Dzisiaj porozmawiamy o błędach w umowach B2B, które mogą doprowadzić do ustalenia stosunku pracy.
To temat szczególnie istotny w kontekście planowanych zmian oraz coraz bardziej zdecydowanego podejścia Państwowej Inspekcji Pracy.
Zastrzegam jednak, że na dzień nagrywania tego odcinka zmiany te jeszcze nie obowiązują.
Nie jest to jednak odcinek wyłącznie o planowanych zmianach.
Niezależnie od tego, czy wejdą one w życie, mechanizm podważania umów cywilnoprawnych lub kontraktów B2B już istnieje i będzie istniał nadal.
Nawet bez nowych, daleko idących rozwiązań, które wywołały sporo dyskusji, obaw i dylematów po stronie przedsiębiorców.
B2B nie zawsze chroni przed ustaleniem stosunku pracy
Przez lata B2B było traktowane jako bezpieczna alternatywa dla etatu.
Oczywiście pomijam tutaj patologie. Bardzo często jest to przecież model współpracy, który rzeczywiście odpowiada obu stronom.
Problem pojawia się wtedy, gdy współpraca B2B w praktyce zaczyna przypominać stosunek pracy.
Coraz częściej widzimy sytuacje, w których taka współpraca kończy się ustaleniem istnienia stosunku pracy.
Mówiąc prosto: przez jakiś czas wszystko działało dobrze, a potem przestało.
Co ważne, inspektorzy i sądy nie patrzą wyłącznie na nazwę umowy.
Nie wystarczy nazwać dokumentu „umową B2B” albo „umową o świadczenie usług”.
Liczy się przede wszystkim to, jak współpraca wygląda w praktyce.
Warto też podkreślić jedną rzecz. Planowane zmiany nie dotyczą samej definicji stosunku pracy w Kodeksie pracy.
Ewentualnie może zmienić się tryb, w którym dochodzi do ustalenia, że dana współpraca w rzeczywistości była stosunkiem pracy.
Ten problem nie jest więc wyłącznie problemem przyszłości.
On już teraz, mówiąc może niezbyt elegancko, „wisi” nad przedsiębiorcami.
Jeżeli dojdzie do ustalenia stosunku pracy, to najczęściej nie od jutra, nie od przyszłego tygodnia i nie od przyszłego roku.
Może się okazać, że stosunek pracy istniał od samego początku współpracy.
Dotyczy to także współpracy, która formalnie była oparta na B2B, umowie zlecenia, umowie o dzieło albo innej umowie cywilnoprawnej.
Dlatego warto zainteresować się tym tematem już teraz.
Nie dopiero wtedy, gdy pojawi się kontrola albo spór.
Nie chodzi o straszenie. Chodzi raczej o dobrą radę.
A dobra rada, jak wiadomo, zawsze jest w cenie.

Porozmawiaj z ekspertem 🎯
Borykasz się z zagadnieniem, które tutaj poruszyłem? Skontaktuj się ze mną i ustalimy termin 15-minutowej konsultacji. Wspólnie znajdziemy najlepsze rozwiązanie dla Twojego biznesu!
Problemem jest nie tylko umowa, ale też praktyka
Bardzo często problemem nie jest sama treść umowy, ale sposób jej wykonywania. Można mieć poprawnie brzmiący dokument, a jednocześnie zorganizować współpracę w taki sposób, że będzie ona przypominała etat.
W tym odcinku skupimy się jednak głównie na błędach w samej umowie B2B. To właśnie one mogą prowokować pytania, czy nie mamy do czynienia z ukrytą umową o pracę.
Dla uproszczenia mówię o B2B, ale podobne ryzyka mogą dotyczyć także umów zlecenia czy umów o dzieło.
Dane, chmura i tajemnica przedsiębiorstwa
Digital Omnibus ma też uporządkować przepisy dotyczące dostępu do danych. Dla firm może to oznaczać łatwiejsze korzystanie z danych publicznych, większą ochronę tajemnicy przedsiębiorstwa oraz prostsze zasady dla MŚP korzystających z usług chmurowych.
To ważne szczególnie dla firm SaaS, MarTech, software house’ów oraz przedsiębiorców, którzy przetwarzają duże ilości danych lub migrują je między systemami.
Prymat faktów nad formą
W prawie pracy obowiązuje zasada prymatu faktów nad formą. Oznacza to, że znaczenie ma nie tylko to, co zostało zapisane w umowie, ale przede wszystkim to, co rzeczywiście działo się każdego dnia.
Jeżeli strony wpiszą do umowy postanowienia typowe dla stosunku pracy, mogą same stworzyć sobie problem. Czasami nie wynika to ze złej woli ani próby obejścia prawa. Wystarczy kilka źle sformułowanych zapisów, aby kontrakt B2B zaczął wyglądać jak umowa o pracę.
Dlatego warto regularnie weryfikować umowy, na podstawie których firma współpracuje z osobami prowadzącymi działalność gospodarczą. Jeżeli dokument zawiera rozwiązania zwiększające ryzyko, lepiej poprawić go wcześniej niż tłumaczyć się z niego później
Podporządkowanie jako główny sygnał ostrzegawczy
Najważniejszym sygnałem ostrzegawczym w relacjach B2B jest podporządkowanie. Jeżeli samozatrudniony ma narzucone godziny pracy, określone miejsce jej wykonywania i na co dzień realizuje bieżące polecenia przełożonego, trudno obronić tezę, że działa jako niezależny przedsiębiorca.
Oczywiście B2B nie oznacza, że wykonawca robi, co chce. Można ustalać terminy, zakres prac, oczekiwane efekty, standardy wykonania czy zasady komunikacji. Problem pojawia się wtedy, gdy zleceniodawca zaczyna szczegółowo organizować codzienną pracę wykonawcy.
Ryzykowne mogą być także listy obecności, grafiki, sztywne harmonogramy, codzienne raportowanie czy stały nadzór nad sposobem wykonywania zadań. Jeżeli takie elementy dodatkowo znajdą się w umowie, mogą być później ważnym argumentem w sporze.
Nie każdy raport jest jednak zły. Przy rozliczeniu godzinowym miesięczny raport z wykonanych prac może być całkowicie naturalny. Czym innym jest jednak rozsądne rozliczenie usług, a czym innym codzienna kontrola przypominająca nadzór pracowniczy.
Osobiste świadczenie usług i podwykonawcy
Kolejnym elementem jest osobiste świadczenie pracy. Przedsiębiorca co do zasady powinien mieć możliwość korzystania z zastępstwa, podwykonawców albo dalszego zlecania części prac.
Nie jest to oczywiście zasada absolutna. Jeżeli podpisujemy kontrakt B2B z menedżerem, który ma zarządzać spółką, zwykle oczekujemy jego osobistego zaangażowania. Nie oznacza to jednak, że w każdej umowie warto automatycznie zakazywać podwykonawstwa.
Całkowity zakaz korzystania z zastępstwa może zwiększać ryzyko uznania, że dana osoba wykonuje pracę w sposób zbliżony do pracownika. Warto więc dobrze przemyśleć, czy taki zakaz rzeczywiście jest potrzebny.
Inni klienci i zakaz konkurencji
W umowach B2B często pojawiają się zapisy dotyczące możliwości współpracy z innymi klientami. To ważny element, bo przedsiębiorca co do zasady działa na własny rachunek i może świadczyć usługi dla różnych podmiotów.
Zbyt szerokie ograniczenie współpracy z innymi klientami może być jedną z poszlak wskazujących na zależność podobną do pracowniczej. Czasem lepszym rozwiązaniem będzie węższe, branżowe ograniczenie konkurencji, na przykład dotyczące bezpośrednich konkurentów firmy.
Znaczenie ma jednak nie tylko umowa, ale również praktyka. Jeżeli ktoś formalnie prowadzi działalność, ale ma tylko jednego klienta, jest od niego całkowicie zależny ekonomicznie i wykonuje zadania jak pracownik, ryzyko rośnie.
Ryzyko gospodarcze po stronie wykonawcy
Pracownik co do zasady nie ponosi ryzyka gospodarczego. Przedsiębiorca — przeciwnie. Dlatego w relacji B2B warto zadbać o to, aby wykonawca rzeczywiście działał jako niezależny podmiot gospodarczy.
Jeżeli otrzymuje stałe miesięczne wynagrodzenie, nie ma wpływu na ceny, nie ponosi odpowiedzialności finansowej i nie występuje po jego stronie żadne realne ryzyko, współpraca może zacząć przypominać etat.
Szczególną ostrożność warto zachować przy ograniczaniu odpowiedzialności wykonawcy. Jeżeli w umowie B2B odpowiedzialność jest ukształtowana podobnie jak odpowiedzialność pracownika, może to wzmacniać argument, że relacja nie ma w pełni biznesowego charakteru.
Włączenie samozatrudnionego w strukturę firmy
Ryzykowne może być także zbyt daleko idące włączenie samozatrudnionego w strukturę firmy. Te same procedury, te same odprawy, te same spotkania, to samo raportowanie i podobny nadzór jak wobec pracowników — wszystko to może tworzyć niekorzystny obraz współpracy.
Nie chodzi o to, że osoba na B2B nie może uczestniczyć w żadnym spotkaniu. Są branże i sytuacje, w których jest to całkowicie naturalne. Przykładowo przy projektach budowlanych udział w określonych naradach może być konieczny.
Problem pojawia się wtedy, gdy wykonawca B2B w praktyce funkcjonuje tak samo jak pracownik, a do tego otrzymuje wynagrodzenie wypłacane jak pensja — stałe, miesięczne i niezależne od efektu.
Urlopy i nieobecności w B2B
Czerwonym światłem są płatne urlopy wpisane do umowy B2B. Formalnie w takiej relacji nie mamy urlopu wypoczynkowego w rozumieniu Kodeksu pracy.
Nie oznacza to jednak, że osoba współpracująca na B2B nie może odpoczywać albo mieć okresów niedostępności. Można to uregulować inaczej — jako przerwę w świadczeniu usług, wcześniejsze poinformowanie o niedostępności albo ustalenie zasad przekazywania zleceń w takim okresie.
Ważne, aby nie kopiować bezrefleksyjnie rozwiązań typowych dla stosunku pracy.
Ciągłość wykonywania tych samych zadań
Znaczenie może mieć również ciągłość wykonywania tych samych zadań, w tym samym miejscu, w tym samym rytmie i przez długi czas. Im bardziej współpraca przypomina codzienną pracę etatową, tym większe ryzyko.
Sądy mogą ostrożnie podchodzić do deklarowanej woli stron, zwłaszcza jeżeli jedna z nich była ekonomicznie słabsza i w praktyce nie miała realnego wpływu na wybór formy współpracy.
Test przewagi cech stosunku pracy
Wszystko sprowadza się do testu przewagi cech stosunku pracy. Nie trzeba spełnić wszystkich przesłanek, aby pojawiło się ryzyko. Liczy się całokształt okoliczności.
Jeżeli cechy etatu przeważają nad cechami współpracy między dwoma niezależnymi przedsiębiorcami, ryzyko ustalenia stosunku pracy rośnie.
Nie każda okoliczność ma jednak takie samo znaczenie. Sam udział menedżera B2B w spotkaniach operacyjnych nie oznacza jeszcze, że jest pracownikiem. Jeżeli jednak takich elementów zbierze się więcej, problem może być realny.
Podsumowanie
Bezpieczna współpraca B2B to nie tylko dobra umowa, ale też dobre praktyki organizacyjne. Zła umowa może jednak znacząco zwiększyć ryzyko, zwłaszcza gdy zawiera postanowienia typowe dla stosunku pracy.
Warto zwrócić uwagę przede wszystkim na podporządkowanie, narzucone godziny i miejsce pracy, obowiązek osobistego świadczenia usług, brak możliwości korzystania z podwykonawców, nadmierne ograniczenia dotyczące innych klientów, brak ryzyka gospodarczego, płatne urlopy, codzienne raportowanie oraz włączenie samozatrudnionego w strukturę firmy.
Jeżeli korzystasz z umów B2B, warto sprawdzić, czy nie zawierają one zapisów, które niepotrzebnie zwiększają ryzyko. Często już wstępny audyt pozwala ocenić, czy dokument jest przygotowany rozsądnie, czy może wymaga zmian.
Doceniasz tworzone przeze mnie treści?
Piotr Kantorowski
RADCA PRAWNY
Przedsiębiorcom służę pomocą w kwestiach związanych z prawem własności intelektualnej szczególnie w obszarze digital marketingu i IT. Tworzę też umowy tak, aby oddawały Twoje plany biznesowe i zabezpieczały firmę w najwyższym stopniu. Jeśli trzeba pomagam też poprowadzić spory korporacyjne lub z kontrahentami.
Skontaktuj się ze mną, chętnie odpowiem na Twoje pytania dotyczące naszej oferty i przedstawię rozwiązania dostosowane do Twojego biznesu.
