Ten odcinek dotyczy pytania, które jeszcze niedawno brzmiało jak temat na konferencję, a dziś jest bardzo praktycznym problemem dla agencji, marketerów, grafików, software house’ów i przedsiębiorców. Chodzi o to, czy treść, grafika albo inny materiał przygotowany z pomocą generatywnej sztucznej inteligencji może być utworem w rozumieniu prawa autorskiego.
A jeśli nie ma czego chronić, to czy taki efekt da się bezpiecznie sprzedać, licencjonować albo przekazać klientowi?
Dzisiaj bierzemy na warsztat temat, który bardzo szybko przestał być teoretyczny. Jeszcze niedawno pytanie o sztuczną inteligencję i prawa autorskie brzmiało jak temat na ekspercką debatę. Dziś jest to codzienny problem osób, które kupują, sprzedają albo wykorzystują treści tworzone przy użyciu AI.
Kluczowe pytanie brzmi: czy to, co powstaje z wykorzystaniem generatywnej sztucznej inteligencji, jest utworem?
Odpowiedź nie jest prosta. Samo użycie AI nie przekreśla ochrony prawnoautorskiej, ale nie oznacza też automatycznie, że wszystko, co wygeneruje model, jest utworem. Najważniejsze pytanie brzmi: jaki był twórczy wkład człowieka?
Samo użycie AI nie przekreśla ochrony prawnoautorskiej
Polski punkt wyjścia jest klasyczny. Utwór to przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, bez względu na wartość, przeznaczenie i sposób wyrażenia.
Kluczowe jest jednak to, że musi to być przejaw działalności twórczej człowieka. Nie wystarczy więc atrakcyjny efekt końcowy, nawet jeśli jest bardzo ciekawy wizualnie, marketingowo albo technologicznie. Trzeba jeszcze ustalić, kto naprawdę ukształtował ten efekt.
To szczególnie ważne w przypadku generatywnej sztucznej inteligencji. Jeżeli człowiek tylko opisuje, czego chce, a finalna ekspresja zostaje w dużej mierze ustalona przez model, ochrona prawnoautorska może być problematyczna.

Porozmawiaj z ekspertem 🎯
Borykasz się z zagadnieniem, które tutaj poruszyłem? Skontaktuj się ze mną i ustalimy termin 15-minutowej konsultacji. Wspólnie znajdziemy najlepsze rozwiązanie dla Twojego biznesu!
Czy sam prompt wystarczy?
Sam prompt zwykle nie wystarczy.
Oczywiście może mieć znaczenie, zwłaszcza jeśli jest rozbudowany, precyzyjny i rzeczywiście wpływa na finalny rezultat. Problem polega jednak na tym, że prawo autorskie nie nagradza samego wysiłku, liczby prób ani czasu spędzonego przy narzędziu.
Ktoś może powiedzieć: „Napisałem bardzo długi prompt, poprawiałem go wiele razy, zrobiłem mnóstwo iteracji, wybrałem najlepszy wariant, więc przecież to jest moje”. Tyle że prawo autorskie chroni twórczy rezultat pracy człowieka, a nie sam nakład pracy.
Im bardziej ogólny prompt, tym większe znaczenie ma niedeterminizm modelu. Wpisując ten sam prompt do dwóch różnych narzędzi, możemy otrzymać zupełnie inne wyniki. Co więcej, nawet w tym samym narzędziu ten sam prompt może dać różne rezultaty.
To pokazuje, że czym innym jest sterowanie narzędziem, a czym innym stworzenie utworu.
Sprawa Jasona M. Allena
Kolejnym elementem jest osobiste wykonywanie pracy.
Dobrze obrazuje to sprawa Jasona M. Allena dotycząca pracy „Théâtre D’opéra Spatial”. Allen argumentował, że za efektem końcowym stały liczne prompty, interakcje z narzędziem i wybór najlepszej wersji. Finalny obraz został też poprawiony w Photoshopie.
Z perspektywy United States Copyright Office nie było to jednak wystarczające do objęcia ochroną całego obrazu jako utworu stworzonego przez człowieka.
Wniosek jest praktyczny: sama liczba promptów może wymagać wysiłku, ale nie zawsze oznacza twórczą kontrolę nad rezultatem. Szczególnie wtedy, gdy polecenia są ogólne i zostawiają modelowi szeroki zakres decyzji.
Dla biznesu kreatywnego ma to duże znaczenie. Jeżeli tworzymy grafikę, wpisując polecenie w rodzaju: „przygotuj obraz do reklamy produktu X, gdzie model trzyma produkt X, a w tle widać Y”, trudno z góry zakładać, że wynik będzie pełnoprawnym utworem, do którego można bezpiecznie przenieść prawa autorskie.
AI jako samodzielny twórca? Sprawa Thaler v. Perlmutter
Podobny kierunek wynika ze sprawy Thaler v. Perlmutter. Pokazuje ona, że prawo autorskie chroni twórczość człowieka, a nie autonomiczny rezultat działania sztucznej inteligencji.
Jeżeli dzieło zostało wygenerowane samodzielnie przez model, a człowiek nie wniósł własnych twórczych decyzji do finalnej formy, ochrona prawnoautorska co do zasady nie przysługuje.
Nie patrzymy więc tylko na to, czy efekt jest atrakcyjny. Patrzymy przede wszystkim na to, czy jest to twórczy rezultat pracy człowieka.
Stylizacja przez AI i granice ochrony
Podobny problem pojawił się w sprawie „SURYAST”. Autor wgrał własne zdjęcie, dodał jako wzorzec stylu obraz „The Starry Night” Vincenta van Gogha i ustawił poziom transferu stylu w aplikacji wykorzystującej AI.
Intuicyjnie można byłoby powiedzieć: własne zdjęcie, wybór stylu, ustawienia narzędzia — to powinno wystarczyć. Urząd uznał jednak, że to za mało. Sam pomysł i atrakcyjny efekt nie wystarczają, jeśli ostateczna decyzja o formie ekspresji należy do modelu.
AI nie zawsze wyklucza ochronę
To nie jest jednak opowieść pod tytułem: „AI zawsze niszczy prawo autorskie”. Nie chodzi też o to, by nie używać AI.
Są sytuacje, w których człowiek rzeczywiście współtworzy efekt pracy. Selekcjonuje materiał, buduje kompozycję, układa elementy, redaguje tekst, łączy kilka wyników albo istotnie przerabia obraz wygenerowany przez model.
Wtedy można sensownie bronić tezy, że ochronie podlega przynajmniej ludzki wkład twórczy.
„Rose Enigma” i ochrona części utworu
Dobrze pokazuje to sprawa „Rose Enigma”. Autorka najpierw stworzyła własny rysunek odręczny, a następnie użyła go jako inputu razem z promptem opisującym fotorealistyczny efekt.
W finalnym obrazie nadal widoczne były elementy pochodzące z rysunku: kontur, układ nosa i ust, rozmieszczenie łodyg, pąków i liści. Właśnie dlatego ochrona została przyznana, ale tylko w zakresie, w jakim dało się przypisać rezultat twórczemu wkładowi człowieka.
„Zarya of the Dawn” i komiks tworzony z użyciem AI
Podobny wniosek wynika ze sprawy „Zarya of the Dawn”. Dotyczyła ona komiksu, w którym ochronę uzyskały elementy stworzone przez człowieka, czyli tekst oraz dobór i układ materiałów. Same grafiki wygenerowane w Midjourney nie uzyskały natomiast ochrony w takim samym zakresie.
Z perspektywy biznesowej to bardzo ważne. Projekt wykorzystujący AI może być częściowo chroniony, ale nie wystarczy samo wygenerowanie materiału. Do uzyskania ochrony potrzebna jest kreatywna praca człowieka.
Podobny kierunek widać przy pracy „A Single Piece of American Cheese”. Znaczenie miał tam wkład ludzki polegający na selekcji, koordynacji i aranżacji materiału wygenerowanego przez AI. I znowu — nie chodziło o pełne prawa do wszystkiego, lecz o konkretny, możliwy do wskazania wkład człowieka.
Chiński przykład: „Spring Breeze Brings Tenderness”
Ciekawym kontrapunktem jest chińska sprawa „Spring Breeze Brings Tenderness”. Autor, korzystając z licencjonowanego zdjęcia, poprzez serię promptów i iteracji stworzył obraz znacząco odmienny od pierwowzoru.
Choć chińskie prawo autorskie różni się od polskiego i europejskiego, przykład ten pokazuje, że sądy mogą być bardziej otwarte na ochronę efektów pracy z AI, jeśli człowiek zachował realny wpływ twórczy na rezultat.
Pierwsze sygnały z Europy
W Europie również pojawiają się pierwsze rozstrzygnięcia dotyczące AI i praw autorskich. W sprawie z Monachium sąd odmówił ochrony trzem infografikom, wskazując, że zbyt duży wpływ na ich ostateczny kształt miał niedeterminizm modelu AI.
Nie oznacza to jednak, że kierunek jest już przesądzony. Nadal otwarte pozostaje pytanie, czy bardziej złożone prompty i dobrze udokumentowany proces twórczy będą w przyszłości przemawiały za ochroną.
AI, plagiat, znaki towarowe i wizerunek
Prawa autorskie do outputu AI to tylko jeden z problemów. Trzeba uważać także na podobieństwo wygenerowanych materiałów do istniejących utworów, rozpoznawalne postacie, style, znaki towarowe oraz wizerunek.
Czasem będziemy mówić jedynie o inspiracji, ale w innych przypadkach może pojawić się ryzyko naruszenia cudzych praw. Szczególną ostrożność warto zachować przy znakach towarowych oraz treściach wykorzystujących czyjś wizerunek.
Umowy z agencjami, grafikami i software house’ami
Z praktycznego punktu widzenia warto przejrzeć umowy z agencjami, grafikami i software house’ami. Jeżeli umowa zakłada stworzenie utworu i przeniesienie praw autorskich, a wykonawca korzysta z AI, może pojawić się problem.
Nie każdy materiał wygenerowany z pomocą AI będzie bowiem utworem. Nie oznacza to, że korzystanie z AI jest złe. Trzeba jednak jasno ustalić, czy klient oczekuje utworu w sensie prawnym, czy po prostu skutecznego materiału marketingowego, graficznego albo sprzedażowego.
Doceniasz tworzone przeze mnie treści?
Piotr Kantorowski
RADCA PRAWNY
Przedsiębiorcom służę pomocą w kwestiach związanych z prawem własności intelektualnej szczególnie w obszarze digital marketingu i IT. Tworzę też umowy tak, aby oddawały Twoje plany biznesowe i zabezpieczały firmę w najwyższym stopniu. Jeśli trzeba pomagam też poprowadzić spory korporacyjne lub z kontrahentami.
Skontaktuj się ze mną, chętnie odpowiem na Twoje pytania dotyczące naszej oferty i przedstawię rozwiązania dostosowane do Twojego biznesu.
