Co znajdziesz w tym materiale:
Wizerunek i jego ochrona – co musisz wiedzieć, by działać legalnie?
Dziś wejdziemy w świat, w którym boss fight odbywa się nie na ekranie, ale w sądzie. Na całą sprawę spojrzymy z lotu ptaka, czyli z perspektywy studia gamedevowego. Jeśli nie wiecie jeszcze, jaki wycisk może dostać takie studio, wyobraźcie sobie najtrudniejszą walkę z bossem w Waszej ulubionej grze — i to będzie mniej więcej ten poziom.
Porozmawiamy o tym, jak prawo ukształtowało historię Nintendo i całą branżę gamedevową — będzie o Donkey Kongu, o Kirbym, a także o kilku innych sprawach. A na końcu tego odcinka czeka Was… reklama. Tak, dobrze słyszycie.
King Kong kontra Donkey Kong — czyli skąd się bierze spór o małpę
Wyobraźcie sobie, że jest rok 1981. Nintendo wypuszcza hit — Donkey Konga. Gra błyskawicznie zdobywa popularność i nagle BUM! Do drzwi puka Universal Pictures, oczywiście za pośrednictwem dużej kancelarii prawnej, i mówi mniej więcej tak:
„Ej, ale to przecież nasz King Kong. Poprosimy o odszkodowanie.”
Nintendo odpowiada krótko: nie.
Ich prawnik, John Kirby, wykazał, że Universal… sam wcześniej twierdził, że King Kong znajduje się w domenie publicznej. Kilkanaście, właściwie kilkadziesiąt lat wcześniej Universal procesował się z twórcami pierwszego filmu o King Kongu i wtedy przekonywał sąd, że prawa wygasły. Sąd to kupił — i to nawet z przyklaskiem.
Efekt? W starciu Donkey Kong vs. Universal to Universal wyszedł na hipokrytę, Nintendo wygrało, a firma tak polubiła swojego prawnika, że… podarowała mu jacht o nazwie Donkey Kong. Na jego cześć nazwano też jednego z najbardziej kultowych bohaterów gier — Kirby’ego. Tak, ta różowa kulka zawdzięcza imię prawnikowi.
Co prawda nie od początku tak miało być, ale finalnie właśnie tak wyszło.

Jaki płynie z tego morał?
W pozornie oczywistych sytuacjach mogą pojawić się zupełnie nieoczywiste spory i jeszcze bardziej zaskakujące zakończenia. Tym bardziej że w tamtych czasach Nintendo wcale nie było gigantem, a Universal — owszem. Chociaż, uczciwie mówiąc, mówimy tu głównie o Nintendo w Stanach. W Japonii firma stała już wtedy całkiem nieźle.
Krótka reklama
Jeżeli lubisz styk prawa z popkulturą, a jednocześnie kiedykolwiek grałeś w jakąkolwiek grę, zajrzyj do notatek do odcinka. Znajdziesz tam link do zakupu mojej książki „Pixel w paragrafie” — pełnej historii o tym, jak prawo spotkało gry i co z tego wynikło.
Nieskromnie powiem: to najlepsza książka o tej tematyce. I nie dlatego, że jest mojego autorstwa… tylko dlatego, że jest jedyną książką o tej tematyce. Choć to, że jest mojego autorstwa — jeśli śledzisz ten podcast — również może mieć znaczenie.
Ważna lekcja dla gamedevu
Kiedy podpisujesz umowę:
- ustal, czy przenosisz prawa autorskie,
- sprawdź, czy możesz wykonywać prawa zależne,
- zastanów się, czy działa umowa B2B, zlecenie, dzieło czy umowa o pracę — bo prawnie każda z nich wygląda zupełnie inaczej.
A Donkey Kong? On też ma ciekawy twist fabularny
W sekrecie zdradzę Wam, że główny bohater Donkey Konga, znany jako Jumpman, z czasem stał się kimś Wam znacznie bliższym — Super Mario.
Nazwa powstała na cześć Mario Seagala, właściciela magazynu, który wynajmowało Nintendo. Postać ewoluowała (bardzo trudne słowo, ale staram się jak mogę!), stała się ikoną, znakiem towarowym i narzędziem globalnych sporów prawnych.
Co z tego wynika dla gamedevu i nie tylko?
Te historie pokazują, że:
- Prawo to nie opcja.
To gameplay, który działa w tle każdej gry — i każdego biznesu. - Jeśli tworzysz postać, mechanikę, grafikę — upewnij się, komu należą prawa.
- Jeśli budujesz markę — zabezpiecz znak towarowy.
I to nawet wtedy, gdy nie działasz w gamedevie.
Bo inaczej możesz obudzić się w sytuacji rodem z walki Super Mario vs. Super Mario. A w realnym świecie bez prawa możesz przegrać potyczkę nawet w… kostarykańskim supermarkecie.
Doceniasz tworzone przeze mnie treści?
Piotr Kantorowski
RADCA PRAWNY
Przedsiębiorcom służę pomocą w kwestiach związanych z prawem własności intelektualnej szczególnie w obszarze digital marketingu i IT. Tworzę też umowy tak, aby oddawały Twoje plany biznesowe i zabezpieczały firmę w najwyższym stopniu. Jeśli trzeba pomagam też poprowadzić spory korporacyjne lub z kontrahentami.
Skontaktuj się ze mną, chętnie odpowiem na Twoje pytania dotyczące naszej oferty i przedstawię rozwiązania dostosowane do Twojego biznesu.

