Umowa wdrożeniowa jako umowa nienazwana

Choć tak jak i w przypadku innych umów, które są związane z IT także umowa wdrożeniowa w świetle uregulowań prawnych jest tak zwaną umową nienazwaną, to jednak można o niej powiedzieć co najmniej tyle, że najczęściej wiąże się ona ze stworzeniem przez software house dedykowanego oprogramowania oraz przeprowadzeniem jego wdrożenia u zamawiającego. Od innych „wdrożeń” oprogramowania w firmie będzie ją więc różnić przede wszystkim to, że w jej przypadku oprogramowanie jest wytwarzane na specjalne zlecenie firmy, w której przeprowadza się wdrożenie. Jeśli bowiem chodzić by miało o już istniejące oprogramowanie to sytuacja będzie przedstawiać się w ten sposób, choć odmiennych rozwiązań wykluczyć nie można, że w zakresie udostępnienia oprogramowania będziemy mieli do czynienia po prostu z licencją niewyłączną, a samo jego implementowanie w przedsiębiorstwie będzie po prostu usługą dodatkową do wykupienia określonej liczby licencji.

Stworzenie dedykowanego oprogramowania, a prawa autorskie

Przed przejściem do kwestii kluczowych warto jeszcze przypomnieć, że samo zlecenie przez firmę software hous’owi stworzenie dedykowanego oprogramowania nie daje tej firmie dalej idących praw do niego jak tylko wspomniana powyżej licencja niewyłączna. Trzeba pamiętać, że przekazanie na rzecz zamawiającego egzemplarza programu komputerowego nie jest bynajmniej równoznaczne z przekazaniem do niego majątkowych praw autorskich. Kwestia ta jest jednak kwestią na odrębny artykuł.

Umowa rezultatu, a umowa starannego działania

Przechodząc więc do kwestii pierwszorzędnej z perspektywy tego artykułu trzeba zauważyć, że w zależności od tego, czy umowę wdrożeniową uznamy za umowę o dzieło, czy umowę o świadczenie usług, sprawa odpowiedzialności za jej rezultat będzie przedstawiała się odmiennie. Pierwsza z wskazanych powyżej umów jest bowiem umową rezultatu co oznacza, że zupełnie zasadnie możemy oczekiwać tego, że jej efekt końcowy, niezależnie od wszelkich innych okoliczności, będzie zgodny z tym co ujęliśmy w umowie jako jej przedmiot. Druga z umów, to jest umowa o świadczenie usług, jest umową starannego działania. Mówiąc najprościej, w tej umowie software house zobowiązuje się wyłącznie do tego, że będzie działał „staranne”, czyli zgodnie z przyjętymi standardami. Nie mamy jednak gwarancji, że rezultat jego prac będzie zgodny z naszymi oczekiwaniami, a co więcej w większości przypadków nie będziemy mogli w związku z tym mieć do niego nawet uzasadnionych pretensji, a tym bardziej roszczeń w znaczeniu prawnym. Uwzględniając więc tę daleko idącą różnicę między umową o dzieło, a umową zlecenia, które to różnice w sposób pierwszorzędny przekładają się na odpowiedzialność software house można przejść do poszukiwania odpowiedzi odnośnie tego, której z wyżej wymienionych umów będzie bliżej dla umowy wdrożeniowej.

Odpowiedzialność software house

W tym kontekście przede wszystkim warto więc odwołać się do zapadłych na kanwie umów wdrożeniowych orzeczeń przy czym warto jeszcze raz pokreślić, że ze względu na fakt, że umowy wdrożeniowe należą do kategorii tak zwanych umów nienazwanych nie można wykluczyć, że ich kształt może przedstawiać się różnie w różnych przypadkach.

Umowa wdrożeniowa jako umowa rezultatu

Jednym z przykładów oceny umowy wdrożeniowej jako umowy rezultatu jest wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku 13 maja 2015 r., I Aca 1054/14. W orzeczeniu tym Sąd przede wszystkim położył nacisk na fakt, że umowa wdrożeniowa – bo za taką należy uznać umowę na kanwie której toczył się spór – może być ukształtowana różnorako przez strony. Tę konkretną Sąd uznał za umowę mieszaną zawierającą elementy umowy sublicencji, umowy o dzieło, umowy o świadczenie usług. Niemniej jednak dalej zostało wyjaśnione, że w swym zasadniczym nurcie umowa w zakresie w jakim odnosiła się do dostarczenia nośników i wdrożenia systemu stanowiła umowę o dzieło (art. 627 k.c.), skoro chodziło o rezultat w postaci wdrożenia systemu. Dziełem był w tym przypadku odpowiadający wymogom umowy, poprawnie wdrożony system.

Umowa wdrożeniowa jako umowa starannego działania

W innym z orzeczeń, a to w wyroku Sądu Okręgowego w Łodzi z dnia 10 czerwca 2016 r. XIII Ga 442/16 została natomiast wskazana teza, zgodnie z którą w praktyce umowę wdrożeniową można skonstruować zarówno w modelu umowy o dzieło, jak i w modelu umowy o świadczenie usług. Różnica między tymi modelami sprowadza się w uproszczeniu do tego, że o ile w pierwszym z nich gotowy system jest rezultatem, za którego osiągnięcie odpowiada wykonawca, to w drugim modelu wykonawca ma z należytą starannością wspierać proces wdrażania systemu przez zamawiającego, nie odpowiadając za sam rezultat. Uzasadnione wątpliwości, co do poprawności kwalifikacji takiej umowy jako umowy o dzieło mogą wynikać z tego, że według tradycyjnego poglądu, rezultat umowy o dzieło powinien być ściśle określony. Tymczasem praktycznie każde wdrożenie systemu informatycznego obejmuje daleko idącą konkretyzację przedmiotu umowy dopiero podczas jej realizacji; w wyniku analizy przedwdrożeniowej, opracowania projektu technicznego itp.

Na co zwrócić uwagę w praktyce?

Jak się wydaje orzeczenia te sobie nie przeczą, a drugie z nich jedynie rozwija myśl zawartą w pierwszym. Wynika z nich przede wszystkim to, że kwestia tego, czy umowa wdrożeniowa jest umową rezultatu, czyli umową o działo, czy też umową starannego działania, czyli umową o świadczenie usług zależy wyłącznie od tego w jaki sposób umowę tę ukształtują strony. Jeśli strony zrobią to świadomie, a do tego uwzględniając jeszcze kwestie specyfiki danego wdrożenia z całą pewnością będzie to maksymalnie komfortowa dla nich sytuacja. Dlatego też warto dobrze przeanalizować jaką konkretnie w danym przypadku umowę wdrożeniową podpisujemy i czy jest ona adekwatna do tej konkretnej sytuacji.