów może doprowadzić do tego, że brak audytu okaże się znacznie droższym wariantem niż sam audyt.
Na dziś bardzo Wam dziękuję i słyszymy się w kolejnym odcinku.
Doceniasz tworzone przeze mnie treści?
Piotr Kantorowski
RADCA PRAWNY
Przedsiębiorcom służę pomocą w kwestiach związanych z prawem własności intelektualnej szczególnie w obszarze digital marketingu i IT. Tworzę też umowy tak, aby oddawały Twoje plany biznesowe i zabezpieczały firmę w najwyższym stopniu. Jeśli trzeba pomagam też poprowadzić spory korporacyjne lub z kontrahentami.
Skontaktuj się ze mną, chętnie odpowiem na Twoje pytania dotyczące naszej oferty i przedstawię rozwiązania dostosowane do Twojego biznesu.
