Przede wszystkim trzeba wiedzieć, że tak zwane ACTA 2 to w rzeczywistości dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie prawa autorskiego i praw pokrewnych na jednolitym rynku cyfrowym. Wbrew pozorom już tylko z tej informacji wypływają daleko idące wnioski. Otóż dyrektywy – w przeciwieństwie do rozporządzeń, których przykładem było ostatnimi czasy choćby RODO – co do zasady nie mają bezpośredniego zastosowania w państwach członkowskich. Mówiąc najkrócej, dyrektywy wyłącznie wskazują na ogólne ramy rozwiązań prawnych, które powinny obowiązywać na terenie Unii Europejskiej, a szczegółowe uregulowania pozostawia się do wdrożenia każdemu z ustawodawstw z osobna. Tym samym do momentu uchwalenia przepisów krajowych, które wdrożą rozwiązania dyrektywy, nie da się ostatecznie przesądzić, jak dane kwestie będą się przedstawiały, co nie oznacza jednak, że nie da się już teraz określić ich co najmniej w zakresie podstawowym, a samo to powinno dać wiele odpowiedzi.

Czego dotyczy ACTA 2?

Dyrektywa realnie dotyczy co najmniej kilku kwestii, które zarówno w perspektywie użytkowników internetu, jak i przede wszystkim dostawców usług są istotne, jednak najwięcej kontrowersji budzą i budziły dwie z nich, na których skupimy się poniżej. W mediach były one określane jako „podatek od linków” oraz „atak na media społecznościowe”. Czy jednak określenia te były adekwatne do tego, co zmieni się po implementacji dyrektywy, dowiesz się po przeczytaniu dalszej części tego rozdziału.

O czym mówi dyrektywa o kwestii “podatku od linków”?

Zaczynając więc od kwestii tak zwanego „podatku od linków”, trzeba podkreślić, że wbrew obiegowym opiniom dyrektywa wcale nie mówi o podatku od linków, a wprowadza ochronę publikacji prasowych w zakresie sposobu korzystania z nich on-line. Ujmując kwestię w dużym uproszczeniu, ochrona ta ma się sprowadzać do tego, że autorzy publikacji on-line albo inne osoby, które mają prawa do takich publikacji, będą mogły decydować o zezwoleniu lub odmowie zezwolenia podawania do publicznej wiadomości tych publikacji przez inne podmioty. Co oczywiste, publikacja prasowa to nie to samo, co link do tej publikacji.

Dyrektywa wprowadza definicję publikacji prasowej, zgodnie z którą jest nią zbiór złożony głównie, choć nie wyłącznie, z utworów literackich o charakterze dziennikarskim, które łącznie spełniają następujące kryteria:

  • stanowią odrębną całość w ramach publikacji periodycznej lub regularnie aktualizowanej pod tym samym tytułem publikacji, 
  • służą dostarczaniu opinii społecznej informacji dotyczących wiadomości lub innej tematyki 
  • są publikowane w dowolnym medium z inicjatywy wydawcy.

Cała definicja zawarta w dyrektywie jest nieco bardziej rozbudowana, ale to jej najważniejsze elementy. Definicja ta potwierdza więc, że chodzi tu o tekst publikacji, a nie o sam link do tejże. Można też wspomnieć, że do publikacji prasowych w rozumieniu dyrektywy nie zalicza się publikacji naukowych lub akademickich.

Co jednak najważniejsze w kontekście opinii, które można usłyszeć na temat ACTA 2, dyrektywa w ogóle nie ma dotyczyć prywatnych i niekomercyjnych sposobów korzystania z publikacji prasowych przez użytkownika indywidualnego. Tym samym w zasadzie cały szum informacyjny dotyczący tego, że nie będzie w ogóle możliwe linkowanie w internecie, jest także bezpodstawny. Co więcej, dyrektywa wskazuje wprost, że nie będzie ona miała zastosowania do czynności linkowania. 

„Podatek od linku” to wyłącznie chwytliwe hasło i populistyczny slogan, a nie realne zagrożenie dla przedsiębiorców. Co więcej, z dyrektywy wynika też, że nie będzie ona dotyczyła pojedynczych słów lub bardzo krótkich fragmentów publikacji prasowej. Wskazanie to jest natomiast niezmiernie istotne, biorąc pod uwagę realia, bo w zasadzie każda wyszukiwarka działa w ten sposób, że prócz linku do konkretnej strony pozwala zapoznać się choćby z fragmentem tekstu, który się na niej znajduje.

Kogo więc realnie dotknie wejście w życie przepisów opartych na dyrektywie Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie prawa autorskiego i praw pokrewnych na jednolitym rynku cyfrowym? Otóż jej skutki odczują wszystkie te portale, których głównym celem jest agregowanie treści z innych stron, a przede wszystkim zamieszczanie publikacji prasowych po to, aby „zebrać” w jednym miejscu najciekawsze newsy. Nie wszystkie jednak strony tego typu będą poddane działaniu dyrektywy. Dotyczyć będzie ona tylko tych spośród nich, które pozwalają na przeczytanie co najmniej znaczącej części takiej publikacji ze swojego poziomu. Istotne jest także to, że portale te muszą działać w sposób komercyjny, co najczęściej oznaczać będzie, że w oparciu o ruch, który w ten sposób zgromadzą we własnej witrynie internetowej opierają swój model biznesowy i na tym zarabiają pieniądze.

Uwzględniając więc wszystkie powyższe aspekty regulacji zawartych w dyrektywie, należałoby postawić tezę, że nie tyle rewolucjonizuje ona internet, co jedynie rozwiewa wątpliwości, które w związku z nim istniały w przeszłości na kanwie korzystania w nim z cudzych treści. Warto też podkreślić, że portale zamieszczające publikacje prasowe mogą udzielać licencji na nieodpłatne wykorzystywanie ich treści w dowolny sposób albo też udzielenie takiej licencji uzależniać od określonego działania. Tym samym nawet wejście w życie przepisów, które zostaną wydane w oparciu o dyrektywę, nie musi wcale prowadzić do znaczących zmian po stronie podmiotów, których przepisy te będą dotyczyć (choć może).

Jak ACTA 2 wpłynie na media społecznościowe?

Jeśli natomiast chodzi o drugą z kwestii budzących najdalej idące kontrowersje, czyli „końca internetu, który znamy”, trzeba podkreślić, że przepisy dyrektywy odnoszą się w tym kontekście do dostawców usług udostepnienia treści on-line. Zgodnie z rozwiązaniami prawnymi, które mają zostać przyjęte, będą to dostawcy usług społeczeństwa informacyjnego, których głównym lub jednym z głównych celów jest przechowywanie i udzielanie publicznego dostępu do dużej liczby materiałów chronionych prawami autorskimi, zamieszczanych przez użytkowników takich usług. Warto zwrócić uwagę na to, że dyrektywa nie obejmie podmiotów, które wyłącznie przechowują danego rodzaju treści. Zgodnie z regulacją konieczne będzie jednoczesne ich przechowywanie i udostępnianie innym użytkownikom. Innymi słowy, dyrektywa odnosi się do tak zwanych mediów społecznościowych oraz serwisów działających na tej zasadzie, że pozwalają swoim użytkownikom na udostępnianie treści pozostałym osobom korzystającym z ich usług. Dyrektywa ze swojego zastosowania wyłącza natomiast niekomercyjne encyklopedie internetowe, repozytoria naukowe i edukacyjne, platformy tworzenia otwartego oprogramowania i platformy wymiany otwartego oprogramowania, internetowe platformy handlowe oraz usługi w chmurze dla przedsiębiorstw i usługi w chmurze obliczeniowej, które umożliwiają użytkownikom zamieszczanie treści na własny użytek.

Co istotne, zgodnie z dyrektywą w regulacjach krajowych powinny znaleźć się przepisy, z których będzie wynikać, że to dostawca usług udostępniania treści on-line dokonuje czynności publicznego ich udostępnienia lub czynności podawania do publicznej wiadomości, jeśli udziela publicznego dostępu do chronionych prawem autorskim treści zamieszczanych przez użytkowników. Dyrektywa precyzuje, że to nie użytkownicy powinni posiadać licencje na zamieszczone treści, a podmioty prowadzące tego rodzaju serwisy. To na nich spoczywać będzie obowiązek uzyskania odpowiednich zezwoleń od podmiotów, którym prawa autorskie przysługują. Istotne jest także to, że przepisy, które zostaną wprowadzone w związku z dyrektywą, mają gwarantować, że uzyskanie zezwolenia na korzystanie z określonych treści przez dostawcę usług on-line obejmować będzie także korzystanie z tych treści przez użytkowników danego serwisu.

Warto wspomnieć, że w chwili obecnej sytuacja przedstawia się w ten sposób, że właściciel tego rodzaju serwisów nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez użytkowników pod warunkiem jednak, że ich nie moderuje oraz że niezwłocznie usunie je po otrzymaniu informacji o tym, że zostały zamieszczone bezprawnie. Choć zasadą jest brak odpowiedzialności administratorów serwisów za treści zamieszczone na nich przez użytkowników, to jednak liczba wyjątków od tej zasady jest całkiem duża. Po implementacji dyrektywy sytuacja będzie się natomiast przedstawiać w ten sposób, że portale, które nie uzyskały zezwolenia na udostępnianie określonych treści, będą mogły się zwolnić z odpowiedzialności, jeśli wykażą, że:

  1. dołożyły starań, aby takie zezwolenie uzyskać oraz
  2. dołożyły wszelkich starań, aby zapewnić brak dostępu do poszczególnych treści chronionych prawem, co do których podmioty uprawnione przekazały dostawcom usług odpowiednie i niezbędne informacje oraz
  3. niezwłocznie po otrzymaniu zastrzeżeń od podmiotu uprawnionego usunęły bezprawne treści oraz podjęły działania, które mają na celu ich ponowne niezamieszczenia.

Dyrektywa wskazuje jednak, że przy ocenie spełnienia tych kryteriów powinny być brane pod uwagę takie kwestie, jak: rodzaj odbiorców i skala świadczonych usług oraz rodzaj utworów lub innych przedmiotów objętych ochroną, dostępność odpowiednich i skutecznych środków oraz ich koszt dla dostawców. Tym samym także po wejściu w życie przepisów implementujących dyrektywę odpowiedzialność tego rodzaju portali nie będzie bezwzględna, a w szczególności nie powinny zostać nałożone na nie obowiązki niemożliwe do spełnienia.

Start-upy, a ACTA 2

Dyrektywa przewiduje jednak znaczące wyjątki dla start-upów. Podmioty, które działają krócej niż trzy lata, a ich obrót nie przekracza dziesięciu milionów euro, będą zobowiązane wyłącznie do podjęcia działań mających na celu uzyskanie stosownych zezwoleń oraz do zablokowania lub usunięcia treści zamieszczonych bezprawnie. Jeśli jednak zyskały już renomę rynkową i w roku poprzedzającym liczba ich użytkowników przekroczyła pięć milionów, będą dodatkowo zobligowane do podjęcia działań, które mają na celu zapobieżenie danym naruszeniom w przyszłości.

Co istotne, sama dyrektywa wskazuje na to, że nie ma obowiązku ogólnego nadzoru nad treściami zamieszczanymi przez użytkowników. Podmiot świadczący takie usługi jest natomiast zobowiązany do przedstawienia informacji na temat stosowanych w tym zakresie praktyk oraz ma obowiązek zapewnić odpowiednie mechanizmy do składania skarg i dochodzenia roszczeń. Skargi podmiotów uprawnionych powinny być przede wszystkim należycie umotywowane, jeśli mają dotyczyć zablokowania dostępu do treści lub ich usunięcia. Skargi w tym przedmiocie mają być rozpoznawane przez człowieka, a nie algorytm. Ten ostatni obowiązek należy z pewnością połączyć z tym, że dyrektywa nie wprowadza zmian w zakresie prawa cytatu czy prawa wykorzystywania cudzych utworów do treści parodiowych lub satyrycznych, a do oceny, czy dane wykorzystanie utworu mieści się, czy też nie w tym zakresie, algorytmy mogą wciąż okazać się niewystarczające.

Czy wdrożenie dyrektywy znacząco wpłynie na rynek cyfrowy?

Chociaż na dziś nie jesteśmy w stanie tego z całą pewnością przesądzić, możemy jednak postawić tezę, że w przypadku wdrożenia dyrektywy bez nakładania na dostawców usług dalej idących obowiązków niż minimum, które wypływa z dyrektywy – co zresztą powinno mieć miejsce – sytuacja na rynku cyfrowym wcale nie ulegnie drastycznym zmianom. Warto podkreślić, że już teraz większość dużych platform korzysta z algorytmów, które pozwalają na wyeliminowanie treści naruszających cudze prawa, oraz posiada odpowiednie procedury dotyczące skarg. Jeśli natomiast chodzi o wszystkie te głosy, które podkreślają, że wprowadzenie dyrektywy uniemożliwi wejście na rynek nowych firm, trzeba jeszcze raz przypomnieć, że w dyrektywie przewidziano niższy poziom wymogów w tym zakresie, którym co prawda podmioty te będą musiały sprostać, ale którego wdrożenie niewątpliwie nie będzie aż tak problematyczne. Warto podkreślić, że odpowiedzialność serwisów nie będzie absolutna, wystarczy, że zastosują one adekwatne sposoby eliminacji treści naruszających cudze prawa. Zmieni się natomiast to, że serwisy, których dotyczy dyrektywa, będą zobligowane co najmniej do podejmowania działań mających na celu uzyskanie zezwoleń od twórców lub innych podmiotów uprawnionych do korzystania z ich treści, co wiązać się będzie z pewnością w wielu przypadkach z odpowiednią gratyfikacją na ich rzecz.

W tym kontekście trzeba jednak podkreślić, co było już wskazane na wstępie, musi być dopiero implementowane do polskiego ustawodawstwa, a winno się to odbyć do 2021 r. Dopiero więc wówczas będzie można powiedzieć więcej na temat nowych zasad funkcjonowania na rynku cyfrowym, które z tej dyrektywy będą wynikać.